Efektywny jak touroperator

opublikowano: 21-07-2019, 22:00

Jak coraz powszechniejsza dostępność tanich biletów lotniczych i niejasna przyszłość polskich lotnisk odciśnie się na biurach podróży? Marek Andryszak, szef TUI na Europę Środkową, nie boi się o przyszłość swojej branży

„PB”: Każdy może sobie zarezerwować tani lot przez internet. Czy to się mocno odbija na branży turystycznej?

Zazwyczaj podaż pobudza popyt. Im większa oferta, tym częściej klient się zastanawia, gdzie polecieć. Branża touroperatorska jest wyjątkowo efektywna: samoloty wypełnia bardziej niż przeciętna linia lotnicza, a hotele bardziej niż przeciętny hotelarz. Dlatego jest w stanie zaoferować atrakcyjną cenę i zawsze jest konkurencyjna wobec innych ofert turystycznych.

Koszt przelotu to jeden z głównych składników ceny wycieczki czy pobytu zagranicznego. Jak się zmieniał i jak będzie się zmieniał w najbliższym czasie?

Cena przelotu bardzo mocno zależy od dwóch zmiennych: kosztu paliwa i — co szczególnie ważne na polskim rynku — kursu złotego do dolara. Linie lotnicze, które rosną, są w stanie utrzymać całościowe koszty na w miarę stabilnym poziomie. Te zaś, które nie rosną i nie są w stanie utrzymać kosztów, próbują je przekładać na ceny. Na rynku polskim ze względu na sporą dynamikę wzrostu i to, że mamy raczej rosnące linie lotnicze, koszty powinny być stabilne. Nie oczekuję więc także rosnących cen. Nieco inaczej jest na rynkach zachodnich, gdzie linie lotnicze wolniej rosną albo nie rosną wcale. W takiej sytuacji rosną koszty, a w ślad za nimi — średnie ceny. Spodziewam się, że tak właśnie będzie w najbliższych latach.

Czy to dlatego Polska staje się coraz ważniejszym rynkiem dla firmy TUI?

Polska staje się dla nas coraz ważniejszym rynkiem z różnych powodów. Jednym z nich jest oczywiście to, że rosnący rynek jest zawsze atrakcyjny. Sześć, siedem lat temu wprowadziliśmy tu zasadnicze zmiany dotyczące dystrybucji naszych produktów. Przez dwa, trzy lata nasza sprzedaż się rozpędzała, a teraz już pędzi. W rezultacie nie tylko TUI rośnie, lecz także biznes jest coraz bardziej zyskowny. To jest fenomenalne i bardzo się z tego cieszymy. Z drugiej strony jesteśmy zainteresowani bezpośrednim kontaktem z klientem. Chcemy, żeby u nas kupował produkty, bo wtedy możemy go lepiej poznać. A gdy go znamy, możemy go jeszcze lepiej obsłużyć. I tu również Polska pozytywnie się wyróżnia na tle innych rynków, szczególnie w Europie Środkowej.

e4037212-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
OŚ, czyli Obserwator Środkowoeuropejski
Newsletter autorski Bartłomieja Mayera
ZAPISZ MNIE
OŚ, czyli Obserwator Środkowoeuropejski
autor: Bartłomiej Mayer
Wysyłany raz w tygodniu
Bartłomiej Mayer
Autorski przegląd informacji gospodarczych z krajów Europy Środkowej: Ukrainy, Białorusi, Czech, Słowacji i Węgier.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Zarówno dla firm turystycznych, jak i dla ich klientów bardzo ważne są lotniska. Jednym z najpopularniejszych i najważniejszych portów lotniczych w Polsce jest warszawskie lotnisko Chopina. Tymczasem jego przyszłość stoi pod znakiemzapytania. Jak to może wpływać na funkcjonowanie rynku turystycznego?

To jest największa zagadka. Zazwyczaj ludzkość patrzy na zmiany sceptycznie, a nawet się ich obawia. Ja też się zastanawiam, czy — jeżeli lotnisko Chopina za kilka lata zostanie zamknięte albo będzie obsługiwało tylko jedną linię lotniczą — uda się nam dalej rozwijać tak jak dotychczas. Myślę jednak, że i klient, i komercyjna firma zawsze znajdują rozwiązania i tak będzie także w takiej sytuacji. Jestem więc optymistą. Monopolizacja zazwyczaj skutkuje wyższymi cenami. Jeżeli na lotnisku Chopina obsługiwany będzie tylko jeden przewoźnik, to będzie podnosił ceny, a wtedy klienci będą uciekali. To zawsze tak działało, bo monopol zabija konkurencję. Myślę więc, że poradzimy sobie.

TUI ma własne linie lotnicze, co nie jest standardem w branży. Dlaczego w czasach, gdy wszyscy hołdują outsourcingowi, poszli państwo poszli inną drogą?

Pewne decyzje zapadały 30-40 lat temu i teraz ponosimy ich konsekwencje. Przy tej skali biznesu — a mamy 27 mln klientów rocznie — trzeba się zabezpieczać, co zazwyczaj się wiąże z własną produkcją. Pojawia się więc pytanie, czy będziemy mogli obsługiwać tyle osób wyłącznie obcymi liniami lotniczymi. Dziś na niektórych rynkach znaczną część klientów obsługujemy własnymi liniami: na brytyjskim 90-95 proc., na niemieckim — 70 proc. Sądzę, że jeżeli TUI Poland nadal będzie się tak rozwijać i za cztery, pięć lat będzie miało dwa miliony klientów, to może też trzeba będzie pomyśleć, jaką ich część obsługiwać własną linią lotniczą. Ruch stanie się po prostu zbyt duży, by obsłużyć go wyłącznie kontraktami komercyjnymi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu