Ilu ekonomistów potrzeba, by zmienić żarówkę? Żadnego, bo rynek to załatwi. A jeśli nie załatwi, to ekonomiści pozostaną w ciemności — tak zaczął sopocki wykład „Czy ekonomiści potrzebują resocjalizacji” prof. Paul H. Dembinski, politolog i ekonomista, dyrektor szwajcarskiego Obserwatorium Finansów, autor bestsellera „Enron and the World of Finance: A case study in ethics” podczas Europejskiego Forum Nowych Idei. Jego zdaniem, ekonomiści coraz częściej tkwią w ciemności.
Profesor przekonuje, że kryzys obnażył ich słabość i słabość ekonomii. — W 2008 r. brytyjska królowa zapytała ekonomistów, dlaczego nikt nie zauważył nadchodzącego kryzysu. Nie dostrzeżono, że cały system jest wystawiony na ryzyko, ekonomiści widzieli tylko niedziałające kawałki. Ludzie ufali bankom, wierzyli, że finansowi magicy znaleźli sposób na zarządzanie ryzykiem, okiełznanie go — mówi Paul H. Dembinski. Tymczasem metoda wzrostu zachodniej gospodarki się wypaliła.
— By uzyskać 1 EUR dochodu, zadłużano się na 3,7 EUR. Kosztowne funkcje społeczne przeniesione na państwo muszą ponownie zostać przerzucone na rodzinę, sąsiedztwo. To jedyny sposób, by zbilansować budżety, nie zmniejszając zadowolenia społecznego. Dosypywanie pieniędzy nie rozwiąże problemu. Kryzys nie jest czysto techniczny, lecz systemowy — uważa Paul H. Dembinski.
Zdaniem profesora, problem leży u podstaw. Ekonomiści się pogubili, bo przestali dyskutować o tym, czym jest ekonomia jako nauka. Wiele teorii i paradygmatów przestano kwestionować, a to zahamowało rozwój.
— W ciągu ostatnich 30-40 lat świat się zmienił, a większość ekonomistów operuje określeniami, które nie pasują do nowych realiów. Np. opisują rzeczywistość, opierając się na statystykach narodowych, podczasgdy mamy do czynienia z gospodarką transnarodową, w której dominują giganci globalni. 1 tys. największych firm świata razem z dostawcami i dystrybutorami wytwarza 50 proc. światowego PKB. Ale wiemy o nich tylko tyle, ile można znaleźć w raportach finansowych, jeśli są to spółki publiczne. Głównymi aktorami światowej gospodarki nie są już państwa, jednak ekonomiści przechodzą obok tego faktu, stąpając na palcach — mówi prof. Dembinski. Jego zdaniem, największym problemem dzisiejszych ekonomistów jest to, że oderwali się od realnego świata.
— Ekonomiści mają błędny stosunek do rzeczywistości, bo opisują ją, używając statystyk. Wykorzystują cyfry do konfrontacji modeli z rzeczywistością. Rzadko analizują dane, wnikają w to, co pomiary rzeczywiście chwytają, a co im umyka z powodu przyjętej metodologii. Każdy pomiar statystyczny jest ułomny. Percepcja rzeczywistości w gospodarce sowieckiej była inna niż akademickie opisy ekonomistów — przypomina Paul H. Dembinski.