Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego, podczas ubiegłotygodniowego spotkania z przedsiębiorcami w Krajowej Izbie Gospodarczej zapowiedział wzrost eksportu w drugim kwartale br. w porównaniu z pierwszym. Tymczasem już wiemy, że w relacji rok do roku eksport w pierwszych trzech miesiącach 2002 r. spadł o 6,8 proc., a import o 10,1 proc. Być może istnieją przesłanki do prognozowania wzrostu eksportu w drugim kwartale br., ale obawiam się, że bez zmiany polityki wobec eksporterów nie będzie on wysoki.
Wystarczy się bowiem przyjrzeć warunkom funkcjonowania na rynku przeciętnego przedsiębiorstwa, zwłaszcza należącego do sektora firm małych i średnich. Jego kondycja jest zła: brak własnych kapitałów, trudności z dostępem do kredytów i ich wysoka cena, zbyt wysokie podatki, skierowane przeciwko pracodawcy i przestarzałe prawo pracy, bezsensowna biurokracja — są to czynniki duszące polską przedsiębiorczość. Dodajmy do tego kurczący się rynek, spadek optymizmu konsumentów oraz nieopłacalność eksportu, a otrzymamy obraz mało optymistyczny.
Dzieje się tak m.in. dlatego, że po roku 1989 nie zdołano w Polsce wypracować polityki sprzyjającej eksporterom. Przedsiębiorcy korzystają jedynie ze stosunkowo niewielkiego wsparcia ze środków publicznych, głównie w postaci dopłat do udziału w targach czy misjach oraz w certyfikacji ISO. Nie udało się nam również wypracować skutecznych i atrakcyjnych finansowo instrumentów zabezpieczających transakcje eksportowe. Ubezpieczenia KUKE ciągle jeszcze są dla większości firm zbyt kosztowne, zwłaszcza przy eksporcie na Wschód.
Nie sprzyja eksporterom także polityka pieniężna — wysoki kurs złotego stawia pod znakiem zapytania opłacalność sprzedaży polskich produktów za granicę. Wypowiedzi Marka Belki, wicepremiera i ministra finansów, dotyczące konieczności zmian polityki pieniężnej przy równoczesnym zachowaniu niezależności banku centralnego, dobrze wróżą naszej gospodarce i tak też zostały przyjęte przez przedsiębiorców.
Wypowiadając się o Radzie Polityki Pieniężnej wicepremier Belka stwierdził, że przez prowadzenie restrykcyjnej polityki monetarnej straciła ona wiarygodność. Jednocześnie w imieniu rządu przedstawił prezesowi NBP poufny projekt zmian polityki kursowej, co — jak sądzę — jest zapowiedzią lepszej współpracy tych instytucji. Doświadczenia innych krajów uczą, iż nie warto sięgać po takie narzędzia, jak kurs sztywny czy powolna dewaluacja. Jednak po ustaleniu kursu naszej waluty, nie powodującego wzrostu inflacji oraz korzystnego dla eksporterów (eksperci obliczają, że byłoby to 4,20-4,25 złotego za dolara), trzeba starać się osiągnąć ten poziom sposobami bezpiecznymi. Pierwszą znaną na razie odpowiedzią RPP jest propozycja kupowania przez rząd dewiz potrzebnych do spłaty i obsługi długu zagranicznego nie w NBP, lecz na rynku walutowym.
Narzędzia do poprawienia kondycji eksporterów istnieją i trzeba ich użyć. Dywagacje nad sposobami osłabienia złotego trwają, a tymczasem polskie firmy produkujące tańsze i wysoko przetworzone towary nie są w stanie sprzedawać ich za granicę po konkurencyjnych cenach. I to przede wszystkim z powodu zbyt drogiego złotego. Już kilkuprocentowy wzrost cen dolara pozwoliłby na eksport towarów z minimalnym zyskiem.
Opisałem tylko kilka powodów, dla których — jako praktyk — nie mogę być takim optymistą jak prezes banku centralnego. Eksport powinien być czynnikiem napędzającym gospodarkę, nakręcającym koniunkturę i prowadzącym do tworzenia nowych miejsc pracy. Polska naprawdę ma co sprzedawać, i są to nie tylko surowce i towary nisko przetworzone. Ale eksport trzeba z kraju „wypchnąć”, co też robią wszystkie, nawet najbardziej rozwinięte kraje świata. I nie chodzi tu bynajmniej o jego dotowanie (co jest częstą praktyką), ale przede wszystkim o stworzenie odpowiedniej polityki kursowej i promocyjnej oraz o zastosowanie dozwolonych instrumentów wsparcia.
Prawda, że to banalne i proste? W takim razie konia z rzędem temu, kto odpowie na pytanie, dlaczego w Polsce przez tyle lat tak niewiele w tym kierunku zrobiono.
Autor jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej