W połowie lipca 42 tys. członków PO dostało pakiety informujące o wyborach, które mają rozpocząć się w sierpniu. Walka o przywództwo będzie się toczyła pomiędzy Jarosławem Gowinem i Donaldem Tuskiem.
Gowin, który stanął na czele konserwatywnej frakcji w PO ma jednak małe szanse wygrać ten pojedynek.
Zdaniem cytowanego przez „Economist” Rafała Pankowskiego z Collegium Civitas, te wybory mają na celu umocnienie pozycji Tuska w partii, a nie samą wygraną.
Gowin ze swoimi konserwatywnymi poglądami ma bliżej do PiS, niż do wartości wyznawanych przez PO. „Economist” sugeruje, że mógłby utworzyć również własną partię lub związać się z PJN.
Jak jednak podkreśla, utrata członków w parlamencie byłaby ciosem dla koalicyjnego rządu, który ma tylko niewielką większość, choć w dłuższej perspektywie bardziej jednolita partia mogłaby być korzystniejsza. Prawdziwe zadania, które stoją przed Tuskiem to ożywienie gospodarki oraz staranne przygotowanie rządu do wyborów w 2015 r.
