Dziura w unijnym serze

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-08-20 00:00

Na samym środku mapy poszerzonej Unii Europejskiej zawsze zaznaczana jest dziura, niczym w jakimś szwajcarskim serze. A to Szwajcaria właśnie...

Puste miejsce na mapie nie zostanie wypełnione aż do końca istnienia UE (żaden byt nie jest wieczny). Dlaczego? Dla Szwajcarów jest oczywiste, iż na rozchwianym świecie muszą zachować się jakieś stabilne punkty odniesienia. Idealnie nadaje się do spełniania takiej roli niezależna od brukselskiej biurokracji Szwajcaria wraz z jej twardą walutą. Helwetom całkowicie wystarcza obecny poziom bliskości z UE, wykluczający jakiekolwiek zależności budżetowe.

Neutralność Szwajcarii zatwierdził Kongres Wiedeński w roku 1815. Od tamtego czasu Konfederacja aktywnie uczestniczy w życiu międzynarodowym, wznosząc w Genewie gmach Ligi Narodów, mieszczący po wojnie europejskie biura ONZ. Jednak sami Szwajcarzy przystąpili do Narodów Zjednoczonych dopiero w XXI wieku (dokładnie 13 września 2002 r.), po trwającym długie lata przełamywaniu oporu znacznej części społeczeństwa. Referendalne zaakceptowanie członkostwa w Unii Europejskiej w ogóle nie wchodzi w grę.

Historyczna łączka

Święta narodowe większości państw odnoszą się do wydarzeń z wieku XX, rzadziej z XIX. Amerykański 4 lipca z roku 1776 oraz francuski 14 lipca 1789 r. są absolutnymi wyjątkami i w kategorii świąt „dziadkami”. Jakież to wszystko małostkowe z punktu widzenia Szwajcarii, która świętuje 1 sierpnia dla uczczenia wydarzenia z roku... 1291! Na łączce Rütli w kantonie Uri przedstawiciele trzech leśnych kantonów — Uri, Schwyz i Unterwalden — przysięgli sobie wówczas wspólną walkę o wolność przeciwko Habsburgom i zapoczątkowali Konfederację Szwajcarską. Przyświecająca im idea „Chcemy być jednym narodem braci, którzy się nie rozdzielą w potrzebie i zagrożeniu” całkiem dobrze sprawdza się już ósmy wiek.

Od XIX wieku Rütliwiese, położona nad Jeziorem Czterech Kantonów, traktowana jest jak narodowa świętość. W roku 1859 została wykupiona dzięki zbiórce dzieci szkolnych i zachowana w formie niezabudowanej — po wsze czasy. Na początku II wojny światowej odbyło się na łączce patriotyczne zgromadzenie Szwajcarów, po którym Hitlerowi odeszły pomysły ewentualnej agresji na walecznych sąsiadów. Notabene pożytek z neutralności Szwajcarii, a zwłaszcza jej systemu bankowego, doceniały wszystkie wojujące strony...

Grunt to wydajność

Krowy stanowią jeden z symboli Szwajcarii. Mając w pamięci reklamę czekolady Milka, w której pewna krowa urywa się na igraszki z bykiem i cała taśma produkująca mleko staje, szpiegowsko podszedłem pasące się na stoku stadko rasy szwyc o charakterystycznym, brunatnym umaszczeniu. I dopiero tam rozgryzłem tajemnicę dzwonków zawieszonych na każdej krowiej szyi. Chodzi nie tylko o łatwiejsze znalezienie zwierzęcia we mgle czy w razie jego zagubienia się. Wsuwające trawę krowy systematycznie podzwaniają i kiedy któraś na chwilę przestaje jeść — jej dzwonek milknie. Wyindywidualizowana z rozentuzjazmowanego stada producentka mleka czuje się tak nieswojo, że natychmiast pochyla łeb i wydajność wraca do normy!

Filozofia solidarnej pracy ku wspólnemu pożytkowi jest bliska całemu społeczeństwu. W Szwajcarii pracuje się średnio przez 1845 godzin rocznie, czyli o 200 więcej niż na przykład w Niemczech. To jeszcze jeden przyczynek do niechęci wobec rozpuszczonej Unii Europejskiej.

Opoka się posypała

Symbolicznym i rzeczywistym fundamentem szwajcarskiej stabilności są potężne góry. Około stu szczytów liczy co najmniej 4000 m, niestety najwyższy w całych Alpach Mont Blanc (Monte Bianco) o wysokości 4810 m dzielą między sobą Francja i Włochy. Szwajcarzy psychologicznie rekompensują to sobie hołubieniem szczytu wcale nie najwyższego, ale za to jednego z najpiękniejszych na Ziemi i na pewno najczęściej fotografowanego. Położony w Alpach Pennińskich na granicy szwajcarsko-włoskiej Matterhorn (Monte Cervino) liczy 4478 m. Jego samotna sylwetka fascynuje i zapada w pamięci każdego, kto ją zobaczył chociaż raz. Góra została zdobyta po raz pierwszy w roku 1865 przez Anglików, a zaraz potem Włochów. W tej sytuacji pokonanie północnej ściany Matterhornu, czyli skalnego muru 1200-metrowej wysokości, stało się wręcz narodową sprawą Szwajcarów. Cel ten pochłonął wiele ofiar i został osiągnięty dopiero w 1932 roku.

Ubiegłoroczne niezwykle gorące lato wywołało zjawisko, którego najstarsi górale nie pamiętali — Alpy zaczęły się topić. Konkretnie zaś tzw. permafrost, czyli wieczna zmarzlina, scalająca pokruszone bryły skalne powyżej 4000 m.

Nieszczęście dotknęło również Matterhorn. Na początku sierpnia komunikat meteo z Zermatt zawierał informację, że izoterma 0 stopni stanęła na wysokości 4600 m! Trudno się dziwić, że z najpopularniejszej grani Hörnli (drogi brytyjskich zdobywców) oderwało się 1000 m sześc. turni i blisko setkę odciętych wspinaczy musiały ewakuować śmigłowce, reszcie natomiast zakazano wchodzenia. Cóż było robić — zakląć, podwinąć ogon i wracać do domu. Na szczęście w tym roku jest normalniej, ale generalne ocieplenie klimatu nie wróży za dobrze Matterhornowi oraz innym 4-tysięcznikom.

Zamachowi samej natury na opokę Szwajcarii towarzyszy w ostatnim czasie ewolucja pojęcia szwajcarskiej „pewności”. Ujawnianie przez banki tajemnic kont klientów czy bankructwo linii lotniczej Swissair są przykładami przemian, szokujących niemałą część społeczeństwa. Dlatego euro nie ma szans na wyparcie szwajcarskiego franka i zawsze będzie traktowane jako pieniądz akceptowany — w sektorze turystycznym powszechnie używany — lecz duchowo całkowicie obcy.