Energetycy trzymają rękę na kasie

Magda Graniszewska
17-05-2018, 22:00

Enea i Energa poszły w ślady PGE i Tauronu — nie chcą płacić dywidendy, choć na niewielką byłoby je stać.

Kto jeszcze się łudził, może przestać. Enea i Energa dołączyły wczoraj oficjalnie do grona giełdowych firm energetycznych, które zyski wolą zachować dla siebie. Zarząd Enei zarekomendował, by 1,8 mld zł ubiegłorocznego zysku trafiło na finansowanie inwestycji poprzez zasilenie kapitału rezerwowego. Rekomendacja zarządu Energi jest niemal identyczna: potrzeby finansowe w związku z inwestycjami są na tyle duże, że całość zysku za ubiegły rok lepiej przeznaczyć na kapitał zapasowy.

Dla chcącego nic trudnego

— Plan wstrzymania wypłat oceniam negatywnie. Zarówno Enea, jak i Energa mogłyby, w mojej ocenie, wypłacić od kilkunastu do kilkudziesięciu groszy dywidendy na akcję. Nie byłby to poważny uszczerbek dla ich finansów — uważa Robert Maj, analityk Ipopema Securities. Ostateczne decyzje podejmą właściciele, ale rekomendacje zarządów wskazują jasno, jaka jest intencja głównego akcjonariusza, czyli skarbu państwa. Dwie inne firmy energetyczne, czyli PGE i Tauron, też kontrolowane przez państwo, ogłosiły już, że zawieszają wypłatę dywidendy. Również ze względu na inwestycje.

— Tauron też byłoby stać na niewielką dywidendę, mimo że spółka informowała, że nie planuje wypłat do 2020 r. Skoro jednak myśli o inwestycji w telekomunikację, co nie jest jej podstawowym biznesem, to znaczy, że potencjał wypłaty małej dywidendy jest — podkreśla Robert Maj.

O telekomunikacyjno-internetowych planach Tauronu napisała „Rzeczpospolita”. Według niej, Tauron Obsługa Klienta, spółka z giełdowej grupy, wystartowała w konkursie o dotacje na budowę sieci światłowodowej, zorganizowanym przez rząd.

Kurs odporny na atom

Co zniechęca firmy do dywidendy? Wszystkie energetyczne grupy mają przed sobą wydatki na nowe moce wytwórcze (blok w Ostrołęce, bloki gazowe, wiatraki na morzu) i modernizację aktywów w związku z nowymi wymaganiami Unii Europejskiej. Na te plany nakłada się jeszcze wizja budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. W ostatnich dniach Krzysztof Tchórzewski, minister energii, wzbudził emocje deklaracją, że w finansowaniu tej potężnej inwestycji nie wezmą udziału, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, ani energetyczny Tauron, ani miedziowy KGHM. Na notowaniach KGHM i Tauronu wypowiedź w żaden sposób nie zaważyła.

— Sądzę, że rynek i tak nie zakłada poniesienia przez Tauron znaczących wydatków na budowę elektrowni atomowej. Po pierwsze — grupa ma tylko 10 proc. w spółce celowej PGE EJ1, po drugie — wciąż jest zadłużona, po trzecie — nie wiadomo, kiedy elektrownia powstanie, wreszcie po czwarte — nie jest znana struktura finansowania tego projektu — wylicza Robert Maj.

Weź udział w konferencji "Umowy w sektorze energetycznym i gazowym", 25 września 2018 r., Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magda Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Energetycy trzymają rękę na kasie