W ciągu ostatnich 10 lat wiele zmieniło się w systemie szkolnictwa wyższego.
Dla absolwentów uczelni liczy się nie tylko dyplom ukończenia studiów, ale praktyczna wiedza. Jednak nawet ona nie gwarantuje zatrudnienia.
Uczelnie kształcą tylu studentów — ilu mogą. Na Uniwersytecie Gdańskim, największej uczelni w regionie Pomorza, studiuje 33 tys. osób. W dziedzinie ekonomii kształci się ponad 4 tys. studentów, a prawa i administracji 5,5 tys. To, że nie wszyscy znajdą po studiach pracę, o której marzą, jest oczywiste.
Rynek wyznacza kierunki
Do jednej z firm ubezpieczeniowych w Gdańsku na każde ogłoszenie o pracy na stanowisku wymagającym wysokich kwalifikacji przychodzi od kilkunastu do kilkudziesięciu ofert. Nie jest więc problemem liczba absolwentów wyższych uczelni — pracodawcy mają w kim wybierać — ale umiejętności, jakimi się legitymują. Jeśli po skończeniu studiów młody człowiek znajdzie pracę przynoszącą wynagrodzenie wystarczająco wysokie, aby zapłacić za kolejne studia, będzie podnosił swoje kwalifikacje.
Andrzej Drzycimski, prorektor ds. komunikacji Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni, nie ukrywa, że to pracodawcy w dużej mierze wyznaczają kierunki kształcenia w ich uczelni. Rada Pracodawców, działająca przy WSAiB, to ciało blisko sześćdziesięciu osób, które nie tylko dzielą się swoimi oczekiwaniami, ale i służą miejscami praktyk, a później niejednokrotnie zatrudniają absolwentów.
W WSAiB działa Biuro Karier, promujące najlepszych absolwentów. Co jakiś czas w lokalnej prasie płatnymi ogłoszeniami wspierani są ci, którzy poszukują pracy. WSAiB w tym roku przekroczy liczbę dwóch tysięcy studentów.
— Szkolnictwo wyższe jest chyba jedną z nielicznych dziedzin, które obroniły się w Polsce w dobie transformacji ustrojowej — twierdzi Andrzej Drzycimski.
W zgodzie z wartościami
Marian Trynka, szefujący Radzie Pracodawców, od lat sam prowadzi firmę budowlaną, dziś daje pracę blisko dwudziestu osobom. Ukończył z wyróżnieniem Wydział Ekonomiki Przemysłu, Organizacji i Zarządzania na Uniwersytecie Gdańskim oraz dwa kierunki podyplomowe. Zatrudniając pracownika kieruje się przede wszystkim zasadą fachowości.
— Aparycję można zmienić, natomiast wykształcenie pracownika jest procesem długofalowym. Jeśli natomiast chodzi o preferowany rodzj uczelni — prywatna lub państwowa — to dzisiejsze rankingi stanowią ich mieszankę i trudno przesądzać o wyższości jednej z tych grup — tłumaczy Marian Trynka.
Agata Lankamer pracuje w Państwowej Inspekcji Pracy w Gdańsku, pięć lat temu ukończyła studia na Wydziale Prawa i Administracji UG. Szczęśliwy zbieg okoliczności, czyli nagle zwolniony etat, natychmiastowo dał jej pracę. I dość szybko przekonanie, że nadal musi się kształcić. Agata trafiła do Szkoły Mówców. To studia podyplomowe, organizowane przez WSAiB we współpracy z gdańskimi dominikanami.
Szkoła Mówców to pierwsze tego typu studia podyplomowe w Polsce. Powstały z czystej potrzeby rynku. Doskonali się tam techniki mówienia.
Coraz więcej studentów nie przychodzi na uczelnię jedynie dla dyplomu, ale oczekuje czegoś więcej. Obserwuję ogromne zapotrzebowanie na nauczanie w zgodzie z wartościami — przekonuje Andrzej Drzycimski.
Okiem praktyków
Lekcja przedsiębiorczości
— Mam poczucie braku wiedzy z zakresu biznesu, który niekiedy przekłada się na straty finansowe. Teraz nabrałam już wiedzy wynikającej z doświadczenia, zdobytego podczas prowadzenia kwiaciarni, kiedyś jednak głównie kierowałam się emocjami i przeczuciami — mówi Grażyna Wissler.
— Podyplomowe, uniwersyteckie studia z zakresu handlu zagranicznego to był dla mnie stracony czas. Chętnie skończyłabym kurs, studia podyplomowe, niezależnie jak to nazwiemy, uczące prowadzić własny biznes. Tak jak uczy się w szkole fizyki, można by uczyć podstaw przedsiębiorczości, ale kto organizuje takie studia — pyta Agata Radtke.
Grażyna Wissler i Agata Radtke
włacicielki nowo otwartej kawiarni Akademia Cafe w Gdańsku