Warszawska firma specjalizująca się w budownictwie przemysłowym łapie drugi oddech. Długotrwały konflikt akcjonariuszy doprowadził ją na skraj bankructwa. Teraz z nowymi branżowymi partnerami spółka liczy na tłuste lata. Jednak inwestorzy giełdowi z dystansem traktują nieliczne informacje docierające ze spółki na rynek. Energomontaż powinien od nowa uczyć się relacji z giełdą. Zwłaszcza że nie chce jej opuszczać.
Na początku roku spółka opublikowała prognozy zakładające osiągnięcie zysku netto na poziomie 3,7 mln zł. W obliczu straty za 2003 r. na poziomie 45 mln zł plany są bardzo ambitne. Rynek przyjął zapowiedzi Energomontażu z rezerwą. Świadczy o tym zachowanie kursu, który w I półroczu wzrósł o 7 proc. W tym czasie WIG zyskał 15 proc. Po dwóch kwartałach szanse na realizację nadal stoją pod znakiem zapytania. Zysk netto spółki matki to niecałe 0,6 mln zł. Lepiej jest na poziomie skonsolidowanym, gdzie widnieje już 2,3 mln zł na plusie. Znaczną poprawę spółka wykazuje też na poziomie operacyjnym. Problem w tym, że spadają przychody, zobowiązania wciąż zagrażają płynności i w efekcie spółka nie ma zdolności do generowania gotówki.
Energomontaż dostał jednak od losu szansę. Spółka jest w przededniu pozyskania inwestorów. Nową emisję akcji mają objąć firmy Gloria z Luksemburga oraz Sices International z Holandii. Będą miały ponad 50 proc. głosów na walnym. Nadzieje na wzrost kursu związany z pozyskaniem inwestora rozwiewa cena, po której te firmy zdecydowały się objąć akcje, czyli 3,5 zł. Jest niższa od obecnego kursu o 56 proc.
Pozyskane środki (40 mln zł) firma przeznaczy na redukcję zadłużenia wobec banków. Nowi inwestorzy działają w branży energetycznej i są dotychczasowymi partnerami handlowymi polskiej spółki. Dlatego liczy ona na zacieśnienie współpracy, nowe umowy i w efekcie eksplozję zysków w II półroczu. To dobry moment na rozpoczęcie odbudowy zszarganego przez niedawne problemy wizerunku.