Elektrim: feniks z popiołów

Marcin Goralewski, Tomasz Siemieniec
opublikowano: 2008-05-27 00:00

Wierzę, że postępowanie układowe skończy się w tym roku, a w przyszłym zdrowy Elektrim wróci na warszawską giełdę — mówi szef spółki.

Piotr Nurowski przerywa milczenie. Ma dobre wieści

Wierzę, że postępowanie układowe skończy się w tym roku, a w przyszłym zdrowy Elektrim wróci na warszawską giełdę — mówi szef spółki.

14 maja minęło pięć lat od wyboru Piotra Nurowskiego na szefa Elektrimu. Gorące pięć lat.

— Najpierw był zapał, potem zwątpienie, które jednak szybko przerodziło się w pracę na pełnych obrotach. Górę wzięły, przynajmniej w moim przypadku, względy ambicjonalne. Oskarżano nas o kradzież stulecia, obrażano Elektrim, kpiono z polskiego prawa. Jesteśmy jednak coraz bliżej ostatecznego rozstrzygnięcia. Czy będzie to zwycięstwo? Chciałbym, aby tak było — mówi Piotr Nurowski.

Roszczeń moc

Francuski koncern medialny Vivendi i niemiecki gigant Deutsche Telekom od lat walczą z Elektrimem o miliardy euro. Spierają się o prawo własności udziałów w Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatorze sieci Era. Postępowania sądowe toczą się w kilku krajach. Jedno z nich — najważniejsze, choć dotyczące tylko Elektrimu — w Polsce.

— Nie mieliśmy wyjścia. Postępowanie upadłościowe było jedynym rozwiązaniem, aby zakończyć wieloletnie spory wokół spółki. Nie żałuję tej decyzji, choć była najtrudniejsza w moim biznesowym życiorysie — mówi prezes Elektrimu.

Sądowa procedura trwa już ponad osiem miesięcy. Niedawno sąd odebrał spółce zarząd własny. Teraz decyzje podejmuje zarządca sądowy.

— Złożyliśmy skargę do Trybunału Konstytucyjnego, kwestionując niektóre przepisy prawa upadłościowego. Stopień komplikacji postępowań prawnych, w jakie uwikłany jest Elektrim, jest tak duży, że nawet najbardziej znamienici i doświadczeni menedżerowie, którzy przychodzą z zewnątrz, nie mogą poznać szczegółów poszczególnych spraw w krótkim czasie. Decyzja wyłączająca zarząd własny budzi nasze wątpliwości, tym bardziej że nie wiemy, jakie były jej powody — mówi Piotr Nurowski.

Zarówno Vivendi, jak i Deutsche Telekom żądają od Elektrimu zapłaty wielomiliardowych odszkodowań. Postawa niemieckiego operatora budzi zdziwienie — gigant w toczącym się w Wiedniu postępowaniu arbitrażowym przejął przecież sporne papiery PTC.

— Sąd rozstrzygnie zasadność roszczeń Vivendi i Deutsche Telekom, w naszej opinii bezpodstawnych. Jeśli ich nie uzna, prawdopodobnie będą się odwoływali w standardowej procedurze — mówi Piotr Nurowski.

Elektrim także wysuwa roszczenia — chce gigantycznego odszkodowania od Vivendi.

Pierwszy sukces

Składając wniosek o upadłość, Elektrim oddał się pod kuratelę sądu i na niego scedował obowiązek ustalenia wierzycieli spółki. Niebawem, prawdopodobnie w czerwcu, lista powinna zostać zatwierdzona.

— Fakt, że tak długo to trwa, jest dobitnym dowodem, iż tam, gdzie mamy do czynienia z pogmatwaną materią postępowań prawnych, nie jest łatwo rozstrzygnąć, które ze zgłoszonych roszczeń naprawdę zasługują na wpis na listę. Od tego głównie zależą dalsze decyzje i przyszłość Elektrimu — twierdzi Piotr Nurowski.

Firma proponuje redukcję długów o 20 proc. Po finale procedury powinna zostać oddłużona. Odzyska też prawo zarządzania swoimi aktywami. Niedawno zostali spłaceni obligatariusze, kolejna strona sporu.

— To jeden z największych sukcesów. Obligacje wyemitowane na kwotę 440 mln EUR kosztowały nas w sumie prawie 700 mln EUR. Dla posiadaczy obligacji była to niewątpliwie dobra inwestycja, a nawet bardzo dobra, dla Elektrimu wręcz przeciwnie — przyznaje Piotr Nurowski.

Po ostatniej płatności obligatriusze zdjęli zabezpieczenia z aktywów spółki, ale to nie kończy sporu. Obligatariusze żądają jeszcze zapłaty tzw. płatności warunkowej. To 25 proc. nadwyżki wartości aktywów spółki, ponad 160 mln EUR.

— Nie mają racji, gdyż na koniec 2005 r. wartość naszego majątku była niższa od 160 mln EUR — ocenia Piotr Nurowski.

Czy po spłacie obligatariuszy wniosek o upadłość może zostać wycofany?

— Nie ma takiej możliwości prawnej — odpowiada prezes.

Po ustaleniu listy wierzycieli sąd będzie przyjmował zażalenia, których pewnie nie zabraknie. Po ich rozpatrzeniu wierzyciele przegłosują warunki układu. To koniec procedury.

— Mam wrażenie, że postępowanie może się skończyć już w tym roku. Wszystko zależy jednak od decyzji sądu — mówi Piotr Nurowski.

Powtórny debiut

Co dalej? Elektrim ma wrócić na giełdę. Większościowym udziałowcem są PAI Media, spółka Zygmunta Solorza-Żaka. Przed wykreśleniem z listy notowań inwestor ogłosił wezwanie na akcje. To był warunek nadzoru. Akcje skupił po 7,82 zł.

— W obliczu ówczesnej sytuacji spółki była to odpowiednia kwota — mówi Piotr Nurowski.

Kolejne 16 proc. kapitału kontrolują drobni udziałowcy, nieco ponad 5 proc. ma znana inwestorka Elżbieta Sjöblom.

Akcjonariusze zobowiązali firmę do powrotu na rynek giełdowy. Elektrim nadal ma status spółki publicznej.

— Będę dążył do tego, by spółka powróciła do tabeli notowań. Nie chcę jednak niczego obiecywać — zapewnia prezes.

Jeśli wszystko pójdzie planowo, Elektrim może wrócić na giełdę na początku 2009 r. Akcje Elektrimu były jednymi z najbardziej spekulacyjnych na GPW. Kolejne informacje, dobre i złe, na przemian windowały i dołowały kurs, często o kilkadziesiąt procent. Ostatni wyniósł 6,01 zł. Jaka będzie cena po powtórnym debiucie?

— Może dwucyfrowa... Szkoda, że nie jestem wróżką — mówi Piotr Nurowski.

Lista prawdy

Lista wierzycieli Elektrimu

nadal nie jest gotowa. Wcze-

śniej jednak o swoich zobowią-

zaniach informowała sama

spółka oraz instytucje, które do-

magały się pieniędzy. We wrze-

śniu ubiegłego roku Elektrim

ocenił swoje zobowiązania na

4,6 mld zł.

Wśród wierzycieli był powiązany z konglomeratem Darimax, który chciał niemal

2 mld zł

(ta pozycja znalazła się na liście dwa razy — jako należność Elektrimu i wierzytelność Darimaksu wobec Elek-

trimu). Na liście wierzycieli by-

ły również kancelarie prawne doradzające Elektrimowi.

Później, w trakcie postępowania upadłościowego, wierzytelność wysokości ponad

840 mln EUR

zgłosił powiernik obligatariuszy. Jest to tzw. płatność końcowa, bo pieniądze za same obligacje i odsetki zostały już spłacone.

Ogromnych pieniędzy chce też Elektrim Telekomunikacja

(joint venture Elektrimu

i Vivendi), które domaga się

8,79 mld zł.

Wśród wierzycieli są też osoby, które chcą zwrotu gotówki

za akcje pracownicze ZE PAK.

To jednak sąd zdecyduje, któ-

re z tych roszczeń ostatecznie

znajdą się na liście.

Elektrim stawia na apartamenty i prąd

Spółka jeszcze nie wygrała z wierzycielami, a już snuje plany wobec głównych aktywów. Chce się sądzić o PAK i budować w Porcie Praskim.

Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (PAK) i cenne grunty w stolicy, znane jako Port Praski (PP), to fundament restytucji Elektrimu, jeśli główny akcjonariusz faktycznie zechce odbudować spółkę. Z najświeższych deklaracji Piotra Nurowskiego, szefa odsuniętego zarządu firmy, wynika, że Elektrim nie zamierza się pozbywać ani jednego, ani drugiego. Wręcz przeciwnie.

Z PP sprawa jest stosunkowo prosta. Elektrim od dawna zapowiada, że zabuduje zlokalizowaną w centrum Warszawy nieruchomość (ponad 30 ha) apartamentowcami oraz budynkami o charakterze handlowo-usługowym i sportowo-rekreacyjnym. W rozpoczęciu inwestycji przeszkadzał mu brak warunków zabudowy nadwiślańskiej działki. Elektrim ma jednak powody, by oczekiwać przyspieszenia.

— Doszliśmy do porozumienia z miastem w sprawie dzierżawy terenów pod budowę metra. Bardzo liczymy na przyspieszenie w związku z organizacją EURO 2012. Rozpoczęła się budowa stadionu narodowego, mam nadzieję, że ruszy także nasza inwestycja — mówi Piotr Nurowski.

Przyszłość PAK nie jest już taka oczywista. Elektrim i kontrolujący spółkę Zygmunt Solorz-Żak zachowują się niejednoznacznie — raz żegnają się z elektrownią, to znów zapowiadają, że nie oddadzą ani piędzi i wykupią pozostałe akcje od skarbu państwa. Obie strony grają na czas. Skarb dlatego, że nie wie, jak wybrnąć z układu z niechcianym inwestorem. A Elektrim? Pewnie prowadzi swoją grę, która może skończyć się w sądzie i to już niedługo. Wiele wskazuje na to, że spółka zrealizuje zapowiedzi sprzed dwóch lat i rozpocznie prawną ofensywę w sprawie niezrealizowanej umowy prywatyzacyjnej. Oszacowała wówczas swoje nakłady na inwestycję w PAK na 2 mld zł.

— Od lipca 2005 r. zwracamy się do skarbu państwa z żądaniem, by wywiązał się ze swoich zobowiązań i odsprzedał nam akcje PAK. Nasze stanowisko podziela również zarządca sądowy. Niestety, wszystko bez rezultatu. Jedyne działania ze strony skarbu to uporczywe poszukiwania innych inwestorów. My nadal chcemy realizować ten projekt. Mówię to z pełną odpowiedzialnością i chcę podkreślić, że — co może nie każdy sobie uświadamia — obecność w tej inwestycji jeszcze przez długie lata nie będzie dawała zwrotu poniesionych nakładów. PAK trzeba modernizować i każdą złotówkę przeznaczać na ten cel — mówi Piotr Nurowski.

Spółka przekonuje, że nie bierze po uwagę sprzedaży swojego pakietu. Była już jednak skłonna odstąpić od umowy prywatyzacyjnej. Pod naciskiem skarbu? Być może. Spadkobiercą jej zobowiązań inwestycyjnych i nabywcą akcji miał być początkowo kontrolowany przez skarb państwa KGHM. Potem do gry wkroczyła (również państwowa) grupa energetyczna Enea. Na razie z negocjacji nic nie wyszło. Elektrim nie zachęca namaszczonego przez skarb inwestora do poważnych rozmów, a Zygmunt Solorz-Żak głośno mówi, że takie rozmowy z państwowym partnerem byłyby stratą czasu.

Kluczowe spółki

Port Praski

Ponad 30-hektarowa działka zlokalizowana nad Wisłą w centrum Warszawy. Elektrim ma wobec niej ambitne plany deweloperskie.

PAK

Jeden z największych producentów energii elektrycznej w kraju. Spółka zdołała się uporać z inwestycją w nowy blok energetyczny, ale już czeka ją dalsza modernizacja. Mówi się o programie za 3 mld zł.

Rafako

Producent kotłów ma w perspektywie świetną koniunkturę w branży energetycznej. Krajowe prognozy mówią o deficycie energii elektrycznej i coraz więcej inwestorów chce budować nowe moce.

Megadex

Niegdyś liczący się wykonawca instalacji dla energetyki, obecnie bankrut. Zdaniem zarządu, spółkę doprowadził do ruiny fiskus. Teraz domaga się około 200 mln zł odszkodowania.

Marcin Goralewski

Tomasz Siemieniec