Ekonomiści coraz bardziej martwią się kryzysem w chińskiej gospodarce i tym, że może on rozlać się po całym świecie. Wciąż nie jest też pewne, jak spadek popytu z Państwa Środka odbije się na Europie. Na razie seria rozczarowujących danych ze strefy euro wywołała falę obniżek prognoz wzrostu PKB dla Eurolandu i wzrost oczekiwań rynków finansowych, że Europejski Bank Centralny (EBC) nie będzie siedział z założonymi rękami, tylko wprowadzi mocniej w ruch drukarki pieniądza. Opinie na ten temat w samym banku są podzielone, a wiele wyjaśni się podczas czwartkowego posiedzenia władz monetarnych strefy euro.
„Puls Biznesu”: Czy EBC nadal jest gotów zrobić „co trzeba” zgodnie ze słowami Mario Draghiego z 2012 r., by zachować euro?
Ewald Nowotny, prezes Narodowego Banku Austrii, członek rady prezesów EBC: Nie ma co do tego wątpliwości. Muszę podkreślić, że strefa euro jest dziś znacznie silniejsza, niż była wówczas. Mimo pewnej nerwowości na rynkach finansowych można powiedzieć, że euro jest już postrzegane jako pewnego rodzaju bezpieczna przystań. To znajduje także odzwierciedlenie w obecnej wycenie wspólnej europejskiej waluty. Jest także dla mnie jasne, że stabilność euro nie jest w żaden sposób kwestionowana na rynkach finansowych.
Jak pan ocenia dotychczasowe efekty programu skupu obligacji rządowych w ramach luzowania ilościowego przez EBC?
Program prowadzimy zgodnie z założonym planem. Według stanu na koniec września, na rynkach finansowych kupiliśmy aktywa wartości 343 mld EUR, a ich średni czas do wykupu to około 8 lat. Zatem wszystko idzie dokładnie tak, jak oczekiwaliśmy, co oznacza, że miesięcznie skupujemy aktywa o wartości około 60 mld EUR i będziemy to robili, zgodnie z zapowiedziami, co najmniej do września 2016 r.
Rynki finansowe coraz mocniej jednak oczekują kolejnych kroków EBC. Podczas ubiegłotygodniowego wystąpienia powiedział pan, że inflacja bazowajest wyraźnie poniżej celu EBC, a rynki odebrały to jako zapowiedź większej stymulacji gospodarki. Czy EBC jest gotowy do wydłużenia lub zwiększenia programu skupu aktywów?
Wyraźnie widać, że mamy bardzo niską stopę inflacji i faktycznie dokonaliśmy rewizji w dół naszych prognoz dotyczących dynamiki cen towarów i usług konsumpcyjnych. Myślę, że na razie jest za wcześnie, aby przesądzać o długoterminowych trendach i trzeba mieć świadomość, że za obecną tak niską inflację odpowiadają głównie niskie ceny ropy i innych surowców. Moim zdaniem, powinniśmy zachowywać się spokojnie i pokazać, że kontrolujemy sytuację.
Wielu obserwatorów, patrząc na prognozowaną przez EBC na przyszły rok inflację na poziomie 1,1 proc., jest przekonanych, że program luzowania ilościowego będzie wymagał co najmniej wydłużenia.
To jest coś, co będzie przez nas dyskutowane, jeśli będzie taka potrzeba. Moim zdaniem, jest za wcześnie, aby o tym mówić, ponieważ wciąż mamy przed sobą jeszcze prawie rok programu — do września 2016 r.
Jak duży może być wpływ tego, co zrobi Fed, na politykę monetarną EBC i rynki finansowe w Europie?
Podobnie jak Fed czy inne duże banki centralne na świecie skupiamy się na własnej gospodarce. Zawsze oczywiście trzeba dostrzegać kontekst globalny czy wydarzenia na świecie, ale to nie jest decydujący aspekt dla polityki EBC.
Czy powinniśmy przywyknąć do życia w świecie niskich stóp procentowych przez dłuższy czas?
Oczywiście jest duża dyskusja na temat długoterminowych perspektyw wzrostu gospodarczego i są ekonomiści, którzy myślą w kategoriach długookresowej stagnacji w stylu japońskim. Jest dosyć oczywiste, że gdy mamy perspektywę niskiego wzrostu przez dłuższy czas, to podobnie rysują się trendy, jeśli chodzi o niskie stopy procentowe. Z drugiej strony jest nadzieja, że wysiłki EBC będą skutkowały wyższym tempem wzrostu PKB w Europie, tak jak to się udało w Stanach Zjednoczonych. Jestem też przekonany, że istnieje potrzeba włączenia w to w innych sektorów polityki, mam ma myśli z jednej strony politykę strukturalną, ale także makroekonomiczną, w tym fiskalną. Jeśli spojrzymy na strefę euro, to polityka fiskalna była restrykcyjna, a dzisiaj zmieniła się w neutralną.
Co pan sądzi o wpływie sytuacji w Chinach na gospodarkę europejską?
Wszyscy mamy nadzieję, że sytuacja w chińskiej gospodarce będzie się stabilizowała, ale jest wokół tego pewien element nerwowości, który był też widoczny na ostatnim spotkaniu Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Limie. Myślę, że wpływ chińskiego spowolnienia na gospodarkę unijną nie będzie ogromny. Nie przeceniałbym też wpływu Chin na eksport. Sytuacja w Chinach będzie miała wpływ na gospodarki wielkich producentów surowców, a pewne narastanie problemów i nerwowość będziemy obserwować na rynkach wschodzących.
Wywiad przeprowadzono 15 października 2015 r.