Elektryczna ofensywa

Tegoroczne targi motoryzacyjne we Frankfurcie nie pozostawiają złudzeń: przyszłość motoryzacji to ładowanie z gniazdka

Wystawcy z prawie 40 krajów i ponad 50 premier oraz kilkanaście konceptów. Co piąta premiera i znakomita większość aut koncepcyjnych to samochody na prąd albo przynajmniej z prądem (hybrydy). Czy ogromne wydatki na rozwój elektrycznych aut oraz marketing i lobbing, a także dwu- czy nawet trzycyfrowy wzrost sprzedaży napędzanych „porażającym” paliwem samochodów to gwóźdź do trumny dla aut z silnikami spalinowymi? Spacer po targowych halach nie pozostawia wątpliwości: gdyby organizator IAA jako hasło promujące tegoroczną wystawę wymyślił coś w rodzaju „Wszyscy mają na prąd, mam też ja”, to oddałby dobrze rzeczywistość.

GRUPAMI:
Zobacz więcej

GRUPAMI:

Mini E to koncept pierwszego auta tej marki na prąd. W sprzedaży ma się pojawić w 2019 r. Podobne pomysły mają też inni: Honda, Skoda, Daimler i Renault. FOT. ARC

Producenci, którzy już oferują „elektryki”, chwalą się ich nowymi odsłonami, ci, którzy ich dotychczas nie mieli, pokazują, że nadrobili zaległości, a tacy, którzy jeszcze nadrabiają, pokazują auta koncepcyjne. Wszystkie, oczywiście, z wtyczką. Przykłady? Proszę bardzo. Zacznijmy od BMW. Na stoisku stoi odmłodzone i3, któremu towarzyszy usportowione i3. To drugie nazywa się i3s i jest takim „elektrohothatchem”. W porównaniu z i3 ma o 10 mm niższe zawieszenie, kilka kilowatów więcej mocy i przyspiesza od 0 do 100 km/h w 6,9 s, czyli o około 0,3 s szybciej. Obok nowość mini, czyli brytyjskiej ikony w rękach niemieckiego BMW. Mini na prąd to mini E.

To koncept, ale bliski — jak zapewniają przedstawiciele firmy — produkcji. Do sprzedaży ma wejść w 2019 r. Kilka „elektryzujących” propozycji ma też Daimler. Ujawnił pierwszy kompaktowy samochód pod nową marką EQ, pod którą będzie sprzedawał auta na prąd i zasilane ogniwami paliwowymi. Ów kompakt to mercedes GLC F-CELL EQ power. Niemiecki koncern prezentuje także smarta vision EQ fortwo — w pełni autonomiczny i elektryczny pojazd koncepcyjny o długości 2,7 m, oraz mercedesa-AMG project one.

Ten drugi to hybrydowy, wykorzystujący technologię z Formuły 1 hipersamochód, który ma dysponować mocą ponad 1000 KM i prędkością maksymalną ponad 350 km/h. Mało? To proszę: pierwszy europejski model Hondy na prąd — urban EV concept, nowy elektryczny Renault — symbioz, koncepcyjna wizja Skody, która dosyć długo opierała się elektronaciskom. Skoda vision E to jeszcze bardziej studium elektrycznego samochodu, ale nie pozostawia wątpliwości, że prędzej czy później (z pewnością prędzej) na ulicach pojawi się także skoda, która bardziej woli gniazdko niż stację paliw. Biorąc pod uwagę skalę inwestycji (nowe modele, infrastruktura, technologie i marketing), wygląda na to, że wszyscy będziemy poruszali się samochodami elektrycznymi. Kiedy? Teraz po Europie jeździ ich około 700 tys. W 2018 r. ma ich być milion, a już rok później dwa miliony. Szybkość wzrostu imponująca. Podlewana jednak ogromnymi pieniędzmi. Do 2020 r. na świecie ma być niemal 20 mln aut na prąd, a w 2030 r. już 150 mln.

Dużo? Niekoniecznie — wszystkich samochodów na naszym globie jest dziś ponad 1,2 mld. Poza tym technicznie rzecz biorąc, już jest możliwe wytwarzanie paliw syntetycznych, neutralnych dla klimatu i uniwersalnych. Wodór, który jest materiałem wyjściowym, może być używany do zasilania ogniw paliwowych, a paliwa powstałe w wyniku dalszego przetwarzania mogą być wykorzystywane do silników spalinowych lub turbin lotniczych. W Norwegii i Niemczech trwają prace pilotażowe nad komercjalizacją syntetycznego oleju napędowego, benzyny i gazu. To też jest jakiś kierunek rozwoju.

Tym bardziej że nawet klasyczne samochody będą działały na syntetycznej benzynie, bo pod względem budowy chemicznej i podstawowych właściwości to nadal jest benzyna. Jak zwykle wszystko rozbije się o koszty. Produkcja takiego paliwa jest dzisiaj droga, podobnie zresztą jak baterie do aut elektrycznych (nawet 60 proc. ceny pojazdu). Z drugiej strony kilka europejskich państw oraz Chiny rozważają wprowadzenie regulacji, które docelowo mają zakazać sprzedawwania aut z silnikami spalinowymi na korzyść hybryd i napędów elektrycznych. Która technologia wygra? Biorąc pod uwagę przygotowania państw i determinację producentów — „elektryki”.

Podczas rozmowy z Stephenem Winkelmannem, prezesem Audi Sport (kilka dni temu przeszedł do Bugatti), spółki wytwarzającej audi R8 i rodzinę sportowych modeli audi RS, usłyszałem, że w ciągu sześciu lat do produkcji trafi audi RS o elektrycznym napędzie. — Dziś musimy myśleć również o przyszłych klientach, a dla nich sportowe auto o napędzie elektrycznym będzie tak naturalne jak dla pana zastosowanie w nim silnika V8 — powiedział Stephen Winkelmann. I to wydaje się zupełnie naturalne. Kiedyś szybka jazda kojarzyła się z owsem i końską grzywą, dzisiaj — z widlastymi ósemkami i turbodoładowaniem, a za kilkanaście lat być może już tylko z ładowaniem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Elektryczna ofensywa