Efekt nożyc na rynku pracy

Iwona JackowskaIwona Jackowska
opublikowano: 2022-03-15 20:00

Wiele firm, mimo prognoz i wstępnych deklaracji, nie jest w stanie przystosować męskich stanowisk tak, by mogły na nich pracować Ukrainki.

Przeczytaj tekst, a dowiesz się:

  • dlaczego niektórzy przedsiębiorcy nie mogą stworzyć miejsc pracy dla Ukrainek,
  • czym firmy uzasadniają rezygnację z rekrutacji,
  • co pracodawcy chcieliby wiedzieć o kandydatach z Ukrainy.

Wybuch wojny w Ukrainie sprawił, że przedsiębiorcy ruszyli z pomocą jej obywatelom, zaoferowali etaty i deklarowali przygotowanie stanowisk dla kobiet. Jednak część z nich już rezygnuje z rekrutacji.

– Duża liczba przedsiębiorców nie jest w stanie dostosować męskich stanowisk dla kobiet. Nie tylko z uwagi na specyfikę pracy wymagającą siły fizycznej, ale też dlatego, że jest to proces czasochłonny i niejednokrotnie wiążący się ze sporymi nakładami finansowymi, na które wielu firm nie stać – wyjaśnia Cezary Maciołek, prezes agencji Grupa Progres.

Mówi ponadto, że – jak wynika z rozmów agencji z pracodawcami – wielu z nich wstrzymuje rekrutacje z pobudek konserwatywnych. Zaczynają analizować swoją sytuację, kontrakty, łańcuchy dostaw i na tej podstawie podejmują decyzje biznesowe i kadrowe.

– Część wycofuje się z rekrutacji, bo dochodzi do wniosku, że nie musi lub nie może na siłę zatrudniać kobiet, którym na dłuższą metę nie jest w stanie zagwarantować pracy. Inni nie zatrudniają nikogo, bo rodzima branża zwalnia i czekają ich przestoje, widoczne już w sektorze automotive – relacjonuje Cezary Maciołek.

Zwraca uwagę na widoczny już w Polsce efekt nożyc – popyt na kandydatki chętne do pracy nie nadąża za ich podażą. Fala migracji z Ukrainy to potęguje. Podkreśla, że nasz rynek pracy potrzebuje i kobiet i mężczyzn. Dotychczas ok. 70 proc. rekrutowanych kandydatów to osoby płci męskiej, aktualnie zdecydowana większość to panie.

Ta nierównowaga dotknie wielu branż. Obecnie bardzo duży problem kadrowy mają m.in. sektory budowlany, transportowy, stoczniowy czy magazynowy, które bazują głównie na pracy mężczyzn. Nie są one w stanie zmodyfikować stanowisk na taką skalę i w tak dużym zakresie, żeby móc otworzyć się w pełni na rekrutację głównie kobiet.

Kłopotem dla pracodawców jest też brak wiedzy o kompetencjach przyjezdnych, ich znajomości języka polskiego oraz chęci do podjęcia pracy.

– Jeszcze rok temu nie stanowiło to problemu, bo rekrutacje często zaczynały się w Ukrainie i pozwalały poznać kandydatów przed ich przyjazdem do Polski. Obecnie są oni na miejscu, a pracodawcy nic o nich nie wiedzą. Nie są więc w stanie oszacować, czy i jakie stanowiska mogą zająć w ich firmie panie z Ukrainy. To duży problem zwiększający chaos, którego można nie opanować, mimo nowych przepisów dotyczących legalizacji pobytu i pracy obcokrajowców – stwierdza Cezary Maciołek.