Takie przetargi nie są w energetyce codziennością. Budowa w Ostrołęce bloku opalanego węglem kamiennym pochłonie, według szacunków, około 6 mld zł. Ostatni przetarg o podobnej skali ogłoszono trzy lata temu — dotyczył budowy bloku opalanego węglem brunatnym dla PGE w Turowie.
![Na ogłoszenie przetargu przyjechał do Ostrołęki Krzysztof Tchórzewski, minister energii, oraz prezesi nadzorowanych przez niego spółek: Mirosław Kowalik z Enei i Dariusz Kaśków z Energi. Nowy blok ma zużywać 3 mln ton węgla rocznie, co ma znaczenie dla restrukturyzowanego sektora węglowego w Polsce. [FOT. ]](http://images.pb.pl/filtered/62ff0029-c714-4c2a-be83-f00ba024fe97/259a6d73-a1b1-576c-a865-f25eff14861a_w_400.jpg)


— To jedna z największych inwestycji w tym roku w Europie. Nie będzie to ostatni taki projekt w Polsce — mówił wczoraj Krzysztof Tchórzewski, minister energii, który przyjechał do Ostrołęki specjalnie na ogłoszenie przetargu. Połowę udziałów w inwestycji ma Energa, połowę Enea, czyli dwie państwowe firmy energetyczne. Blok ma powstać w 54 miesiące. Wnioski o dopuszczenie do postępowania można składać do 20 lutego 2017 r.
Miliardy na minusie
Minister energii już od dawna darzy Ostrołękę szczególną uwagą. To projekt węglowy, więc dobrze się wpisuje w polską strategię budowania bezpieczeństwa energetycznegona tym surowcu. Lokalizacja na północy kraju też jest pożądana — w założeniach rządu nowa elektrownia będzie „wypychać” napływający z północy prąd litewski. Kłopot wiąże się jednak z pieniędzmi. W dużym skrócie: ceny energii są niskie, koszty budowy wysokie, do tego drożeć będą uprawnienia do emisji CO 2 , które dla węglówek są dodatkowym kosztem. Energa i Enea stracą na tej inwestycji, chyba że rząd — skoro mu tak zależy — da wsparcie.
— Szacuję, że bieżąca wartość, net present value, projektu budowy bloku w Ostrołęce jest ujemna i sięga minus 2,9 mld zł — mówi Teresa Schinwald, analityk Raiffeisen Centrobanku. Szacunek nie uwzględnia ewentualnego wsparcia, choć rząd planuje je dać. Chodzi o rynek mocy, czyli specjalne dopłaty do funkcjonowania elektrowni konwencjonalnych, finansowane przez odbiorców energii. Projekt ustawy o rynku mocy już jest, a wczoraj minął termin zgłaszania uwag w ramach konsultacji społecznych. Najwięcej emocji budzi to, czy na nową pomoc zgodzi się Komisja Europejska.
Komisja jak znak zapytania
— Jeśli polski rząd będzie zmotywowany, to wprowadzi rynek mocy, choć czynnikiem ryzyka jest zgodność tych regulacji z unijnym prawem — mówi Teresa Schinwald.
— Chociaż kształt rynku mocy na pierwszy rzut oka wydaje się zgodny z prawem unijnym, to po dokładnym przyjrzeniu się Komisja Europejska może podważyć kilka istotnych elementów — dodaje Marcin Stoczkiewicz, prawnik z Fundacji ClientEarth.
Fundacja wskazuje, że problemem dla komisji może być to, że w ramach aukcji dla nowych lub obecnych instalacji zabraknie odpowiedniej liczby uczestników przetargu, co uniemożliwi ustalenie konkurencyjnej ceny. Wątpliwości może też budzić brak udziału w aukcjach podmiotów z zagranicy, co jest wyraźnym wymogiem komisji.
Wreszcie może ona podważyć sens dofinansowania węgla ze względu na jego negatywny wpływ na środowisko. Optymizmem nie napawa też ogłoszony przez komisję tzw. pakiet zimowy, czyli propozycja nowej architektury rynku energetycznego w Europie. Jest w niej zapis o wprowadzeniu limitu emisji CO 2 na kWh na poziomie 550 g.
Wytwórcy emitujący więcej nie mieliby prawa do publicznego wsparcia. Ten limit wyklucza elektrownie węglowe. W kwestii tego, czy limit da się zmienić, opinie są podzielone. Wielu energetyków zwraca uwagę, że Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, który buduje elektrownie węglowe (Opole, Kozienice, Jaworzno, Turów) i rozpoczyna przygotowania do budowy kolejnych (Ostrołęka). Są też tacy, którzy twierdzą, że Ostrołęka będzie ostatnim blokiem węglowym w Europie. Pozycja negocjacyjna może więc być słaba.
— Rynek mocy zostanie wprowadzony. Na 110 proc. — wskazywał jednak na niedawnej konferencji wynikowej zarząd Energi.
Polimex wzbudzi emocje
Ogłoszenie przetargu na budowę bloku w Ostrołęce nie oznacza jeszcze podjęcia decyzji inwestycyjnej. Przetargi w energetyce ciągną się zwykle przez wiele miesięcy, co da rządowi czas na procedowanie ustawy o rynku mocy. Ciężar odpowiedzialności za ekonomikę inwestycji pojawi się dopiero przy podpisywaniu ostatecznej umowy z wykonawcą.
O tym, że to ciężar istotny, świadczy przypadek PGE. Presja rządu na rozpoczęcie inwestycji w Opolu stała się przyczyną odejścia w 2013 r. prezesa Krzysztofa Kiliana, który uważał, że inwestycja nie da PGE korzyści. Przetarg w Ostrołęce będzie budził emocje także ze względu na problemy firmy Polimex-Mostostal, która planuje start w przetargu. Firma ma problemy finansowe, a wśród firm energetycznych deklarujących chęć pomocy są Energa i Enea.
