Efekt stycznia jest ostatnim akcentem korekty w bessie

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2002-01-07 00:00

Nie wykluczam szczątkowego zaangażowania mniejszych funduszy zagranicznych nastawionych na szybki zysk, ale główną siła z pewnością były nasze fundusze.

Z Ameryki

Krótszy tydzień nowego roku rozpoczął się dobrze dla giełd amerykańskich. Został zapoczątkowany efekt stycznia, ale jego zasięg nie powinien być zbyt duży.

Dane makro, które rynek otrzymał niewątpliwie pomagały we wzrostach. Indeksy aktywności gospodarczej zarówno w sektorze produkcyjnym jak i usług wzrosły więcej niż oczekiwano. Co prawda sektor przemysłowy nadal pokazuje, że gospodarka kurczy się, ale dynamika tego procesu zmniejsza się. Ubytek miejsc pracy w sektorze pozarolniczym też pokazał zmniejszającą się dynamikę, a stopa bezrobocia co prawda wzrosła, ale nie więcej niż oczekiwano. Rynek nie przejął się wzrostem bezrobocia, bo to niej jest wskaźnik wyprzedzający – mówi jedynie o tym, co już się w gospodarce stało. Ponieważ inwestorzy w USA wierzą w szybkie ożywienie to tego typu wskaźniki będą lekceważone. Jedyny zły sygnał to wzrost płacy za godzinę o więcej niż oczekiwano. To będzie powodowało wzrost inflacji. Zresztą warto spojrzeć na indeks towarów CRB, gdzie widać, że od połowy października ceny rosną, a sam indeks dotknął właśnie rocznej linii trendu spadkowego. Pokonanie tej linii będzie sygnalizowało zmianę trendu na rosnący, a to z kolei będzie wyprzedającym wskaźnikiem ożywienia gospodarczego (według mnie bardzo umiarkowanego i krótkiego) oraz rosnącej inflacji. Podobne wnioski można wysnuć z wykresu rentowności obligacji 30. letnich. Tutaj też widać walkę z linią trendu i w bliskim czasie okaże się, że rentowność zmieni trend na rosnący. Wniosek jest dość oczywisty – zbliżamy się szybko do okresu, w którym zacznie się liczyć inflacja, a Fed będzie musiał podnosić stopy. Co prawda analitycy mówią o końcu roku, ale ja przypuszczam, że skala obniżki w zeszłym roku była za duża i zaostrzenie nastąpi wcześniej.

Uważam, że w bieżącym roku Fed będzie już bezradny, a gospodarka będzie musiała dawać sobie radę sama. Pod koniec półrocza nastąpi pierwsza akcja Fed zaostrzająca politykę pieniężną z obawy przed inflacją. Pytanie jest nadzwyczaj proste: by gospodarka wzmocni się na tyle, żeby podwyżki stóp jej nie przeszkodziły w rozwoju? Szczerze w to wątpię.

W tym tygodniu będą podane pierwsze informacje o inflacji w grudniu. Oczekuje się spadku PPI o 0,2 proc. i wzrostu bazowej PPI o 0,1 proc. Sądząc po wykresie CRB wcale bym się nie zdziwił, gdyby te dane były gorsze. Jednak na tym etapie rynek zapewne by się jeszcze tym nie przejął zakładając, że wzrost cen wynika z ożywienia gospodarczego, a to przyniesie wzrost zysków spółek. W ogóle tydzień jest dosyć ubogi w dane makro mogące wpłynąć na koniunkturę giełdową. We wtorek dowiemy się, jakie były zamówienia fabryczne. Ponieważ jednak będą to dane za listopad to rynek się nimi wcale nie przejmie nawet, jeśli będą złe.

W analizie technicznej widać krótkoterminowy optymizm i średnioterminowy pesymizm. Dzisiaj nieco krócej o DJIA, bo na pozostałych indeksach sytuację widać nieco lepiej. DJIA przełamał ważny opór 10 170 pkt do 10 200 pkt (teraz to wsparcie), ale styl tego przełamania mi się nie podobał. Zbyt mały wzrost jak na tak ważny opór i za duży obrót. W każdym razie teraz opór to 10 600. W żadnym wypadku nie rezygnuję z koncepcji formacji RGR na S&P 500. Na razie indeks utknął na oporze. W przypadku jego pokonania następny to 1190, a potem 1220. Wsparcie to 1120 pkt. Ciekawie spogląda się na S&P 500 przez pryzmat teorii Elliotta. Można rozważać dwie koncepcje. Jedna z nich to korekta spadku w postaci trójki ABC. Przy założeniu A=C wzrost powinien zakończyć się w okolicach 1200 pkt. Jeśli jest to jednak piątka Elliotta to mamy piątą podfalę. Ponieważ fala trzecia nie może być najkrótsza to ta piąta podfala nie może dojść wyżej niż 1230 pkt. Z obu wariantów wynika, że wzrost nie powinien sięgnąć wyżej niż 1200 - 1230 pkt. NASDAQ krótkoterminowo również wygląda dobrze, chociaż powstała w piątek doji ostrzega przed możliwością zmiany trendu. Opór to 2100, a potem 2185. Wsparcie lokowałbym na średniej 200. sesyjnej 1930 pkt. Zdecydowanie bardzo optymistycznie wygląda NASDAQ w świetle teorii Elliotta. Tutaj wyraźnie widać, że rynek jest w piątej podfali, a ponieważ trzecia była dłuższa od pierwszej to ciężko wyznaczyć szczyt tego ostatniego wzrostu.

Wygląd NASDAQ i częściowo S&P 500 nie jest pocieszający dla tak zatwardziałego niedźwiedzia, jakim jestem, chociaż niewątpliwie jest doskonałą informacją dla mnie jako inwestora. Jeśli to rzeczywiście pięciofalowy wzrost to mielibyśmy do czynienia z pierwszą falą nowej hossy, - jakkolwiek trudno mi w to uwierzyć. Przypominam jednak, że korekty fal pierwszych potrafią być brutalne i mogą znieść nawet cały wzrost.

Tego, czego można się bać, jeśli chodzi o rynek amerykański to olbrzymiej przewagi byków. Wszyscy mówią jedynie o ożywieniu. Tak wielka przewaga optymistów zawsze sygnalizowała koniec wzrostów. Być może spadek nie zacznie się w tym tygodniu, bo nie widzę zagrażających rynkowi danych makro, a efekt stycznia ma swoje prawa. Zapowiedzi, że cały I kwartał będzie dobry dla giełd są nadmiernie optymistyczne.

Z Polski

Nasz krótki tydzień ograniczył się praktycznie do dwóch euforycznych sesji. Sylwestrowa i po Nowym Roku były żałosne zarówno, jeśli chodzi o zmiany kursów jak i obroty. W prasie pojawiła się dyżurna zagranica, która rzuciła się na tanie polskie akcje. Przy takim silnym złotym, słabymi perspektywami dla naszej gospodarki i ciągłym konflikcie RPP – rząd? Skoro bez problemów, dzięki uprzejmości RPP, zarabia na obligacjach? Nie wykluczam szczątkowego zaangażowania mniejszych funduszy zagranicznych nastawionych na szybki zysk, ale główną siła z pewnością były nasze fundusze. Smutno się robi jak patrzy się na naszą giełdę. Wysokoobrotowych spółek jest jedynie garstka i coraz to któraś ubywa – jeśli nie przez wycofanie z rynku to przez marginalizację po przejęciu kontroli przez większościowego akcjonariusza. Na wywołanie wzrostu na tych kilkunastu spółkach nie trzeba wielkiego kapitału. Stąd takie nagłe i olbrzymie wzrosty bez wyraźnej przyczyny. Dokładnie tak samo wyglądał początek wzrostu w październiku.

Znalazłoby się wśród liderów parę spółek z problemami, ale dla mnie typowym przykładem pokazującym, że nie jest to żaden fundamentalny ruch jest KGHM. Od grudnia miedź znowu tanieje, a formacja RGR sugeruje spadek cen jeszcze o 10 proc. Złoty będzie się wzmacniał – wyraźnie fala C z zejściem na 3,60 do 3,70, ale potem już spadek. Same negatywy, a kurs rośnie. Po prostu chodzi o to, żeby spółka była duża i płynna i żeby można było spokojnie wyjść z dużej ilości akcji w dość bliskim czasie. Dlatego Optimus nie zachowuje się tak jak inne spółki TMT – jeśli nastąpi zawieszenie notowań to nie będzie można z akcji uciec przed końcem efektu stycznia. Takie to są właśnie „fundamenty“ tego wzrostu.

Ostatni dzień tygodnia okazał się być pechowym dla Elektrimu. Co prawda reszta rynku już lekceważy to, co dzieje się z tą spółką, a jej wpływ na WIG-20 nie jest duży, ale sytuacja może wpływać również na BRE. Prasa i analitycy jednym głosem twierdzą, że obligatariusze straszą Elektrim składając wniosek o upadłość, a naprawdę chcą jedynie lepszych warunków. Ja mam inne zdanie. Jeśli rzeczywiście mają wystarczającą siłę, by zablokować układ to stawiają spółkę pod ścianą. Ze wszystkich wyliczeń wynika, że w przypadku likwidacji spółki obligatariusze dostaliby swoje pieniądze z powrotem. Mówi się, że wierzyciele musieliby długo czekać. Czy rzeczywiście? A może już mają chętnych na część telekomunikacyjną i energetyczną? Ja na ich miejscu nie zgodziłbym się na żadną redukcję długu i na żadne opóźnienia. Widzę inny problem. Wierzyciele zmuszają BRE z podmiotami stowarzyszonymi do działania. BRE & Co. ma podobno już około 20 proc. akcji spółki, co w przypadku upadłości wygenerowałoby dużą stratę. Wierzyciele zdają się mówić BRE (bo przecież nie Elektrimowi, który jest całkowicie bezradny): przejmijcie spółkę, zapłaćcie nam nasze pieniądze to damy wam spokój – w innym przypadku poniesiecie straty. Jeśli BRE nie uda się pozbyć akcji spółki, to będzie musiał brnąć dalej i ją przejąć. To może być zresztą całkiem dobrym interesem. Widać, ze pogląd mam inny niż większość, ale konkluzja jest podobna: nie jest powiedziane, ze Elektrim upadnie. Jednak, gdyby BRE nie dał rady, to Elektrim rzeczywiście upadnie i pociągnie za sobą kurs banku.

W tym tygodniu odbędzie się spotkanie rządu z RPP. Powinno być rozstrzygające o stosunkach między tymi dwoma organami w najbliższym okresie. Nawet w przypadku braku pełnego porozumienia, bo o to będzie nadzwyczaj trudno, nie widzę najmniejszej możliwości, żeby rząd poparł ideę zmiany ilości członków RPP – za dużo przeciwników. Obawiam się, że również idea zwiększenia odpowiedzialności RPP też nie zyska uznania rządu przestraszonego atakami opozycji i medialnych obrońców „niezależności“ RPP. Mało jest nawet wśród rządzących osób niezależnych, a jeśli chodzi o ciało powoływane tak jak RPP to zależność wręcz kłuje w oczy (7 osób jest z opozycji). Uważam, że góra urodzi mysz i ta mysz wyda pisk w postaci uchwały sejmu apelującego do RPP o inną politykę. Jeśli takie będą postanowienia rządu to powinno uspokoić inwestorów bojących się konfliktu może wpłynąć pozytywnie na rynek. Komunikat o porozumieniu rząd – RPP wpłynąłby na rynek niezwykle pozytywnie.

Dwie sesje zmieniły wszystko w analizie technicznej. WIG pokonał listopadowy szczyt i jest w drodze do linii szyi dużej formacji RGR. Przy założeniu równości fal A i C widać, że dokładnie do tego poziomu (16 700 powinien dojść). Wsparciem jest 14660 pkt. Indeks cenowy tak dobrze nie wygląda, pozostało jeszcze trochę miejsca do poprzedniego szczytu, ale struktura wygląda podobnie jak WIG i pozostaje jeszcze około 8 proc. do zakończenia wzrostów. Najbardziej dwuznacznie wygląda WIG20, na którym istnieje nawet możliwość powstania podwójnego szczytu. Najważniejszy opór to 1350 – 1365 pkt. Wsparcie w oknie hossy 1285 pkt.

Po euforycznych sesjach w ostatnich dwóch dniach tygodnia krótkoterminowe oscylatory są tak wykupione, ze przydałaby się jakaś korekta na początku tygodnia, podczas której rynek zbierałby siły do ataku na najważniejszy opór. Analiza techniczna jest jednak nieubłagana dla niedźwiedzi – wzrost musi doprowadzić WIG-20 w okolice 1500 pkt. Gorzej z fundamentami dla takiego ruchu – w ogóle ich nie ma.