Zgodnie z oczekiwaniami Bank Anglii i Europejski Bank Centralny pozostawiły stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Jednak analitycy coraz częściej spekulują, że wzrost euro oraz słaba koniunktura gospodarcza skłoni banki do zdecydowanych działań. Giełdy zareagowały na decyzję ECB zwiększoną podażą akcji, gdyż euro osiągnęło nowy czteroletni szczyt wobec dolara. Tuz po ogłoszeniu decyzji ECB za euro płacono 1,1415 dolara. Wysokiego kursu europejskiej waluty coraz bardziej obawiają się eksporterzy, którzy kontrakty realizują w dolarach, a wyniki publikują w euro.
Prezes Europejskiego Banku Centralnego Wim Duisenberg zapowiedział w czwartek, że EBC będzie dążył do stabilizacji inflacji na poziomie bliskim 2 proc. i starał się ustrzec strefę euro przed deflacją. Oznacza to, że bank chce rozluźnić nieco swoją politykę i obniżka stóp, która ma podtrzymać wzrost gospodarczy w strefie euro, jest tylko kwestią czasu. Zmiana strategii została ogłoszona dwa dni po tym jak amerykański Fed nieoczekiwanie ostrzegł przed deflacją, informując, że niebezpieczeństwo znacznego spadku inflacji w USA jest obecnie większe niż jej niekontrolowanego wzrostu.
Duisenberg ocenił, że polityka monetarna prowadzona obecnie przez bank gwarantuje zachowanie stabilizacji cen w średniej perspektywie i zapewnia odpowiednie warunki monetarne, które sprzyjają wzrostowi gospodarczemu. Dodał, że aktywność gospodarcza w strefie euro była dotychczas osłabiona, ale EBC spodziewa się stopniowego umocnienia gospodarki w dalszej części tego roku i przyspieszenia w przyszłym roku.
Podstawowa stopa kredytu refinansowego ECB pozostała na poziomie 2,50 proc., stopa oprocentowania depozytów przyjmowanych od banków 1,50 proc., a stopa pożyczek udzielanych bankom komercyjnym 3,50 proc. Główna stopa repo Banku Anglii, według której odkupuje od banków papiery wartościowe, nadal wynosi 3,75 proc.
Decyzja banku centralnego pogłębiła spadki indeksów na giełdach Starego Kontynentu, wywołane za sprawą zniżek sektora finansowego. Niemiecki DAX potaniał o 3,9 proc., paryski CAC 40 spadł o 2,8 proc., a londyński FTSE stracił 1,63 proc.
Przeceny w wśród spółek ubezpieczeniowych i banków wywołały holenderskie ABN Amro i Aegon oraz niemiecki Commerzbank. Goldman Sachs obniżył holenderskiemu ubezpieczycielowi rekomendację i Aegon stracił ponad 6 proc. Analitycy obawiają się, ze spółka może mieć gorsze wyniki na rynku amerykańskim z powodu wysokiego euro. Wcześniej Spółka informowała wcześniej o 36 proc. spadku zysku w pierwszym kwartale tego roku. Powodem była kiepska koniunktura na rynku akcji i obligacji oraz spadająca wartość dolara.
Ponad 5 proc. spadła wycena banku ABN Amro. Konkurencyjny ING sprzedał 80 mln akcji, czyli 5 proc. pakiet akcji ABN, chroniąc się przed dekoniunkturą na rynku kapitałowym. Przeszło 7,5 proc. spadł kurs Commerzbanku. Wyprzedaż niemieckiego banku jest skutkiem odrzucenia możliwości przejęcia spółki przez HVB Group.
W Madrycie zawieszono handel akcjami Banco Zaragozano. Brytyjski Barclays ma przejąć spółkę za 1,4 mld EUR, a premia udziałowców wyniesie ponad 13 proc. w stosunku do wczorajszego zamknięcia notowań. Kurs Barclays spadł o 4 proc.
Prawie 10 proc. spadły akcje linii lotniczych KLM. Holenderski przewoźnik miał 180 mln EUR straty w I kwartale, o 40 proc. więcej niż oczekiwał rynek. W dół poszły akcje Swiss International Airlines, które w tym tygodniu na fali spekulacji o próbie przejęcia podwoiły swoją wartość.
Paweł Kubisiak