Ekonomiczna niewiedza jest zdumiewająca
Jeremi Mordasewicz, kandydat PO na posła i ekspert PKPP, ubolewa z powodu bardzo niskiego poziomu edukacji ekonomicznej polskiego społeczeństwa.
Joanna Wrześniewska (Polsat): Czy na zmianę przez pana organizacji, z Business Centre Club na Polską Konfederację Pracodawców Prywatnych, nie wpłynęła przegrana w wyborach?
- Jeremi Mordasewicz (PKPP): Nie, ponieważ startowałem do Sejmu już po rozstaniu się z BCC. Uzyskałem w Warszawie 4604 głosy i było to za mało. Popełniłem w kampanii pewien błąd — próbowałem tłumaczyć zjawiska ekonomiczne i mówiłem ludziom prawdę o stanie polskiej gospodarki. Okazuje się, że nie tego oczekiwali wyborcy.
Czy mówienie do wyborców nieroszczeniowo o gospodarce jest możliwe?
- Wymaga to długotrwałej edukacji ekonomicznej społeczeństwa. Jego bardzo znaczna część nie rozumie związków przyczynowo-skutkowych między gospodarką i polityką, a zatem nie może dokonywać trafnych wyborów. Nawet ludzie z wyższym wykształceniem często nie mają podstawowej wiedzy ekonomicznej. Nadzieję stwarzają dopiero nowe roczniki, wychowywane są już w warunkach rynkowych.
W komisji trójstronnej reprezentowany jest rząd, pracodawcy i pracownicy. Czy związki zawodowe rozumieją to, o czym mówimy?
- Rolą pracodawców w tej komisji jest przedstawianie skutków ekonomicznych poszczególnych decyzji politycznych. Wskazujemy np. związkowcom, w jakim sposób ich roszczenia dotyczące świadczeń socjalnych przekładają się na zanikanie miejsc pracy; jaki jest związek między deficytem budżetowym a kursem przewartościowanego złotego; jak to wpływa na wyhamowywanie wzrostu gospodarczego.
Czy można liczyć na to, że trzy elementy komisji wreszcie się jakoś ułożą w całość?
- Związek będący w opozycji (OPZZ poprzednio, Solidarność obecnie) zawsze będzie bardziej hardy i roszczeniowy. A przecież musimy pamiętać, że bezrobocie wkrótce może przekroczyć nawet 20 proc.
Ale związki zajmują się tymi, którzy właśnie pracują...
- Rzeczywiście, ale to jest myślenie krótkowzroczne. Jeśli związki nie zrozumieją znaczenia obciążania pracy kosztami pozapłacowymi i nie zmienią swojego nastawienia wobec elastyczności zatrudnienia, to szybko doprowadzimy bezrobocie do poziomu 23 proc., jaki kiedyś miała Hiszpania.
Jak się panu podobają plany ministra Hausnera — zwalczania bezrobocia, ale i cięcia zasiłków?
- Podobają się, ponieważ są zgodne z filozofią leczenia nie objawów choroby — zwiększaniem świadczeń socjalnych — lecz zajęcia się jej przyczynami, czyli obniżaniem kosztów pracy i zachęcaniem do zatrudniania.