Sąd Gospodarczy w Gliwicach zdecydował o upadłości Konsorcjum Finansowo-Inwestycyjnego Colloseum. Wnioskowały o to Polskie Sieci Energetyczne. KFI Colloseum miało mocarstwowe plany, a kończy jako jeden z najgłośniejszych bankrutów III RP. Wierzyciele mają dwa miesiące na zgłaszanie roszczeń, ale mogą być problemy z ich odzyskaniem.
Stało się. Dokonało żywota Konsorcjum Finansowo-Inwestycyjne Colloseum (KFI). Ogłoszenia upadłości KFI domagały się Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE). Państwowy operator systemu przesyłowego zabiegał o to od maja 2002 r., kiedy ujawniono aferę dotyczącą rozliczeń między Konsorcjum-PSE a Będzińskim Zakładem Elektroenergetycznym. Sąd Rejonowy w Gliwicach, któremu przewodniczyła Grażyna Szajner, na posiedzeniu niejawnym sprawę rozstrzygnął — Colloseum upadnie.
PSE mogą być zadowolone z decyzji sądu, ponieważ będą mogły rozwiązać rezerwy utworzone na zobowiązania KFI Colloseum. Według szacunkowych danych, przekraczają one 400 mln zł.
— PSE mają już jeden prawomocny wyrok na odzyskanie 52 mln zł od Colloseum. Postępowanie egzekucyjne prowadzi komornik, ale nie udało się odzyskać ani złotówki — mówi Regina Wegnerowska, rzecznik PSE.
Podobne problemy mogą mieć inni wierzyciele, którym zostały dwa miesiące na zgłaszanie roszczeń. Ich zaspokojeniem zajmie się syndyk. Rzecz w tym, że KFI pozbyło się najważniejszych aktywów: udziałów w lubelskiej spółce Prim (produkującej rury preizolowane), Hucie Pokój i Energomontażu Północ. Józef Jędruch, były szef konsorcjum, nadal ma 9,36 proc. akcji w Hucie Ferrum, a Piotr Wolnicki, wiceprezes KFI — 12,38 proc. akcji.
Na pierwszej rozprawie w listopadzie 2002 r. wpłynął wniosek do sądu Andrzeja Jędrzejewskiego, obecnego prezesa KFI Colloseum, który domagał się odrzucenia wniosku PSE. Twierdził, że nie ma dowodów, iż spółka trwale zaprzestała płacenia długów, a KFI złożyło do urzędu skarbowego wniosek o restrukturyzację należności publicznoprawnych. Poinformował też sąd, że majątek Colloseum wystarczy na pozostałe zobowiązania. W jego ocenie, konsorcjum ma należności przekraczające 300 mln zł i dające szanse na spłatę długów. Ale sąd nie dał wiary jego zapewnieniom.