Elektryczny horror w samorządach

opublikowano: 13-01-2019, 22:00

Dzięki ustawie, która zamraża ceny prądu, niektóre samorządy patrzą w przyszłość przez różowe okulary. Nowe przepisy mogą jednak okazać się niedźwiedzią przysługą

Uchwalona przez Sejm i podpisana przez prezydenta pod koniec roku nowelizacja ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw, która obniża koszty firm energetycznych (akcyzę i tzw. opłaty przejściowe) oraz gwarantuje im rekompensaty za zamrożenie cen prądu na poziomie z 2018 r., dotyczy nie tylko odbiorców indywidualnych, czyli milionów Polaków, którzy rozliczają się z dostawcami prądu na podstawie tzw. taryfy G. Jej zapisy mówią też o odbiorcach instytucjonalnych, czyli np. samorządach i szpitalach, oraz firmach. Lokalni włodarze po cichu liczą na to, że dzięki niej miliony złotych, które w tym roku mają „dopłacić” do prądu (w stosunku do ubiegłorocznych cen), m.in. po to, aby zapewnić funkcjonowanie urzędów, szkół, przedszkoli i muzeów, wrócą do wojewódzkich, miejskich i gminnych budżetów jako spóźniony prezent gwiazdkowy. Na razie nikt jednak nie wie, czy ceny zawarte w kontraktach z dostawcami prądu na 2019 r. rzeczywiście będą niższe. Ani samorządowcy, ani spółki nie wiedzą, jak ugryźć nowe przepisy, ale liczą na to, że niejasności wyjaśni planowane przez Ministerstwo Energii rozporządzenie. Problem w tym, że przepisy ustawy wcale nie muszą okazać się dla nich korzystne.

Wszyscy czekają na rozporządzenie ministra energii, które określi, na jakich zasadach spółki energetyczne mają zamrozić ceny prądu, żeby skorzystać z rządowych dopłat. Ustawę wkrótce zbada Komisja Europejska pod kątem zgodności z przepisami o pomocy publicznej. Niektóre samorządy nie czekają i wysyłają listy do energetycznych gigantów.
Zobacz więcej

GMINY LISTY PISZĄ:

Wszyscy czekają na rozporządzenie ministra energii, które określi, na jakich zasadach spółki energetyczne mają zamrozić ceny prądu, żeby skorzystać z rządowych dopłat. Ustawę wkrótce zbada Komisja Europejska pod kątem zgodności z przepisami o pomocy publicznej. Niektóre samorządy nie czekają i wysyłają listy do energetycznych gigantów. Fot. Bloomberg

Milczenie spółek

Niektórzy samorządowcy, np. w Rzeszowie i w woj. pomorskim, już domagają się od spółek energetycznych renegocjacji cen w kontraktach na dostawę prądu. Ustawa zobowiązuje bowiem spółki zajmujące się obrotem energią elektryczną do obniżenia stawek zakontraktowanych na ten rok do poziomu z czerwca 2018 r.

— W praktyce rzecz wygląda zgoła odwrotnie. To samorządy muszą pilnować, by na fali „dobrej energii" jej ceny faktycznie zostały obniżone — uważa Ryszard Świlski, wicemarszałek Pomorza, który liczy, że nowa ustawa wymusi na firmach energetycznych obniżkę cen.

Większość samorządów kupuje prąd w tzw. zakupach grupowych, podpisując umowy z wyłonionymi w przetargu dostawcami na rok lub dłużej. Na Pomorzu w grupowym zamówieniu, ogłoszonym w ubiegłym roku w momencie największych wzrostów cen energii elektrycznej na giełdzie, oferty złożyły Energia i Enea (chodziło o dostawę prądu do ponad 40 podmiotów, w tym urzędu miasta, szpitali, szkół zawodowych, teatrów i muzeów). Aby zapewnić ciągłość dostaw od 2019 r. samorząd województwa, jako przewodniczący grupy zakupowej, podpisał z tymi spółkami niekorzystne umowy. W styczniu wicemarszałek, powołując się na nową ustawę, przesłał do spółek pisma z prośbą o renegocjowanie kontraktu. Wysłał też pisma do zarządów regionalnych spółek przewozowych (PKP Szybka Kolej Miejska w Trójmieście oraz Przewozy Regionalne), ponaglając je do podjęcia podobnych kroków (tylko dla SKM spodziewany wzrost kosztów zaopatrzenia w energię elektryczną w 2019 r. sięga obecnie 12 mln zł). Spółki energetyczne na razie milczą.

Zagadka dla skarbników

— Jeżeli dostawca energii nie przywróci cen do takiego poziomu, jaki obowiązywał w 2018 r., roczny koszt energii elektrycznej dla pomorskich samorządowych jednostek organizacyjnych wzrośnie o około 7 mln zł, natomiast koszt funkcjonowania kolejowego transportu publicznego w metropolii i na terenie województwa o około 20 mln zł. Zatem oszczędności z tytułu renegocjacji umów na dostawę energii elektrycznej mogą sięgnąć 27 mln zł — wyjaśnia Michał Piotrowski, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego.

a2bc4ae2-8c2e-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Samorządu
Newsletter o inwestycjach i finansach lokalnej administracji.
ZAPISZ MNIE
Puls Samorządu
autor: Aleksandra Rogala
Wysyłany raz w tygodniu
Aleksandra Rogala
Newsletter o inwestycjach i finansach lokalnej administracji.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Jego zdaniem, jeśli samorządy będą musiały przez jakiś czas płacić za prąd więcej, niewykluczona jest np. podwyżka cen biletów na przejazdy regionalną koleją. Wszystko zależy od tego, jak szybko odpowiedzą spółki.

— Im później, tym gorzej dla nas. Poza tym przepisy ustawy, która była procedowana w wyjątkowo szybkim tempie, nie są, niestety, na tyle jasne, żeby stwierdzić, iż obniżka cen to tylko kwestia czasu — uważa Michał Piotrowski.

Ustawa zobowiązuje spółki energetyczne do obniżenia cen najpóźniej do 1 kwietnia ze skutkiem od 1 stycznia. Zdaniem Michała Piotrowskiego, jeśli zwrot różnicy w cenie wpłynie na konto urzędu pod koniec roku, to skarbnicy będą mieć problem z zagospodarowaniem tych pieniędzy.

Niepewność w urzędach

To niektóre samorządy, w tym władze gmin i Związek Miast Polskich, najgłośniej domagały się od państwa, które jest właścicielem takich spółek, jak PGE czy Energa, podjęcia działań w sytuacji szalejących cen prądu. Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, apelował do rządu o wpłynięcie na obniżkę cen przez PGE, z którą miasto podpisało kontrakt na dostawę prądu pod koniec ubiegłego roku, czyli w najmniej korzystnym momencie, gdy ceny na giełdzie energii mocno rosły. Podobnie jak wicemarszałek Pomorza, wysłał już do spółki prośbę o renegocjację kontraktu. Inne samorządy nadal się wstrzymują, bo wciąż nie wiedzą, jak interpretować ustawę.

— Na dzisiaj sytuacja nie jest jasna. Nie wiadomo, co oznacza powrót do cen obowiązujących w czerwcu 2018 r. w sytuacji, gdy kupujemy energię na wolnym rynku po cenie umownej. Nie wiemy, jaki poziom odniesienia zostanie przyjęty, czy z umowy na rok 2018 czy z jakiegoś cennika obowiązującego 30 czerwca 2018 r. Nie jest też pewne, czy ustawa daje pole do negocjacji — sprzedawca energii jest zobowiązanydo przedstawienia propozycji, a my możemy ją przyjąć lub odrzucić. Konkretów nie ma, gminy i sprzedawcy energii dopiero rozpoznają temat — mówi Andrzej Łazęcki, zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej Miasta Krakowa.

Kraków, podobnie jak Rzeszów, pod koniec ubiegłego roku ogłosił przetarg na dostawę prądu dla grupy zakupowej zrzeszającej ponad 400 podmiotów. Poprzednia umowa wygasała 31 grudnia 2018 r. Najtańsza oferta (PGE Obrót) w nowymprzetargu była o 10 mln zł wyższa niż zakładało miasto. Różnica została uwzględniona w budżecie na 2019 r., w którym po raz pierwszy od dawna wydatki na inwestycje stopniały o około 10,5 proc.

— W przypadku niepodpisania nowej umowy mielibyśmy do czynienia z tzw. sprzedażą rezerwową, czyli „z urzędu”, po cenie znacząco wyższej niż w nowej umowie — podkreśla Andrzej Łazęcki.

Niejasne przepisy

Problem w tym, że zapisy ustawy, zdaniem ekspertów, wcale nie gwarantują samorządom obniżki cen. Spółki handlujące prądem mogą, a nawet muszą, obniżyć stawki nie do poziomu cen zakontraktowanych w umowach z samorządami czy firmami w ubiegłym roku, ale do cen taryfowych, które w czerwcu 2018 r. były wyższe niż te, które udało się gminom uzyskać w nowych kontraktach.

— Z naszych analiz wynika, że w przypadku wielu samorządów ta różnica będzie dla samorządów niekorzystna. Poza tym nie wiadomo, jakie będzie stanowisko Komisji Europejskiej w sprawie zgodności ustawy z przepisami o pomocy publicznej. Istnieje bardzo duże ryzyko, że nie będzie zgody na notyfikację dla zmian poszczególnych ustaw, mających na celu „zamrożenie cen” energii elektrycznej na poziomie zbliżonym do 2018 r. Jedyna obniżka cen, jaka naszym zdaniem jest pewna, to ta wynikająca ze zmiany akcyzy i opłaty przejściowej. Można założyć, że średnio z tego tytułu na 1 MWh będzie można zaoszczędzić około 30 zł — mówi Artur Sarosiek, prezes Energy Solutions, spółki doradczej z sektora energetycznego.

Jako przykład podaje Kraków. W kontrakcie na 2019 r. miasto uzyskało stawkę 333,72 zł za 1 MWh. Jeśli cena miałaby być równa taryfie C11 dla małych i średnich przedsiębiorstw, oferowanej na rynku przez spółkę PGE Obrót w czerwcu 2018 r., wyniosłaby 379,4 zł. Zgodnie z taryfą B21, czyli rynkową ofertą dla odbiorców instytucjonalnych, zasilanych na średnim napięciu — 336,30 zł. Niższa od stawki z krakowskiego kontraktu pół roku temu była tylko taryfa G, czyli dla odbiorców indywidualnych.

— Rozwiązania zapisane w ustawie nie powodują „zamrożenia” na poziomie cen wynikających z umów indywidualnych obowiązujących w 2018 r. Nowe ceny przedstawione przez spółki, zgodnie z zapisami ustawy, stanowiłyby maksymalną cenę dla kontraktów na 2019 r. albo cenę, która mogłaby obowiązywać jednakowo wszystkich odbiorców. W naszej ocenie, przedstawione ceny to ceny maksymalne dla poszczególnych grup taryfowych. Przyjmując takie założenie, odbiorcy mający w kontraktach negocjowanych indywidualnie ceny niższe niż przedstawione wyżej, nie uzyskają żadnej redukcji ceny, wynikającej z zapisów art. 5 ust. 1 tiret 2 ustawy — dodaje Artur Sarosiek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksandra Rogala, Współpraca: Magdalena Graniszewska, Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy