Już od wielu miesięcy tęgie głowy analityczne zastanawiały się: dlaczego Rada Polityki Pieniężnej, tak konsekwentnie, lekceważy opinię publiczną. Jest niezależna, samorządna, co prawda nie samofinansująca się, ale tak umocowana, że z jej decyzjami można zgadzać się bądź nie, ale trzeba je szanować. Najtrudniej było samozwańczym obrońcom polityki Rady — bo ona sama nie dostarczała żadnych argumentów. Wielu analityków rynkowych, których zdumiewała twarda postawa Rady w kwestii stóp, bicie rekordu świata w tempie duszenia inflacji i, tym samym, chłodzenia koniunktury czy nie wyjaśniona zmiana metody działania ze wskaźnikowej na recenzującą, było już gotowych dopatrywać się jakiejś wiedzy tajemnej, którą posiedli tylko członkowie RPP. Wiadomo przecież, że racja nie zależy od wyniku głosowania i nie zawsze jest po stronie większości. Ubolewali tylko, że wtajemniczeni nie uchylają chociaż rąbka tajemnicy.
Nie tylko rąbek, ale całą tajemnicę — jak się wydaje — ujawniła środowa „Gazeta Wyborcza”: sześciorgu spośród dziewięciorga członków Rady Polityki Pieniężnej znudziło się już piastowanie tej zaszczytnej godności i chcą ją opuścić, zadbawszy wcześniej o stan swoich finansów. Bo trudno inaczej odczytać pozew przeciwko dziesiątemu koledze — prezesowi NBP, stojącemu na czele RPP i będącemu formalnym pracodawcą powodów, którzy domagają się po 325 tys. 538 zł i 50 gr wyrównania za trzy lata pracy w Radzie plus odsetki, plus odsetki od odsetek za opóźnienie w wyrównaniu wynagrodzenia, liczone od dnia wniesienia pozwu. Podpisali się pod nim: Bogusław Grabowski i Cezary Józefiak (rekomendowani do RPP przez Senat), Wiesława Ziółkowska, Dariusz Rosati i Grzegorz Wójtowicz (rekomendowani przez prezydenta) i Jerzy Pruski (z rekomendacji Sejmu). Roszczeń finansowych nie mają jedynie (chociaż zarabiali tyle samo) Marek Dąbrowski i Janusz Krzyżewski (rekomendacja Sejmu) oraz Wojciech Łączkowski (Senat).
A o co ta awantura? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze i to duże pieniądze, łącznie 1 mln 953 tys. 231 zł plus odsetki i odsetki od odsetek. Członkowie Rady zarabiają teraz miesięcznie 25 tys. 840 zł. Jednocześnie, w ustawie o NBP z 1997 roku jest zapis, że przysługuje im wynagrodzenie równe wynagrodzeniu wiceprezesów NBP. A to, jak okazało się w czerwcu tego roku, zresztą podczas sejmowej awantury mającej na celu ograniczenie zarobków prezesa i wiceprezesów NBP oraz członków Rady, waha się pomiędzy 33 tys. 703 zł a 36 tys. 218 zł (I wiceprezes). Różnica między tymi kwotami, pomnożona przez 31 miesięcy, plus nagrody i trzynastki za ten okres, jest przedmiotem sporu.
Istotę sporu rozstrzygnie Sąd Pracy w Warszawie, ale pozasądowe następstwa złożenia pozwu można, z dużą dozą prawdopodobieństwa, przewidzieć już dzisiaj. Przypomnijmy. Prezydent zarabia 10 razy 1 tys. 603 zł i 56 gr (tegoroczna kwota bazowa dla osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie), czyli 16 tys. 035 zł 60 gr. miesięcznie. Marszałkowie Sejmu i Senatu oraz premier zarabiają 8,2 razy kwota bazowa (1603,56) czyli 13 tys. 149 zł 92 gr plus dieta parlamentarna w wysokości 2 tys. 245 zł 3 gr. Łącznie 15 tys. 394 zł 22 grosze. Kwota bazowa, od której zarobki tych i innych osób są uzależnione — w myśl hasła: oszczędzanie zaczynamy od siebie — zostanie ustawowo zamrożona na rok przyszły. Podwyżki więc nie będzie.
Na najbliższych posiedzeniach Sejmu sprawa zarobków Zarządu NBP i członków RPP powróci ze zdwojoną siłą. Powróci również (wystarczy zmienić datę) sygnowany w poprzedniej kadencji przez 24 posłów PSL projekt ustawy o zmianie ustawy o NBP i ustawy Prawo bankowe. Awantura będzie wielka, tyle że stopniały szeregi obrońców RPP, a szczególnie jej uposażeń, a pozew pozbawił argumentów najzagorzalszych jej zwolenników. Ugrupowanie rządzące (oszczędzanie zaczynamy od siebie), ugnie się pod presją opinii publicznej i... W najlepszym przypadku skończy się radykalną obniżką uposażeń i rezygnacjami niektórych członków Rady. I sprawdzi się to, o czym pisaliśmy 25 października, a co publicznie powiedział Bogusław Grabowski: ja jestem człowiekiem wykształconym i dam sobie radę. W to nie wątpimy, ale jeżeli o to chodziło, to czy nie można było tego załatwić w lepszym stylu.