Elektryczny prymat państwa

Dwie państwowe firmy paliwowe — Orlen i Lotos — przystąpiły do ostrej walki o kierowców e-samochodów. Pozostali gracze na razie się nie spieszą

Przed kilkoma dniami płocki koncern ogłosił, że przystępuje do projektu budowy sieci punktów ładowania samochodów elektrycznych. Na razie jednak nie ujawnia szczegółów. Wiadomo, że w tym roku powinno ruszyć kilka takich punktów przy wybranych trasach tranzytowych.

SŁUPKI Z PRĄDEM:
Zobacz więcej

SŁUPKI Z PRĄDEM:

Gdzie konkretnie PKN Orlen usytuuje swoje punkty ładowania elektrycznych samochodów, na razie nie wiadomo. Pewne jest tylko to, że takie auto będzie można „zatankować” pod siedzibami koncernu w Płocku i Warszawie. RAFAŁ WOJCZAL

Pytania bez odpowiedzi

Wojciech Jasiński, prezes PKN Orlen, deklarował, że chciałby, aby w przyszłym roku kierowcy korzystający z aut elektrycznych mogli przejechać przez całą Polskę głównymi szlakami komunikacyjnymi, korzystając z orlenowskich punktów ładowania. Pierwsza stacja ma być uruchomiona przed płocką siedzibą koncernu jeszcze w połowie tego roku.

Plany zakładają, że na stacjach koncernu dostępne będą wtyczki CHAdeMO (auta marek azjatyckich) i CCS (auta marek europejskich), a także złącze Type 2 (samochody Tesla). Stacje o mocy 50 kW pozwalałyby naładować akumulatory e- -auta z poziomu 20 do 80 proc. w ciągu 20-30 minut. Koncern nie odpowiedział jednak na pytania, ile dokładnie takich punktów chciałby uruchomić w tym i w kolejnych latach ani jaka będzie ich docelowa liczba.

Decyzja w tej sprawie ma zależeć od wyników rozpoczętego już pilotażu. PKN Orlen chce przeanalizować m.in. zapotrzebowanie na usługę, zachowania klientów, średni czas ładowania, preferowane typy złącz itd. Biuro prasowe firmy wyjaśnia, że termin uruchomienia ładowarek zależy od wielu czynników. Jednym z nich jest wybudowanie przez operatora sieci dystrybucyjnej (OSD) przyłącza energetycznego, na którym będą podpięte punkty ładowania.

Orlen prowadzi już rozmowy na ten temat, ale zgodnie z ustawą od podpisania porozumienia z OSD do przekazania przyłącza mogą minąć nawet dwa lata. Kolejnym warunkiem jest termin zawarcia umów z dostawcami technologii. Orlen chce mieć ich kilku. Jednak postępowanie przetargowe, pozwalające wyłonić oferentów, którzy dostarczą pierwsze 23 ładowarki (o mocy 50 kW i 100 kW), dopiero rozpoczął. Wybór miejsca natomiast zależy od decyzji GDDKiA oraz koncesjonariuszy poszczególnych odcinków dróg.

Na razie trudno też określić, ile będzie kosztować przedsięwzięcie, bo koszty uruchomienia poszczególnych punktów ładowania mogą istotnie się różnić. Będą pochodną m.in. wymagań infrastrukturalnych w różnych miejscach, długości niezbędnych przyłączy, stawek poszczególnych dostawców technologii itd. Podobnie jak inne podmioty, które planują zbudować własną sieć punktów ładowania e-samochodów, także płocki koncern w pierwszej fazie pilotażu ma udostępniać tę usługi za darmo.

Unijne dofinansowanie

Może się okazać, że lidera rynku przegoni Grupa Lotos, tym bardziej że ma już unijne dofinansowanie własnego projektu. Paliwowa firma z Gdańska chce jeszcze w tym roku mieć na 12 swoich stacjach punkty ładowania e-aut. Chodzi o placówki w Trójmieście (cztery), stolicy (dwa) i pomiędzy tymi aglomeracjami, wzdłuż autostrad A1 i A2 (sześć). Na każdej z takich stacji dostępne będą trzy standardy ładowania. Koszty projektu przekroczą 1 mln EUR, ale ponad 400 tys. EUR (około 40 proc.) będzie pochodzić z funduszy unijnych (Connecting Europe Facility).

Z czasem punkty ładowania e-samochodów pojawią się zapewne także na stacjach innych sieci, ale w rozpoczętym wyścigu uczestniczyć nie chcą. Dwa międzynarodowe koncerny obecne w Polsce — Shell i Circle K (dawniej Statoil) — podpisały w zeszłym roku umowę o współpracy na europejskim rynku z firmą IONITY, która jest operatorem punktów ładowania samochodówelektrycznych (spółka powołana przez BMW, Daimlera, Forda i Volkswagena) i będą realizować pilotażowy projekt.

— Współpraca obejmie 10 krajów: Polskę, Austrię, Belgię, Czechy, Francję, Holandię, Słowację, Słowenię, Węgry i Wielką Brytanię. Na każdej z 80 naszych stacji w wymienionych krajach będzie dostępnych średnio sześć punktów ładowania pod markami IONITY i Shell. Łącznie będzie ich około 500 — wyjaśnia Anna Papka, rzecznik Shell Polska.

Pierwsze punkty mają ruszyć w tym roku. Szczegółowe miejsca i terminy są w trakcie opracowania. Shell ma dopiero o nich informować i dotyczyć to będzie również Polski.

Pilotaż, ale nie w Polsce

Circle K ma w ramach współpracy z IONITY w ciągu najbliższych trzech lat uruchomić 400 stacji szybkiego ładowania (60 na stacjach tej marki). Projekt dotyczy Norwegii, Szwecji, Danii, Irlandii i państw bałtyckich. Polski w tym gronie nie ma.

— Jeżeli chodzi o polski rynek, obserwujemy trendy i strukturę popytu na takie usługi. Chcemy być gotowi na wprowadzenie w Polsce rozwiązań wypracowanych w naszej grupie, gdy będzie na to właściwy czas — wyjaśnia Michał Ciszek, prezes Circle K Polska. Także BP, choć ma w różnych miejscach na świecie wiele stacji do ładowania pojazdów elektrycznych, na razie nie myśli o naszym rynku.

— W Polsce nie mamy jeszcze konkretnych planów. Obserwujemy rynek i potrzeby konsumentów i jesteśmy gotowi na podjęcie działań, jeśli uznamy je za konieczne — mówi Magdalena Kandefer-Kańtoch, rzecznik BP w Polsce, dodając, że dodatkowe usługi wymagają odpowiedniej przepustowości, a przy obecnej infrastrukturze typowy czas ładowania pojazdu elektrycznego jest kilkakrotnie dłuższy niż średni pobyt na stacji w celu zatankowania konwencjonalnego paliwa.

Długi zwrot z inwestycji

— Braliśmy pod uwagę potrzeby elektromobilnych kierowców i przeprowadziliśmy kalkulacje, z których wynika, że budowa punktów ładowania to działanie pochłaniające znaczący kapitał, którego zwrot rozkłada się na bardzo długi okres — mówi Paweł Grzywaczewski z zarządu prywatnej polskiej firmy Anwim, która zarządza stacjami Moya.

Jego zdaniem, na takim etapie rozwoju, na jakim jest obecnie ta sieć, priorytetem jest utrzymanie tempa przyłączania nowych stacji. Moya stawia głównie na te inwestycje, które gwarantują względnie szybki zwrot poniesionych kosztów, a stacje ładowania do takich nie należą. Zainteresowani takim projektem są jednak prowadzący stacje Moya niektórzy partnerzy Anwimu. — Jeden zadeklarował już nawet budowę nowego obiektu z uwzględnieniem infrastruktury do ładowania aut elektrycznych jeszcze w tym roku — dodaje Paweł Grzywaczewski.

Moody’s o elektromobilności

Samochody elektryczne stanowią obecnie mniej niż 1 proc. nowo kupowanych pojazdów. Jednak w połowie lat 20. ich odsetek wzrośnie do 7-8 proc., a do końca przyszłej dekady, gdy spadną koszty produkcji baterii i powiększy się infrastruktura służąca do ładowania, mogą stanowić nawet 17-19 proc. — wynika z najnowszych prognoz Moody’s Investors Service. Jednak Bruce Clark, wiceprezes Moody’s, przestrzega, że rozwój elektromobilności wymaga od producentów samochodów znacznych nakładów inwestycyjnych. Ich straty związane ze sprzedażą takich aut na amerykańskim rynku Moody’s szacuje na 7-10 tys. USD za egzemplarz. Jeszcze na początku lat 20. firmy motoryzacyjne nie będą mogły więc liczyć na zyski. Dodatkowe problemy mogą wynikać z braku powszechnej akceptacji dla tych technologii.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Elektryczny prymat państwa