Notowania ropy Brent osiągnęła poziom najwyższy od 2014 r. Wyraźne przekroczenie przez nią poziomu 80 USD za baryłkę rozbudziło spekulacje o osiągnięciu nawet 100 USD.

— Po tym jak padła bariera 80 USD, technicznie tak to wygląda. Nie widać poziomów oporu i gdyby wpisać w kwestie techniczne temat Iranu oraz płynące z OPEC głosy o nie zwiększaniu produkcji, to 100 USD wydaje się realne. Ale wciąż jestem zdania, że ostatnie zwyżki cen ropy nie do końca mają uzasadnienie fundamentalne. Jesteśmy za szczytem cyklu koniunkturalnego i światowa koniunktura będzie słabnąć, a wraz z nią popyt na ropę — komentuje Marcin Kiepas, analityk niezależny.
Jak zatem może kształtować się cena surowca?
— Rynki są emocjonalne. Szok i spekulacja biorą górę. W perspektywie miesiąca-dwóch obstawiałbym wzrost cen ropy. Ale w perspektywie pół roku nie tylko, nie że zakładam utrzymania ceny ropy Brent na poziomie 100 USD, ale sądzę, że spadnie ona do 65-70 USD za baryłkę — prognozuje Marcin Kiepas.
— W średnim terminie cena będzie wzrastać, ale nie spodziewam się osiągnięcia 100 USD za baryłkę w ciągu najbliższego roku — zaznacza Michał Stajniak, analityk X-Trade Brokers DM.
W podobnym tonie wypowiada się Rafał Sadoch, analityk surowcowy mBanku.
— Cena może utrzymywać się na podwyższonym poziomie, ale daleki jestem od prognozowania 100 USD za baryłkę ropy Brent, a tym bardziej WTI — mówi Rafał Sadoch.
— Szczyty na WTI nie zostały naruszone, więc również technicznie nie ma sygnałów wybicia — dodaje Marcin Kiepas.
Zaskakujący weekend
Rafał Sadoch przypomina, że ostatni wzrost cen miał zasadniczo dwa powody. Cena ropy zaczęła piąć się w górę wraz ze zwyżkami cen akcji na Wall Street, a co za tym idzie — poprawą sentymentu do bardziej ryzykownych aktywów. Swoje dołożył też weekendowy szczyt OPEC i Rosji w Algierii. Nie napłynęły stamtąd informacje o wzroście wydobycia. Tymczasem prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump nawoływał wcześniej do obniżki cen surowca. Głównym rozgrywającym w OPEC jest Arabia Saudyjska, sojusznik Stanów Zjednoczonych.
— Wcześniej Arabia Saudyjska uginała się pod presją Donalda Trumpa. To, że tym razem do tego nie doszło, było dużym zaskoczeniem dla rynku — komentuje Rafał Sadoch.
Specjalista zwraca przy tym uwagę, że ryzyko wojen handlowych powoduje, że popyt na paliwo nie będzie się zwiększać, a takie kraje jak Stany Zjednoczone, Arabia Saudyjska czy Rosja mimo wszystko będą powoli zwiększać wydobycie.
Michał Stajniak uważa przy tym, że rynek przecenia wpływ amerykańskich sankcji na Iran.
— Eksport z Iranu nie spadnie do zera, ale do poziomu, na jakim był przed zawarciem porozumienia, które zniosło restrykcje — uważa Michał Stajniak.
Jego zdaniem, wynika to z tego, że Chiny, Indie i Unia Europejska nie palą się do wsparcia amerykańskich sankcji na Iran.
Wzrost cen powinien też zatrzymać okres przestojów remontowych w amerykańskich rafineriach. Z uwagi na remonty wygenerują one mniejszy popyt. Wydobycie zwiększy zapasy, a ich stan ma istotny wpływ na ceny.
Tweeterowa dyplomacja
Amerykanie mają też inne narzędzia do spowalniania wzrostu cen, a nawet ich obniżenia. Zarówno te fundamentalne, jak i emocjonalne.
— W Stanach Zjednoczonych jest dużo rezerwowych odwiertów łupkowych, które mogą szybko zostać uruchomione, gdyby ceny rosły — przypomina Michał Stajniak.
— 6 listopada 2018 odbędą się wybory do Kongresu. Donald Trump może przed nimi sugerować Arabii Saudyjskiej, że jeśli liczy na amerykańskie wsparcie w kwestii bezpieczeństwa, to w zamian powinna podjąć działania zmierzające do obniżki cen ropy. Już same takie tweety mogą sprowadzić ceny niżej — twierdzi Rafał Sadoch. © Ⓟ