Pracownicy Tonsilu w czwartek wyjdą na ulice. Będą protestować, bo ministerstwo skarbu nie spełniło obietnic i nie wsparło upadającej firmy. Ostatnie przykłady pokazują, że taki desperacki krok może okazać się skuteczny. Żeby złagodzić nastroje strajkujących, rząd być może będzie musiał podjąć się ratowania kolejnych zakładów. A to nie budzi entuzjazmu podatników.
W czwartek o godz. 14.00 pracownicy Tonsilu, giełdowego producenta głośników z Wrześni, wyjdą na ulicę protestować przeciwko braku pomocy dla ocierającej się o upadłość firmy. To kolejna, dawno sprywatyzowana firma, która wyciąga ręce po pomoc ze strony państwa.
— W czerwcu MSP obiecało nam 8,5 mln zł pomocy publicznej, akceptując złożony przez zarząd wniosek. Od tego czasu tylko się nas zwodzi. Nie chcemy już czekać — mówi Adam Dopierała, szef działającej w Tonsilu Solidarności.
Jego opinię potwierdza Roman Fedyk, szef tonsilowskiego OPZZ.
— Tracimy pracę, a działania rządu są nieskuteczne — mówi związkowiec.
Otrzymane od rządu pieniądze giełdowy Tonsil miał przeznaczyć na spłatę kredytów, uruchomienie produkcji oraz uregulowanie zobowiązań wobec pracowników.
— Zaległości pracownicze sięgają już czterech miesięcy — dodaje Adam Dopierała.
— Pracownicy widzą, że są opóźnienia z wdrożeniem restrukturyzacji i tracą cierpliwość w oczekiwaniu na wynagrodzenie. Od 3-4 lat w spółce są opóźnienia w wypłatach, które są realizowane ratami. Obecnie rozpoczynamy wypłatę poborów za maj — mówi Czesław Schejn, prezes Tonsilu.
Przypomnijmy, że Tonsil ma inwestora strategicznego — japoński Tohoku Pioneer — który jednak już dawno przestał się interesować polską fabryką.
Tonsil to kolejne przedsiębiorstwo, którego pracownicy w ostatnich tygodniach zdecydowali się wyjść na ulice. Wcześniej robili to pracownicy Huty Stalowa Wola (HSW) i Fabryki Wagon z Ostrowia Wielkopolskiego. Efekt jest taki, że HSW już w tym tygodniu ma dostać 40 mln zł pożyczki z Agencji Rozwoju Przemysłu (więcej czytaj na stronie 5). Do końca tygodnia ma się też wyjaśnić przyszłość prywatnego Wagonu. Ale okazuje się, że gorąco może być także w żerańskich zakładach Dae-woo-FSO Motor.
— Jeżeli rozmowy w sprawie poszukiwania inwestora się załamią, mamy już przygotowane koncepcje radykalnych form protestu — mówi Jerzy Woźniak, przewodniczący komisji międzyzakładowej NSZZ Solidarność.
Mówi się również o tym, że na takie protesty mogą się zdecydować pracownicy Polskich Hut Stali — zwłaszcza jeśli negocjacje pakietu socjalnego z LNM, czyli potencjalnym inwestorem, nie zakończą się powodzeniem.
Trudno przewidzieć, czy kolejne protesty będą równie skuteczne, jak ten w Stalowej Woli. Jedno jest pewne — rząd czeka twardy orzech do zgryzienia. Żeby złagodzić nastroje strajkujących, rząd być może będzie musiał podjąć się ratowania kolejnych zakładów. A to nie budzi entuzjazmu podatników.
Więcej na temat niespokojnej sytuacji w polskich przedsiębiorstwach przeczytasz we wtorkowym "Pulsie Biznesu". Zapraszamy do lektury!


