Zrealizowana została pierwsza transakcja, którą zaklasyfikować można jako repolonizację krajowej energetyki. Państwowa Enea dokończyła proces zakupu elektrowni Połaniec, należącej dotychczas do francusko-belgijskiego koncernu Engie (dawny GDF Suez). Podczas środowej konferencji wyjaśniała, dlaczego było to dobrze wydane 1,264 mld zł.

— Stajemy się właścicielem bardzo dobrej elektrowni, jednej z najmłodszych w kraju, niezadłużonej, generującej gotówkę, która ponadto w latach 2012-14 przeszła wielkie inwestycje — powiedział Mirosław Kowalik, prezes Enei. Sprawność bloków w Połańcu wynosi ok. 37,7 proc., czyli jest wyższa od średniej krajowej, ponadprzeciętna jest też liczba roboczych godzin w roku. Wynika to z dobrego miejsca Połańca w tzw. merit order (uszeregowanie elektrowni pod względem kosztów wytwarzania — kto tańszy, ten chętniej wzywany do pracy przez operatora).
Dzięki przejęciu moc wytwórcza grupy wzrosła o połowę, a Enea stała się wiceliderem krajowego rynku wytwarzania, plasując się za PGE. Według danych za 2015 r., moc zainstalowana brutto Enei wzrasta z 3,3 GW do 5,2 GW (PGE ma 12,7 GW, a Tauron — też 5,2 GW), a produkcja energii — z 13,1 TWh do 22,1 TWh (PGE osiągnęła 22,1 TWh). Kolejny akt repolonizacji energetyki jest już blisko. Cztery państwowe firmy energetyczne, czyli PGE, Enea, Energa i PGNiG Termika, od kilku tygodni badają polskie aktywa należące do francuskiego EDF, innego globalnego koncernu energetycznego. Chodzi o elektrownię Rybnik i kilka elektrociepłowni. — Negocjacje są w toku, prowadzą je spółki, a liderem jest PGE — poinformował wczoraj Krzysztof Tchórzewski, minister energii. Nie chciał ujawnić, czy w przyszłości cztery firmy miałyby zawiadywać aktywami EDF wspólnie, czy może je podzielić.
— Mogę jedynie powiedzieć, że istnieje koncepcja wydzielenia spółki ciepłowniczej — powiedział Krzysztof Tchórzewski.