Energetycy po prośbie do URE

Letnie nawałnice sprawiły, że cztery grupy energetyczne nie wypełnią celów związanych z niezawodnością dostaw. Proszą o „elastyczność”.

Nawałnice przeorały energetyczny krajobraz Polski w lipcu i sierpniu, a media wypełniły się doniesieniami o powalonych słupach energetycznych i miejscowościach odciętych od dostaw prądu. Z siłami natury walczyły wówczas cztery największe grupy energetyczne w kraju, czyli PGE, Enea, Tauron i Energa. Prąd przywróciły, ale teraz czeka je trudna przeprawa z administracją. Urząd Regulacji Energetyki (URE) rozliczy je ze wskaźników niezawodności dostaw energii.

Bez sztywnych ram

O wichurach i pogorszonych z tego powodu wskaźnikach niezawodności dostaw energii mówią przedstawiciele wszystkich firm energetycznych. Chodzi głównie o SAIDI i SAIFI, czyli, odpowiednio, o wskaźnik przeciętnego czasu trwania przerwy i wskaźnik przeciętnej częstości przerw. — Po ostatnich niekorzystnych zjawiskach pogodowych musimy stwierdzić, że jest mało prawdopodobne, byśmy dotrzymali wskaźników SAIDI i SAIFI na poziomach wymaganych przez URE — mówił przy okazji niedawnej konferencji Marek Wadowski, wiceprezes Tauronu.

W podobnym tonie wypowiadał się zarząd Enei, a także Energi. Zarząd tej drugiej wskazywał na „wzrost wskaźników SAIDI i SAIFI w III kwartale tego roku, który wynikał ze zdarzeń niezależnych od spółki”. PGE napisała zaś w prezentacji podsumowującej wyniki III kwartału, że „kolejne burze (lipiec i sierpień) pogarszają wyniki SAIDI i SAIFI, a realizacja rocznego celu URE jest wątpliwa wobec skali zjawisk katastrofalnych”.

— Nie mieliśmy wpływu na dwa orkany. Mamy nadzieję, że URE będzie miał elastyczne podejście do sprawy — mówił Henryk Baranowski, prezes PGE.

URE „weźmie pod uwagę”

URE podkreśla, że do rozliczania firm ze wskaźników droga jeszcze długa. — Zjawiska pogodowe, które wystąpiły w 2017 r., będą przedmiotem analiz dopiero w 2018 r. Wyniki tych analiz zostaną uwzględnione w taryfie na 2019 r. — mówi Justyna Pawlińska, rzeczniczka URE. Niespełnienie wymogów URE nie oznacza konieczności płacenia kary. Wpływa jednak negatywnie na wysokość taryfy w kolejnym roku. Dla firm energetycznych to niekorzystna perspektywa, ponieważ przewidują, że będzie więcej gwałtownych zjawisk pogodowych.

— Mam nadzieję, że doświadczenia z tego roku zostaną wzięte pod uwagę przy ustalaniu celów na kolejny rok — mówi Henryk Baranowski. URE może spełnić ten postulat.

— Nie jest wykluczone, że model regulacji na 2019 r. będzie brał w pewnym zakresie pod uwagę tegoroczne katastrofy pogodowe — mówi Justyna Pawlińska. Ostateczne dane np. dotyczące wskaźnika SAIDI za 2017 r. poznamy do 31 marca 2018 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Energetycy po prośbie do URE