Energetyka w ciemno stawia na łupki

PGE i Tauron nie wiedzą jeszcze jak, ale chcą zarabiać wspólnie z PGNiG. Kto nie dołączy, wiele straci — twierdzi analityk.

Mikołajowi Budzanowskiemu zawsze bliski był temat gazu z łupków. Jako minister skarbu postanowił błyskawicznie przekuć osobistą wiarę w łupkowy biznes na strategie kluczowych państwowych firm. W grudniu zwrócił się do kontrolowanych przez skarb spółek energetycznych, by szukały gazu łupkowego, bo to zadanie nie tylko dla koncernów gazowych i naftowych.

Dwie z wywołanych do tablicy firm — Polska Grupa Energetyczna (PGE) i Tauron — już odpowiedziały na wezwanie ministra i podpisały listy intencyjne z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem (PGNiG). Będą razem szukać, a w przyszłości może wydobywać gaz łupkowy ze złóż w okolicach Wejherowa. Jak ma wyglądać model biznesowy tego przedsięwzięcia?

— Rozpoczynamy prace umożliwiające wypracowanie szczegółowych rozwiązań dotyczących przyszłej kooperacji — mówi Joanna Szmid, wiceprezes Tauronu. Podobnie PGE, a wypracowanie warunków wspólnego biznesu może zająć spółkom nawet kilka miesięcy. Rynek tymczasem spekuluje, że chodzi o to, by znaleźć jak najwięcej pieniędzy na odwierty, a spółki energetyczne dysponują wolnymi pieniędzmi.

— Taki projekt w pierwotnej fazie wymaga zaangażowania kapitałowego partnerów — mówi Piotr Dzięciołowski, analityk z Credit Suisse. Branża energetyczna przekonuje jednak, że nie jest to kwestia zagospodarowania finansów spółek.

Druga noga się przyda

— Zawsze znajdzie się inwestor z pieniędzmi na takie odwierty, jeśli nie PGE czy Tauron, to ktoś z innej branży. Sam gaz potrzebny do elektrowni spółka energetyczna może sobie zaś po prostu kupić na rynku. Gaz łupkowy ma stać się alternatywnym biznesem realizowanym obok obecnie prowadzonych. Jest to inwestycja o potencjalnie bardzo wysokiej stopie zwrotu. Całkiem prawdopodobne jest po prostu zawiązanie spółki celowej z PGNiG — twierdzi pragnąca zachować anonimowość osoba zbliżona do PGE. Tauron liczy na gaz na własne potrzeby.

— Za kilka lat będziemy znaczącym odbiorcą gazu, bo budujemy trzy jednostki gazowe: w Stalowej Woli, Katowicach i Kędzierzynie-Koźlu i będziemy zużywać rocznie prawie 2 mld m sześc. tego paliwa. Dlatego zaangażowanie się w uzyskanie gazu to dla nas naturalny ruch, a PGNiG to nasz wieloletni partner, z którym prowadzimy m.in. inwestycję w Stalowej Woli — opowiada Joanna Szmid

Inne zastosowanie dla potencjalnie wydobytego gazu widzi analityk.

— Biorąc pod uwagę uwarunkowania logistyczne, gaz pochodzący z Wejherowa niekoniecznie popłynie do elektrowni Tauronu. W mojej ocenie, spółki energetyczne mogą zrobić z PGNiG swap gazu łupkowego na konwencjonalny lub wydobycie gazu z łupków potraktować jako zabezpieczenie przed wahaniamicen gazu konwencjonalnego — mówi Tomasz Kruczkowski, analityk z Deutsche Banku.

Nieobecni nie mają racji

W łupkowych inwestycjach nieobecne są jeszcze dwie pozostałe skarbowe spółki energetyczne — poznańska Enea i gdańska Energa. Nie udało nam się uzyskać stanowiska ich zarządów w tej sprawie.

— Brak uczestnictwa w takim projekcie jest w mojej ocenie błędem i przepuszczeniem rynkowej okazji. Jeśli Enea i Energa nie zaangażują się w gaz łupkowy, to ich potencjalne straty mogą okazać się bardzo znaczne. Przypuśćmy, że będziemy mieli bardzo dużo łatwo dostępnego gazu łupkowego, a równocześnie Rosja podwoi ceny gazu konwencjonalnego. Wtedy sytuacja podmiotów energetycznych niezaangażowanych w wierceniabyłaby bardzo zła — nie miałyby dostępu do hipotetycznie bardzo taniej kopaliny. Nie wiemy, czy taki scenariusz się kiedykolwiek zrealizuje, jednak poniesione na łupki nakłady oceniam jako relatywnie niewielkie w porównaniu z istotnymi zyskami, które mogłyby przynieść w przyszłości — mówi Paweł Puchalski, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK.

Jego zdaniem, sytuacja z łupkami jest identyczna jak z instalacjami do wychwytu CO 2.

— Wszystkie bloki energetyczne są przystosowywane do takich instalacji nie dlatego, że dzisiejsze ceny CO2 to uzasadniają, ale dlatego, że zbyt duże byłyby straty spółek energetycznych, gdyby negatywny scenariusz się sprawdził, a bloków nie można byłoby usprawnić — dodaje Paweł Puchalski.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu