Elektrim zrobił to, co obiecał. Zablokował przeprowadzenie transakcji sprzedaży udziałów w Polskiej Telefonii Cyfrowej Deu- tshe Telekom.
O 13.30 rozpoczęło się wczoraj posiedzenie rady nadzorczej Elektrimu Telekomunikacji (ET). Jeden z punktów obrad miał dotyczyć oferty zakupu 51 proc. udziałów w Polskiej Telefonii Cyfrowej złożonej przez Deutsche Telekom (DT). Z dyskusji jednak nic nie wyszło.
Okazało się bowiem, że Monika Hałupczak, członek rady nadzorczej ET z ramienia Elektrimu i jednocześnie prokurent giełdowej spółki, złożyła rezygnację. Nie przeszkodził jej w tym wypoczynkowy urlop, na którym przebywa do końca tygodnia.
Rada nadzorcza została zdekompletowana i odbycie posiedzenia stało się niemożliwe. Zarząd wyraża swoje ubolewania w związku z tą sytuacją, w świetle istotności i pilności tej sprawy — poinformował Elektrim Telekomunikacja w komunikacie prasowym.
Dzisiaj wygasa warta 1 mld EUR oferta Deutsche Telekom. Zarząd Vivendi wstępnie ją zaakceptował i gdyby nie rezygnacja Moniki Hałupczak, zdominowana przez przedstawicieli Francuzów rada nadzorcza ET pewnie by ją przyjęła.
— Poczekajmy, co się stanie dzisiaj. Nie chcemy spekulować. Złożyliśmy ofertę i czekamy aż wygaśnie — mówi Hans Ehnert, rzecznik DT.
Alain Delrieu, rzecznik Vivendi, nie skomentował wydarzeń. Elektrim też.
Nie wiadomo, kiedy rada nadzorcza ET będzie mogła zająć się ofertą DT. Elektrimowi nie będzie zależało na szybkim uzupełnieniu jej składu. A zarząd ET bez zgody rady nadzorczej nic nie może zrobić.
— Zrobię dokładnie to, co każe mi rada nadzorcza. Nie chcę oceniać oferty. Została ona skierowana do udziałowców, a nie do zarządu ET — mówi Marian Dąbrowski, wiceprezes ET.
Elektrim sfinalizuje transakcję, kiedy porozumie się z Vivendi w kwestii podziału pieniędzy ze sprzedaży PTC. Żąda 450 mln EUR, bo chce spłacić obligatariuszy. Do tej pory rozmów takich nie przeprowadzono, gdyż Francuzi nie byli nimi zainteresowani.
Trwa także spór sądowy między udziałowcami Elektrimu Telekomunikacja. Dotyczy on kwestii obowiązywania tzw. trzeciej umowy inwestycyjnej, na mocy której Vivendi przejęło kontrolę w ET. Vivendi stoi na stanowisku, że umowa obowiązuje tylko w części (nie dając w ten sposób Elektrimowi wpływów w ET). W całości zacznie obowiązywać, kiedy Francuzi otrzymają odpowiednie zgody na przeprowadzenie transakcji. Problem w tym, że przez prawie dwa lata o to nie wystąpili. Dla Elektrimu to wystarczający powód ważności całego dokumentu. Kiedy zakończy się arbitraż i czy Vivendi usiądzie do stołu z Elektrimem w sprawie podziału pieniędzy? Nie wiadomo.