Zapożyczony został od organizatorów, którzy wspólnie z ING Bankiem Śląskim przygotowali raport na temat obecnego miejsca Polski w światowych łańcuchach dostaw. Od prawie dwóch dekad stanowimy wschodnie kresy Unii Europejskiej, zaś od ćwierć wieku – Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO). Dla obecnej sytuacji zdecydowanie bardziej właściwe jest określenie militarne – rubież. W 2020 r. gospodarka przyjęła uderzenie broni biologicznej COVID-19, rozwleczonej na cały świat z Chin, zaś w 2022 r. doszła wojna napastnicza Rosji z Ukrainą. Zgodnie z definicją nadlatujących niespodziewanie tzw. czarnych łabędzi oba gigantyczne zagrożenia podczas, powiedzmy, XI edycji EKG w 2019 r. były niewyobrażalne. Notabene gdy pierwsze ptaszysko zostało w 2021 r. szczepionkowo przynajmniej zneutralizowane, nadciągnęło drugie.
Wnioski z analizy skutków obu nieszczęść nie są jednak aż tak pesymistyczne, jakie mogły być. Polskie firmy wykazały zdumiewającą odporność na epidemiczne i wojenne szoki, przy czym naturalnie zróżnicowała się sytuacja poszczególnych branż. W najtrudniejszej sytuacji znalazły się zużywające najwięcej energii i najbardziej odczuwające skokowe wzrosty cen jej nośników. Pochodną napięć geopolitycznych stała się perspektywa wykorzystania/zmarnowania szansy, jaką stanowi położenie Polski. Wielką niewiadomą jest skala korzyści dla naszych firm z udziału w odbudowie Ukrainy. Militarnie tworzymy naturalną bramkę, z której korzysta cały świat zarówno dla dostaw pomocowych, jak też ruchu osobowego. Dworzec kolejowy w Przemyślu od jego zbudowania w galicyjskiej epoce CK nigdy nie posłużył najpotężniejszemu człowiekowi świata, jakim jest prezydent USA. Ale po zakończeniu, czy chociażby zamrożeniu wojny – ten drugi wariant jest znacznie bardziej realny – znaczenie nie tylko przygranicznego dworca, lecz całej Polski szybko spadnie. Przefruwały będą nad nami może już nie czarne łabędzie, lecz wielkie pieniądze.
Przedsiębiorcy definiują ryzyka lokalne, ciągnące w dół realność wykorzystania szans globalnych. Według polskiego biznesu na pierwszy plan wysunęła się presja inflacyjna i związany z nią wysoki koszt finansowania zewnętrznego. Władcy polityczni natomiast nie ukrywają, że za zło znacznie większe uznali – zwłaszcza w perspektywie wyborów – schłodzenie gospodarki. Według przedsiębiorców spirala cenowo-płacowa dodatkowo nakręcana jest niedoborami wykwalifikowanych pracowników. Kolejna przyczyna to już w III RP klasyka – skomplikowanie podatków oraz chaotyczność regulacji. PiS bije jednak wszystkie ekipy po 1989 r. w skali bałaganu, pseudoładów i bezładów, gwałtownych nowelizacji, potem nowelizacji tych nowelizacji etc. Kolejne ryzyko wiszące nad szansami to zbyt wolna transformacja energetyczna. Bez rzeczywistego odblokowania potencjału na inwestycje w źródła odnawialne oraz modernizowania słabych sieci Polska nie uzyska trwałego wzmocnienia odporności wobec zawsze grożącego kolejnego nalotu czarnych łabędzi.
Na koniec zostawiłem coraz bardziej nabrzmiewającą blokadę pomocowych pieniędzy unijnych. W Katowicach pion gospodarczy rządu jest reprezentowany, w środę zawita także premier Mateusz Morawiecki. Konsekwentnie pomijanym jednak przez władców, wstydliwym, wręcz parzącym tematem jest Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO). Czemu nawet trudno się dziwić, wszak od pamiętnej kampanii propagandowego nagłaśniania dobrodziejstw unijnych miliardów dla Polski upłynęło już tyle wody, padło tyle pustych obietnic i terminów, że zaszło zjawisko wyparcia KPO z pamięci…

