Ekoelektrownie są za drogie dla Polaków

Dorota Kaczyńska
opublikowano: 2002-09-19 00:00

Zakłady energetyczne nie chcą kupować energii wiatrowej. Powodem jest zarządzenie Polskich Sieci Elektroenergetycznych, które wprowadza do Regulaminu Rynku Bilansującego nowe zasady rozliczania zakupu i sprzedaży energii. Zarządzenie, obowiązujące od 1 lipca 2002 r., postawiło pod znakiem zapytania rozwój energetyki wiatrowej w Polsce.

Polski rząd obiecał przystosować się do zasad unijnej dyrektywy 2001/77/EC jeszcze przed przystąpieniem do UE. Jej główne założenia zakazują dyskryminacji energii odnawialnej przez obowiązujące w kraju regulacje. W związku z tym Ministerstwo Gospodarki wydało w grudniu 2000 r. rozporządzenie, na mocy którego każdy zakład energetyczny musi zakupić 2,4 proc. energii ze źródeł ekologicznych. W 2010 r. poziom ten ma wzrosnąć do 7,5 proc.

Jednak już przy progu 2,4 proc. nikt nie kwapi się do kupowania energii wiatrowej. Przyczyna tkwi w nowych zasadach rozliczeń, zgodnie z którymi zakłady energetyczne, za sprzedaż nadwyżki prądu otrzymują cenę niższą od podstawowej.

Kiedy muszą uzupełnić niedobór energii, płacą natomiast kilkakrotnie wyższe stawki. Przy takim założeniu, zakłady energetyczne nie chcąc ponosić dodatkowych kosztów narzuciły farmom wiatrowym godzinowy grafik produkcji energii elektrycznej. Muszą one planować z 48-godzinnym wyprzedzeniem, ile prądu wytworzą. Tylko pod tym, niemożliwym do spełnienia warunkiem, mogą one podpisać umowy z ZE.

W Polsce nadwyżki energii ze źródeł tradycyjnych kształtują się na poziomie 30 proc. Natomiast z szacunków PSE wynika, że plany rozwoju energetyki wiatrowej przewidują wybudowanie w najbliższych latach źródeł o mocy ponad 7,5 tys. MW. Wysokie koszty, związane z przyłączeniem planowanych mocy do krajowego systemu energetycznego, mogą doprowadzić do wzrostu cen energii.

— Prąd z farm wiatrowych jest dużo droższy od produkowanego konwencjonalnie. 1 KWh energii kosztuje 8-10 gr, natomiast za energię wiatrową trzeba zapłacić 28-30 gr. Polscy odbiorcy mają niską siłę nabywczą i każda podwyżka jest dla nich bolesna. Należy więc zastanowić się, czy Polaków stać na taką energię? Kolejny dylemat dotyczy przyszłości polskiego górnictwa wobec wzrostu podaży energii ze źródeł niekonwencjonalnych — mówi Olgierd Szłapczyński, rzecznik Urzędu Regulacji Energetyki.

Jego zdaniem, nie można porównywać możliwości produkcji ekologicznej energii w Polsce i w krajach UE.

— Z jednej strony wykorzystanie źródeł niekonwencjonalnych do produkcji energii elektrycznej narzucają wymogi UE ale, kraje Unii pomagają producentom zielonej energii albo zwalniając ich z podatków, albo udzielając subwencji. Polski budżet jest zbyt ubogi, aby wspierać finansowo elektrownie wiatrowe — przekonuje Olgierd Szłapczyński.

Inwestorzy elektrowni wiatrowych wykazują duże zainteresowanie polskim rynkiem. Jednak zdaniem Romana Janiczka z Departamentu Zarządzania Usługami Sieciowymi PSE, brakuje kryteriów kwalifikacji przedsięwzięć z tej branży.

— Nie ma także organu odpowiedzialnego za nadzór nad procesem ich realizacji. Mechanizmy sprzedaży prądu z elektrowni wiatrowych powinny zapewnić efektywność tego typu inwestycji, ale bez nadmiernego obciążenia kosztami odbiorców prądu. Na razie jednak mechanizmy te są niewystarczające i mało stabilne. Program rozwoju energetyki wiatrowej wymaga weryfikacji. Należy przeprowadzić szczegółowe badania i analizy oraz rozpoznać i ocenić problemy, jakie stwarzają elektrownie wiatrowe w pracy i rozwoju systemu elektroenergetycznego. Należy także ustalić możliwe tempo wzrostu ceny za prąd, wskutek rozwoju energetyki wiatrowej — twierdzi Roman Janiczek.

— Obowiązek zakupu energii ze źródeł odnawialnych wydaje się słuszny. Ciągle jednak brakuje szczegółowych zasad naliczania cen za tę energię. Nieuregulowanie tych spraw w rozporządzeniu doprowadziło do obecnej, patowej sytuacji. Konieczna jest więc nowelizacja obowiązujących przepisów — dodaje Olgierd Szłapczyński.