Nadmiar chętnych na telewizję cyfrową to problem dla UKE. Ale regulator ma pomysł na kompromis.
„PB” napisał wczoraj, że jest więcej chętnych na częstotliwości telewizji naziemnej niż wszyscy się spodziewali. Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) uzgodniły, że pierwszy multipleks telewizji cyfrowej będzie dostępny tylko dla dotychczasowych nadawców. Tymczasem zainteresowanie wyraziło więcej podmiotów — telewizje kablowe, telewizja Kino Polska, a przede wszystkim należąca do Telekomunikacji Polskiej spółka TP Emitel.
— Emitel złożył wniosek, bo jeżeli są wolne częstotliwości, to każdy może się o nie ubiegać. A jeżeli jest więcej niż jeden chętny, to prezes UKE powinien przeprowadzić konkurs — mówi Wojciech Dziomdziora, pełnomocnik zarządu Emitela.
Anna Streżyńska, prezes UKE, mówi krótko: mamy kłopot.
— Nie wiemy, co zrobimy z tym nadmiarem. Prawnicy muszą się zastanowić, czy możemy odmówić miejsca na pierwszym multipleksie. To, że regulatorzy chcą, by częstotliwości poszły do nadawców nadających już naziemnie, nie musi obchodzić pozostałych graczy — mówi Anna Streżyńska.
Cyfryzacja telewizji naziemnej zmieni obraz rynku. Umożliwi lepsze zagospodarowanie częstotliwości, co z kolei pozwoli na wpuszczenie na rynek nowych graczy. Za kilka lat przeciętny widz powinien mieć dostęp do kilkudziesięciu naziemnych programów zamiast obecnych siedmiu.
— Sprawa podgrzewa umysły i wywołuje duże zainteresowanie. Czekaliśmy na ten proces bardzo długo. Nagle się ruszyło i firmy na wszelki wypadek składają wnioski — mówi Anna Streżyńska.
UKE chce wybrnąć z kłopotu za pomocą rozprawy administracyjnej. I ma pomysł, jak pogodzić interesy zainteresowanych.
— Prowadzimy prace nad drugim i trzecim multipleksem. Może uda się wszystkie trzy wystawić na sprzedaż w zbliżonym czasie, co umożliwi innym chętnym ubieganie się o miejsce — mówi Anna Streżyńska.
Konkurs ma się odbyć jesienią. Telewizja naziemna ma ruszyć na początku przyszłego roku.