El Rybnik: umowa będzie w środę

Zbigniew Wyczesny
opublikowano: 2001-03-26 00:00

Polska nie potrafi zacząć zarabiać na tranzycie

Polska ma dobre położenie geograficzne, jednak obecna sytuacja transportowa nie należy do obiecujących. Mamy gęstą sieć transportową, korzystny układ kolei, porty, dobrze wyszkoloną kadrę i — co najważniejsze — przez większą część roku dobry klimat, a mimo to następuje znaczny spadek przewozów transportowych.

Nie ma natomiast w Polsce — poza teoretycznymi koncepcjami — polityki transportowej państwa. Przekształcenia polityczno-gospodarcze, zamiast przyczynić się do dynamicznego rozwoju transportu, w tym także tranzytu przez obszar kraju, stały się początkiem regresu w działalności portów morskich, ucieczki floty pod tanie bandery, pogorszenia się stanu dróg. Kolej zaś poddawana nieustannym procesom reorganizacyjnym wymaga dziś rewitalizacji. W tej sytuacji tranzyt przez obszar Polski w dużym stopniu został przejęty przez porty niemieckie i adriatyckie.

Wielki obszar gospodarki narodowej — transport — poddany został wyjątkowemu na skalę światową eksperymentowi: zamiast rzeczowego, dalekosiężnego programu rozwojowego, transportem rządzi niewidzialna ręka rynku. Nie jest prawdą, że nie było żadnych programów rządowych. było ich wiele, ale żaden nie miał przełożenia praktycznego.

Parę przykładów. Na terytorium Polski nie ma ani jednej autostrady lub drogi szybkiego ruchu, pozwalającej przejechać nasz kraj jednym ciągiem z zachodu na wschód lub z południa na północ, pomijając miasta i wsie. Możliwości szybkiego przemieszczania się przez Polskę, np. towarów spożywczych z południa Europy do Skandynawii są, wobec zatłoczenia dróg, gorsze niż w innych częściach Europy. W rezultacie produkty bułgarskie, węgierskie czy słowackie szybciej docierają do Skandynawii przez porty niemieckie.

Tranzyt to system naczyń połączonych. Jeśli polska infrastruktura transportowa — drogowa i kolejowa — jest czynnikiem spowalniającym ruch tranzytowy, trudno się dziwić, że liczba połączeń liniowych z polskimi portami jest niewielka. Przez to zostały one zepchnięte do roli peryferyjnych portów Europy. Brema, Hamburg, Antwerpia wykorzystały swoją szansę i wspomogły własne koleje w uruchomieniu wielu towarowych połączeń ekspresowych dla transportu kombinowanego nie tylko na południe, ale także na wschód. W Polsce takich połączeń z portami jest niewiele. Najnowsza inicjatywa — uruchomienie tzw. wahadła Gdańsk-Odessa — z trudem przebija się przez polską biurokrację.

Przegraliśmy możliwości większego wzrostu tranzytu przez Polskę, zwłaszcza tranzytu morskiego. W procesie przygotowań do wstąpienia Polski do Unii Europejskiej trwają prace z udziałem ekspertów unijnych nad projektem wspólnej strategii transportowej. Opóźnienia naszego kraju w wielu dziedzinach są tak wielkie, że musi upłynąć sporo czasu, aby wyrównały się warunki funkcjonowania transportu. Pomoc Unii wszystkich problemów nie rozwiąże. Polska musi sama rozwiązać większość swoich problemów, w tym także transportowy.

zbigniew wyczesny, polska gazeta transportowa