Elektrim potrzebuje świeżego spojrzenia
Inwestorzy czekają na ogłoszenie 28 lutego wyników negocjacji z Deutsche Telekom
Kurs i płynność akcji Elektrimu przynajmniej od kilku sesji systematycznie maleje. W ocenie analityków jest to efekt postępowania arbitrażowego wytoczonego przez Vivendi, które obawia się utraty wpływu na losy ramienia telekomunikacyjnego spółki.
Pojawiły się jednak też opinie mówiące o tym, że działania Francuzów są obliczone na to, aby osiągnąć jak najwyższą cenę za posiadane aktywa od Deutsche Telekom, który tak naprawdę już dogadał się z Elektrimem w interesujących go sprawach.
Niezależnie od spekulacji związanych z tym, co faktycznie zostało już zdecydowane w Elektrimie, gracze niechętnie inwestują dziś w akcje tej spółki.
— Wielu inwestorów przestało interesować się notowaniami tego papieru ze względu na nieprzewidywalność kursu. Sprzeczne informacje i spekulacje dotyczące realizowanych przez spółkę celów, nie do końca znane umowy, czy wreszcie brak odpowiednich relacji z krajowymi podmiotami, przyczynia się do wyprzedaży walorów Elektrimu, zwłaszcza przez drobnych akcjonariuszy — uważa Adam Atmański, dyrektor departamentu sprzedaży DM Elimar.
Czas wyczekiwania
Małe zainteresowanie akcjami Elektrimu jest też efektem wyczekiwania na sygnały zarówno ze strony samej spółki jak i jej otoczenia.
— Rynek przygląda się i ocenia szanse Vivendi oraz DT w walce o przejęcie kontroli nad ramieniem telekomunikacyjnym Elektrimu. W takich sytuacjach musi dochodzić między stronami do tarć, co ma niewątpliwy wpływ na wahania cen akcji na giełdzie. Do tych zmian należy dodać jeszcze niepewność związaną z brakiem szczegółów dotyczących podpisanych umów między spółką a Vivendi oraz rozdrobniony akcjonariat Elektrimu — podkreśla Dawid Wilanowski, kierownik działu analiz i doradztwa inwestycyjnego BM BPH.
W jego ocenie, na lepsze postrzeganie warszawskiego holdingu wpłynęłyby zapewne decyzje w zakresie określenia bardziej przejrzystych planów, zwłaszcza tych związanych z Vivendi i DT oraz ujawnienie szczegółów zawartych dotychczas umów. Z drugiej jednak strony, na obecnym poziomie rozwoju spółki działania takie są mało prawdopodobne.
Wchodzi DT?
Część obserwatorów rynku uważa jednak, że obecny kurs oraz działania zainteresowanych stron są już tylko efektem rozgrywki między DT a Vivendi w zakresie określenia ceny, za którą ten drugi mógłby wyjść z Elektrimu. Temu celowi ma też służyć wytoczony przez Francuzów arbitraż.
— W mojej ocenie, DT już porozumiał się z władzami Elektrimu, na jakich warunkach wejdzie on z inwestycjami do siedmiu spółek zależnych świadczących usługi w zakresie telefonii stacjonarnej. Naturalnym zjawiskiem w tym momencie jest to, że Niemcy przejmą również docelowo kontrolę nad PTC. Elektrim będzie w segmencie rynku telefonii stacjonarnej akcjonariuszem mniejszościowym przede wszystkim dlatego, że sam nie jest w stanie ponieść odpowiednich nakładów i tak naprawdę ma stosunkowo małe doświadczenie — uważa Michał Martczak, analityk DI BRE Banku.
Francuski pazur
— Elektrim zaplątał się w takie konflikty, że może to spowodować utratę kontroli nad PTC. Natomiast Vivendi oddając sprawę do sądu arbitrażowego pokazał pazur. Prawdopodobnie wynika to z zawieszenia negocjacji pomiędzy Francuzami a Deutsche Telekom — twierdzi Grzegorz Stulgis, doradca inwestycyjny PKO/Credit Suisse.
Pośrednio konflikt ten można wiązać ze złą koniunkturą na spółki telekomunikacyjne i przeszacowaniem ich wartości. Prawdopodobnie Vivendi chce za dużo za pakiet akcji Elektrimu Telekomunikacja, natomiast DT ostatnio prowadzi bardziej rygorystyczną politykę finansową. Niemcy wyprzedają swoje aktywa nie związane z podstawową działalnością. Pamiętajmy, że cena za pakiet akcji Elektrimu Telekomunikacja, który posiada z kolei udziały w PTC, ustalana była w czasie pierwszej euforii związanej z technologiami teleinformatycznymi. Obecnie nastroje są dużo chłodniejsze, a wyceny takich projektów niższe.
— Osobiście uważam ten konflikt za kolejny etap negocjacji między DT a Vivendi, co więcej — myślę, że obydwa podmioty nie mają wyjścia i muszą się dogadać. Skończy się to pewnie na przejęciu przez Deutsche Telekom biznesu telekomunikacyjnego. Warto podkreślić, że koszty ogólnego zarządu, jakie ponosi Elektrim, nie są w żaden sposób kompensowane przez inwestycje, których dokonuje warszawska firma — dodaje Grzegorz Stulgis.
Warto się zastanowić, czy projekty telekomunikacyjne po prostu nie przerosły warszawskiego holdingu. Mimo że Elektrim jest stroną konfliktu, tak naprawdę wszystko dzieje się już poza nim.
Tymczasem PTC musi zapłacić za koncesję, firma w tym celu podpisała już umowę o kredyt na 650 mln euro. Nie obejdzie się także bez nowej emisji akcji, bowiem 100 mln euro na spłatę raty za koncesje ma pochodzić z tego źródła. Prawdopodobnie emisja ta trafi do Deutsche Telekom.
Telekomunikacja nie jest jedynym biznesem Elektrimu, może więc powinien on zająć się tylko sektorem energetycznym i produkcją kabli. Branże te nie są może tak dochodowe jak telekomunikacja, ale posiadają też dużo mniejsze ryzyko inwestycyjne. Skorzystałyby na tym akcje spółki obniżając swoje ryzyko inwestycyjne, co mogłoby zachęcić więcej inwestorów portfelowych do ich kupna. Obecnie część z nich uważa, że walory te, ze względu na swoją nieprzewidywalność, są bardzo ryzykowne.