Eksporterzy wskakują w biegu do pociągu

opublikowano: 05-09-2019, 22:00

Polskie firmy wchodzące na zagraniczne rynki chciałyby wsparcia państwa, a jeszcze bardziej, by nie rzucano im kłód pod nogi.

Polscy przedsiębiorcy coraz częściej uświadamiają sobie, że globalizacja jest faktem i aby się rozwijać, trzeba wychodzić poza granice. Problem w tym, że tam nikt nie czeka na nasze firmy z otwartymi ramionami. Trzeba konkurować z wielkimi graczami, w porównaniu z którymi nawet duże polskie firmy zwykle są najwyżej średniakami.

Firma Fakro na zagraniczne rynki wchodziła bez
finansowego wsparcia państwa — twierdzi prezes Ryszard Florek. Uważa też, że
jeśli państwo nie będzie przeszkadzać w kraju, to przedsiębiorcy poradzą sobie
sami z zagraniczną ekspansją
Zobacz więcej

PO PIERWSZE — NIE SZKODZIĆ:

Firma Fakro na zagraniczne rynki wchodziła bez finansowego wsparcia państwa — twierdzi prezes Ryszard Florek. Uważa też, że jeśli państwo nie będzie przeszkadzać w kraju, to przedsiębiorcy poradzą sobie sami z zagraniczną ekspansją Fot. Marek Wiśniewski

— Ten pociąg już jedzie i musimy do niego wsiąść w biegu. Polacy mają doświadczenie w takim wsiadaniu — uważa Katarzyna Dubno, dyrektor relacji zewnętrznych w Adamedzie.

Szanse na wskoczenie do pociągu są jednak większe, gdy ktoś wskakującego podsadza, a ktoś inny wciąga do wagonu. Zdaniem przedstawicielki grupy farmaceutycznej takie wspomaganie istnieje.

— Ci podsadzający to silna rodzima gospodarka i mocna pozycja firmy na krajowym rynku, ci wciągający to z kolei dyplomacja ekonomiczna — stwierdziła Katarzyna Dubno.

Adamed już doświadczył takiej pomocy. Obecnie ma dziewięć zagranicznych przedstawicielstw, nie tylko europejskich. W 2017 r. przejął firmę w Wietnamie, w tym roku we Włoszech i już przygotowuje się do kolejnej akwizycji, tym razem na rynku hiszpańskim. Wyjście poza Polskę to często nie tyle możliwość, ile wręcz konieczność.

— Dla naszej branży rynek krajowy jest po prostu za mały, aby uzyskać efekt skali. To jest możliwe, jeśli się jest graczem co najmniej europejskim, a jeszcze lepiej światowym — wyjaśnił Ryszard Florek, założyciel i prezes Fakro.

Nowosądecka firma to obecnie drugi gracz na globalnym rynku okien dachowych, po duńskim Veluksie. Zatrudnia ponad 4 tys. osób i ma własne spółki dystrybucyjne oraz partnerów w wielu krajach świata.

— Wyjście za granicę było dla nas także ucieczką przed dumpingowymi cenami naszego konkurenta — zaznaczył Ryszard Florek.

Początkowo, jeszcze w latach 90. zeszłego wieku, polski producent łatwo zdobywał za granicą lokalnych partnerów i biznes się rozwijał. Jednak potem — jak relacjonuje prezes — najważniejszy konkurent postawił tamę tej kooperacji i Fakro musiało zakładać własne przedstawicielstwa.

— W naszym przypadku najpoważniejszą barierą wyjścia za granicę okazała się właśnie działalność konkurenta — podsumował Ryszard Florek.

Na podstawie własnego doświadczenia szef Fakro radzi innym rodzimym eksporterom, by brali pod uwagę fakt, że ich zagraniczni konkurenci mogą być nawet kilkaset razy silniejsi kapitałowo.

e4037212-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
OŚ, czyli Obserwator Środkowoeuropejski
Newsletter autorski Bartłomieja Mayera
ZAPISZ MNIE
OŚ, czyli Obserwator Środkowoeuropejski
autor: Bartłomiej Mayer
Wysyłany raz w tygodniu
Bartłomiej Mayer
Autorski przegląd informacji gospodarczych z krajów Europy Środkowej: Ukrainy, Białorusi, Czech, Słowacji i Węgier.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Do Rosji weszliśmy około 20 lat temu. Nasz konkurent nawet wcześniej, ale dotychczas nie osiągnął tam zysku. Jak mocny jest kapitałowo, że może sobie na to pozwolić — argumentował Ryszard Florek.

Trudności nie zniechęcają jednak polskich przedsiębiorców.

— Coraz więcej firm myśli o ekspansji. Zagraniczne akwizycje, jak wskazują wyniki najnowszych badań, rozważa nawet połowa przedsiębiorstw — zauważył Jacek Poświata, dyrektor zarządzający w firmie doradczej Bain & Company.

Jego zdaniem szanse na sukces rosną, gdy ekspansja dotyczy podstawowego biznesu firmy, czyli dziedziny, w której jest naprawdę dobra, jest poprzedzona dogłębną analizą i skierowana na duży, ale wciąż rosnący rynek, a firma zakłada, że będzie ten proces powtarzać na kolejnych rynkach.

— Dlatego łatwiej może być w czasie kryzysu — uważa Jacek Poświata.

Jeszcze jedną receptę miał Piotr Stolarczyk, szef departamentu bankowości międzynarodowej i finansowania eksportu w Banku Pekao.

— Nawet jeśli recesja nie dotknie Polski, to dotknie polskich eksporterów, z których większość jest obecna na rynkach UE — stwierdził Piotr Stolarczyk i poradził,

by wychodząc za granicę, nie myśleć tylko o unijnych rynkach. Adrian Malinowski, odpowiedzialny za handel i współpracę międzynarodową w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii, zapewnił natomiast, że organy państwowe starają się słuchać przedsiębiorców i likwidować bariery stojące na przeszkodzie zagranicznej ekspansji.

— Doświadczyliśmy takiego wsparcia dwa razy, w Wietnamie i Czechach — potwierdziła Katarzyna Dubno, zastrzegając, że chociaż Polska ma za granicą świetnych ambasadorów, to branża farmaceutyczna nie ma swojego ambasadora w Polsce, co jest powodem wielu kłopotów.

Krytyczny wobec rodzimych urzędników był też Ryszard Florek.

— Gdy rozmawialiśmy z prezesem UOKiK o problemach na polskim rynku okien dachowych, usłyszeliśmy od niego radę „zmieńcie branżę”. Ostatnio byliśmy zmuszeni do zapłacenia podwójnego podatku dochodowego — wspomniał szef Fakro.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu