Sytuacja tej branży staje się coraz bardziej dramatyczna. Producenci nie mają możliwości sprzedaży nadwyżki jabłek i innych owoców, których eksport od wielu lat zorientowany był na Rosję. Radykalnie pogarsza się ich sytuacja finansowa, co oczywiście odbije się na produkcji przyszłorocznej. Najpilniejszym dla branży, ale zarazem najbardziej abstrakcyjnym, postulatem jest żądanie natychmiastowego „zdjęcia” przez rząd z rynku mniej więcej pół miliona ton jabłek i przeznaczenia ich na przerób w biogazowniach lub w przemyśle spirytusowym. A także wypłacenie sadownikom z budżetu rekompensaty pokrywającej co najmniej połowę kosztów niesprzedanej produkcji.
Największy paradoks polega na tym, że prawdę władzy nawet trudno podważyć. Rzeczywiście problemów rolników związanych z embargiem rosyjskim nie spowodowała Polska i sami ich nie rozwiążemy. Potrzebna jest głębsza współpraca i zrozumienie wewnątrz Unii Europejskiej, która jak wiadomo — kompletnie nie rozumie skali polskich problemów. Niestety, trudno spodziewać się zmiany nastawienia brukselskiej centrali w związku z objęciem gabinetów przez nową Komisję Europejską. Obecnie absolutnym priorytetem finansowym UE stało się nie rosyjskie embargo owocowe, lecz walka z epidemią eboli. Mamy po prostu pecha.