Gazela Biznesu
Passus, czyli sukces upartego prezesa
Co ma wspólnego firma Passus i misja księżycowa Apollo 13? Motto: Porażka nie wchodzi w rachubę. Astronautom i Passusowi pomogło w sukcesie
Paweł Misiurewicz wiązał swe życie z gwiazdami.
— Studiowałem astrofizykę. Myślałem, że tą dziedziną wiedzy zajmę się w przyszłości. Chciałem wyjechać na Zachód — do Francji, do pracy w tamtejszych obserwatoriach. Do dziś mam znajomych, którzy jeżdżą od ośrodka badawczego do ośrodka, zależnie, gdzie dostaną pracę — opowiada.
Gdyby prezes Misiurewicz na studiach poszedł do wróżki, dowiedziałby się, że gwiazdy nie są mu pisane. Zamiast nimi, zajął się biznesem.
— Na studiach założyliśmy z kolegą spółkę typu junior enterprise — czyli po prostu firmę studencką. Takie przedsiębiorstwa są we Francji bardzo popularne. Dzięki nim studenci uczą się, jak w praktyce prowadzić biznes. Teraz Szkoła Główna Handlowa chwali się, że pierwsza w Polsce się na to zdecydowała. Guzik prawda. Byliśmy pierwsi — 8 lat wcześniej — chwali się Paweł Misiurewicz.
Firma studencka szybko zakończyła działalność. Ale dzięki niej Paweł Misiurewicz zdobył doświadczenie i kontakty. Zaowocowały one propozycją podjęcia pracy w misji handlowej ambasady francuskiej.
— Etatowi pracownicy mnie tam nie lubili. Przede wszystkim dlatego, że wszystko robiłem lepiej, szybciej i sprawniej od nich — mówi prosto z mostu Paweł Misiurewicz.
Odszedł. Założył własną firmę.
Okrągła rocznica
Siedziba jego przedsiębiorstwa mieści się w niewielkim eleganckim biurowcu w Warszawie, na Mokotowie. W gabinecie prezesa leży masa sprzętu komputerowego. Serwery marki Embedos, urządzenia z serii „Mobilność extremalna”, części do budowy systemów lutowniczych oraz sieci komputerowych. No i oprogramowanie do monitorowania i badania sieci informatycznych czy pakiety antywirusowe Pandy. To nie wszystko, czym zajmuje się Passus. A zaczynał skromnie — w 1992 r., od składania komputerów.
— Zajmowali się tym chyba wszyscy absolwenci kierunków ścisłych. W tym roku upływa 15 lat od wystawienia przez nas pierwszej faktury: sprzedałem notebooka Alcatelowi — wspomina Paweł Misiurewicz.
Francuski łącznik
Dzięki kontaktom we Francji Passus nawiązał współpracę z Telekomunikacją Polską (kłania się France Telecom). Sprzedawał Telekomunikacji francuskie urządzenia do budowy sieci. Pod koniec lat 90. przyszła pora, by zainteresować się rynkiem sieci komórkowych.
— Zaryzykowałem. Zrezygnowaliśmy ze sprzedaży urządzeń do budowy kablowych sieci teleinformatycznych, skupiliśmy się na telefonii komórkowej. Ciężkie czasy. Bo skończyły nam się zamówienia z Telekomunikacji Polskiej, a nie zdobyliśmy jeszcze kolejnych. Złożyłem wtedy już rezygnację z najmu lokalu i byłem gotów prowadzić działalność z domu. Ale — na szczęście — dzień przed końcem wynajmu przyszło pierwsze zamówienie. Dogadaliśmy się z właścicielem, który podarł wymówienie — opowiada Paweł Misiurewicz.
Przyszły lepsze dni. W 2001 r. firma zatrudniała 13 pracowników. Dziś jest ich ponad setka. Passus w tym czasie nawiązał współpracę z Pandą, stworzył też markę serwerów z rodzimym oprogramowaniem Embedos. W 2005 r. firma pierwszy raz zdobyła tytuł Gazeli Biznesu. W tym — powtórzyła ów sukces.
Najprostszą drogą
Hobby prezesa to bieganie maratonów i górskie wędrówki.
— Często przedłużam pobyt za granicą o dzień lub dwa, by powłóczyć się po górach. Najczęściej sam. Czasami przez to nie mogę dostać się tam, gdzie bez problemu dotarłbym z towarzyszem — tłumaczy Paweł Misiurewicz.
Wspinał się w Europie, w Stanach Zjednoczonych, w Ameryce Południowej — na Chimborazo: górę, której wierzchołek jest najdalej oddalonym od środka ziemi miejscem na naszej planecie. Podczas wspinaczki stosuje takie same zasady jak w biznesie.
— Niektórzy wspinają się na Mount Everest najtrudniejszą drogą, a do tego w zimie. Gdybym miał zdobywać ten szczyt — to najłatwiej. Bo jestem człowiekiem, który wyznacza sobie ambitne cele, ale osiąga je w najprostszy możliwy sposób — podkreśla prezes Misiurewicz.
Podarek ze Stanów
Rok temu Paweł Misiurewicz dostał prezent z Centrum Lotów Kosmicznych USA: metalowa tabliczka z mottem misji Apollo 13: Failure is not an option (Porażka nie wchodzi w rachubę).
— To moje motto biznesowe. Dlaczego jednym się udaje, a innym nie? Każda firma przechodzi trudne chwile. My również. Sukces odnoszą ci, którzy są tak uparci, że — mimo wszystkich przeciwności — potrafią przetrwać złe chwile. I wierzą w zwycięstwo — przyznaje prezes Misiurewicz.
Paweł Misiurewicz wierzy. I jemu trzeba wierzyć, kiedy zapewnia, że w przyszłym roku Passus zdobędzie trzeci z rzędu tytuł Gazeli Biznesu . Bo przecież porażka nie wchodzi w rachubę.
Wojna i giełda
Wytrzymają warunki bojowe, ale w biznesie też bywa nielekko
Chyba najbardziej spektakularna linia produktów Passusa: firma oferuje mobilne rozwiązania sprzętowe do pracy w trudnych warunkach. To m.in. urządzenia PDA, laptopy, które można polewać wodą bez ryzyka zniszczenia, a także opakowania na telefony komórkowe, dzięki którym przeżyją one także wtedy, gdy przejedzie po nich ciężarówka. Passus oferuje produkty z linii mobilność ekstremalna, m.in. wojsku, energetyce, sektorowi bezpieczeństwa publicznego i logistyce.
Houston, Houston, mamy problem
Jeśli ktoś nie zrozumiał początku tekstu powyżej, to przypominamy historię misji Apollo 13
Apollo 13 — amerykańska misja kosmiczna (kolejna z programu Apollo). Dowódcą był James Lovell, pilotem modułu dowodzenia — John Swigert, a Fred Haise pilotował moduł księżycowy. Miała to być trzecia załoga, która wyląduje na Księżycu. Start: 11 kwietnia 1970 r. o godz. 13.13 z Centrum Lotów Kosmicznych im. J.F. Kennedy’ego. Program lotu przewidywał przeprowadzenie lądowania statku wyprawowego w trudnych warunkach terenowych, w usianym głazami rejonie krateru Fra Mauro. Trzy dni po starcie, w odległości 321 860 km od Ziemi doszło do eksplozji zbiornika z tlenem. Wybuch uszkodził m.in. kolejny zbiornik z tlenem oraz ogniwa paliwowe.
— Houston, mamy problem — zameldował do ośrodka kosmicznego w Houston dowódca statku, James Lovell. Słowa te przeszły to historii.
Niedobór powietrza i brak energii elektrycznej zmusił załogę do dramatycznej walki o życie, którą śledził z zapartym tchem cały świat. Doszło też do niespotykanego w czasach zimnej wojny wydarzenia — swoją pomoc zaoferowali Rosjanie.
Astronauci przetrwali w kosmosie dzięki wykorzystaniu modułu księżycowego jako mieszkalnego. Po czterech dniach, 18 kwietnia o 18.07 podtruta dwutlenkiem węgla załoga szczęśliwie wodowała na Pacyfiku. W chwili wodowania, aby uniknąć zakłóceń w łączności, w całym świecie ogłoszono ciszę radiową na częstotliwościach, na których ośrodek kosmiczny porozumiewał się z załogą Apolla. Na podstawie tych wydarzeń w 1995 r. powstał film „Apollo 13” z Tomem Hanksem w roli Jima Lovella, dowódcy misji Apollo 13.
Junior enterprise
Pomysł? Połączenie wiedzy teoretycznej ze studiów z praktyką.
Pierwsze organizacje powstały w latach 60. we Francji. Stąd pomysł studenckich firm rozprzestrzenił się na Europę. Istota tego pomysłu to połączenie wiedzy teoretycznej ze studiów z umiejętnościami praktycznymi, które można zdobyć tylko w działalności gospodarczej. Cały zysk służy realizacji celów statutowych. Polskie przykłady? W Warszawie — Conquest Consulting, w Poznaniu — ACG, w Krakowie — YPI. Zrzesza je Europejska Konfederacja Junior Enterprises (JADE).
Dalekie Chimborazo
Nigdzie indziej nie jest się tak daleko od środka ziemi.
Chimborazo: w języku Indian Keczua „wielka śnieżna góra”, w Parku Narodowym Sagany. Najwyższa góra w Ekwadorze, zwana Mont Blanc Andów. 6267 m n.p.m. Dzięki położeniu blisko równika wierzchołek Chimborazo to miejsce najdalej oddalone od środka ziemi. Z ośmiokilometrowego grzbietu góry wyrasta pięć wierzchołków. Pierwszy zdobył ją Edward Whymper w 1880 r. Z powodu ogromnej różnicy wysokości (4000 m) są tu wszystkie strefy klimatyczne i krajobrazowe.