Equity crowdfunding dla początkujących

Adam Torchała, Bankier.pl
opublikowano: 25-10-2018, 22:00

Kolejne spółki ogłaszają emisje akcji, które ubierane są w szaty crowdfundingu. Pytanie, czy kupno takich akcji to jeszcze inwestycja, czy już konsumpcja?

Skojarzyć spółkę potrzebującą dofinansowania z inwestorem, który gotów jest owo finansowanie zapewnić — to w skrócie equity crowdfunding. Na celowniku są inwestorzy indywidualni, do których kierowana jest oferta zakupu akcji w emisji publicznej. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak IPO, ale są pewne różnice.

Po pierwsze, emisja odbywa się poza rynkiem regulowanym. Nabywający otrzymują więc akcje, które raczej nie będą notowane na giełdzie. Część firm deklaruje jednak późniejsze wejście na giełdę. Cała otoczka, prezentacja oferty i sposób dotarcia do inwestora, które towarzyszą ofercie, żywcem wyjęte są ze standardowych kampanii crowdfundingowych. Te ostatnie jednak zazwyczaj bazowały na elemencie nagrody (z ang. reward). Jeżeli projekt się powiedzie, osoba, która zdecydowała się wesprzeć go swoimi pieniędzmi, otrzymuje nagrodę w postaci np. gotowego produktu, bądź prezentu związanego z firmą. Dlatego też ten sposób zbierania nazywany bywa reward crowdfundingiem. Przykładem tego typu zbiórki może być wrocławska firma Awaken Realms, która w styczniu uruchomiła na kickstarterze zbiórkę na grę planszową Nemesis, wzbogaconą licznymi kartami i figurkami. Każdy, kto dołożył 79 GBP, mógł liczyć w razie powodzenia projektu na otrzymanie gotowej gry. W equity crowdfundingu substytutem nagrody są akcje, bądź udziały. Jeżeli projekt się powiedzie, akcje będzie można sprzedać drożej i zarobić, jeżeli nie, zostaniemy najprawdopodobniej z nic nie wartymi papierami.

Reward crowdfunding internautom jest już dobrze znany, equity crowdfounding dopiero walczy o swoje miejsce w społecznej świadomości. W Polsce rozwija się on ostatnimi czasy bardzo dynamicznie, powstają nawet specjalne platformy, które ułatwiają zbieranie pieniędzy i gromadzą projekty equity crowdfundingowe w jednym miejscu. To przede wszystkim beesfund, gdzie tej pory przeprowadzono 17 ofert, w ramach których zebrano ponad 5 mln zł. Obecnie trwają cztery kolejne, dziewięć jest zaś w przygotowaniu. Na Crowdwayu sześć ofert zebrało łącznie blisko 6 mln zł. Na Zachodzie popularne platformy to Crowdcube, gdzie zebrano do tej pory 2,6 mld zł dla 774 projektów oraz Seedrs, gdzie zebrano 2,2 mld zł dla 694 projektów. Na tej ostatnie w wersji beta ruszył właśnie tego rynek wtórny, na którym inwestorzy mogą handlować papierami wyemitowanymi w ramach equity crowdfundingu.

Lista problemów

Niestety, zazwyczaj inwestorzy takiej okazji nie mają i czekać muszą albo na debiut, albo na innego chętnego, który zgodzi się na odkupienie od nich akcji poza rynkiem. To bardzo utrudnia proces wyjścia z inwestycji. Oczywiście problem znika, gdy spółka osiąga spory sukces albo pojawia się na giełdzie, albo chętni na jej akcje zgłaszają się sami.

Kolejnym poważnym problemem towarzyszącym equity crowdfundingowi jest asymetria informacji. Do przeprowadzenia małej emisji trzeba spełnić naprawdę niewielkie obowiązki informacyjne. Oferta do 1 mln EUR nie wymaga nawet memorandum. Spółki przeprowadzające małe emisje rzadko pokazują raporty finansowe. Dostępne są one jednak w KRS. Prezentacja spółki odbywa się w bardziej „crowdfundingowym” stylu. Spółki przede wszystkim prezentują produkt i jego szanse. I tak Marie Zelie przekonuje, że szyje unikatowe sukienki. Etno Cafe przekonuje, że robi wyjątkową kawę. Browar Jastrzębie przekonuje, że piwach kraftowych drzemie ogromny potencjał. Clotify — że ich aplikacja jest odpowiedzią na odwieczny problem „w co się ubrać?”. Ed Red zapewnia zaś, że jest pionierem technologii „sezonowania” mięsa na sucho.

Jak wycenić projekt, o którym de facto mało wiemy? Przy takiej asymetrii wprost można założyć, że raczej przepłacamy, bo niby czemu dotychczasowi właściciele biznesu mieliby charytatywnie zaniżać cenę? W takie projekty zazwyczaj inwestuje się bowiem w ramach private equity lub venture capital, czyli dofinansowania od inwestorów dysponujących dużym kapitałem, gotowych na wsparcie ryzykownych projektów. Tego typu inwestorzy często przed inwestycją dogłębnie poznają spółki i zapewniają sobie istotny udział w kapitale, który pozwoliłby w pewien sposób wpływać na losy projektu. Inwestor z equity crowdfundingu de facto kupuje kota w worku, w którym ma niewielki udział.

Problemem jest także ocena potencjalnego zarobku. Przewidywania spółek dotycząceszybkiego wzrostu rynku, na którym działają, mogą być nawet i trafne, pytanie jednak, jak to się przełoży na same spółki. Każda branża ma liderów i maruderów. Niewielka ilość informacji i nieznajomość spółki od środka utrudnia ocenę jej potencjału. Gdy zaś kupimy słabą spółkę, to nawet jej perspektywiczna branża może się na niewiele zdać.

Inwestycja czy konsumpcja

Z czysto inwestorskiego punktu widzenia można dyskutować, czy equity crowdfouding pod hasło „inwestycja” można bez zastrzeżeń podciągnąć. W ekonomii obok inwestycji funkcjonuje konsumpcja. I co ciekawe, w equity crowdfundingu pewne elementy konsumpcji możemy znaleźć. Widać to zresztą po samych kampaniach towarzyszących emisjom. Marie Zelie przekonuje inwestorów, że wraz z kupnem akcji inwestor będzie miał wpływ na to, jak będą ubierały się przyszłe pokolenia Polek. „Inwestycja w piękno”, głosi hasło. „Zostań właścicielem browaru” namawia zaś Inna Beczka. Wiele firm używa podobnych haseł. Mają one przekonać inwestora, że kupując akcje stanie się częścią czegoś wielkiego, ważnego.

Kupując akcje w ramach equity crowdfundingu możemy odpowiedzieć na te potrzeby, połechtać ego, zabrać kogoś na kawę do Etno i powiedzieć: „patrz, to moja kawiarnia” (choć mamy ledwie ułamek akcji). Oczywiście giełda też daje taką możliwość, tyle że na giełdzie zdecydowanie dominuje pierwiastek inwestycyjny. Tu zaś rządzi wiara w produkt i chęć spełnienia marzeń/podbudowania ego. To ostatnie to nic innego jak konsumpcja.

Firmy element konsumpcyjny budują zresztą nie tylko hasłami. Akcje dla wielu mogą się wydawać nudne, próbuje się więc wykorzystać ochotę na bonusy, które jeszcze mocniej spajają inwestora z firmą. W niemal każdej ofercie zakup określonego pakietu akcji jest dodatkowo nagradzany. I tak np. za zakup 10 akcji Marie Zelie dostaniemy jednorazowy rabat 20 proc. Za 50 akcji dodatkowo otrzymamy kolejny rabat (300 zł) oraz notes. 150 akcji to już stały rabat itd. Rabaty oferowało Etno, oferują także VR Games i Ed Red. W tym ostatnim przypadku inwestor za zakup ponad 1000 akcji otrzymuje oprócz 30-procentowego rabatu prezent w postaci 10 kg mięsa wołowego, które ma być przyrządzone wedle życzenia.

Matematyka jest dla bonusów bezlitosna i przeważnie wartość bonusów zdecydowanie ustępuje wielkości poniesionego wkładu. Pamiętajmy jednak, że to tylko bonusy, najważniejszym co otrzymujemy inwestując w ramach equity crowdfundingu to akcje. Bonusy mogą jednak stanowić ciekawą drogę dotarcia do inwestora. Dodatkowo samo ubranie emisji akcji w crowdfunding to bardzo sprytny ruch. Sprawia, że na pierwszym planie nie są finanse, ale cała otoczka. Ta zaś budowana jest bardzo umiejętnie. Po finansowanie z tego źródła najczęściej idą firmy innowacyjne, bądź oferujące produkty z segmentu premium. Te zaś trafiają raczej do klasy średniej bądź wyższej, której przedstawiciele mogą chcieć wziąć udział w takim projekcie niekoniecznie z pobudek ekonomicznych.

Warto jednak pamiętać, że aby napić się kawy, nie trzeba kupować kawiarni, tego typu inwestycje obarczone są bardzo dużym ryzykiem. Lampkę ostrzegawczą zapalają nie tylko finanse (wiele spółek jest na wstępnym etapie rozwoju i notuje straty), lecz także forma w jakiej emisje są przeprowadzane. Ryzyko podnosi dodatkowo fakt nienotowania akcji na giełdzie, co w razie problemów utrudnia wyjście. Szczególnie uważać powinni początkujący inwestorzy, tego typu inwestycja jest bowiem dla nich niczym wrzucenie początkującego pływaka na środek głębokiego jeziora. © Ⓟ

Odpowiedz, zanim kupisz

Na jakie pytania powinieneś sobie odpowiedzieć, zanim kupisz akcje crowdfundingowe:

  • Czy mam dostęp do podstawowych informacji finansowych o spółce i jej kondycji?
  • Czy projekt spółki jest na tyle unikalny i potrzebny, że rzeczywiście będzie mógł zaistnieć na rynku?
  • Czy jestem świadom na ile wyceniana jest — według proponowanej ceny akcji — cała spółka?
  • Czy wpłacane pieniądze traktuję bardziej jako inwestycję, czy zwykłe wsparcie projektu?
  • Czy kwota, którą chcę zainwestować, stanowi istotną część moich oszczędności. Jeżeli tak, to czy gotów jestem ją stracić bez poważnego uszczerbku na budżecie?
  • Czy rozważyłem scenariusze zarówno pozytywne, jak i negatywne?
  • Czy wiem gdzie i komu ewentualnie sprzedać akcje, które nabędę?
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała, Bankier.pl

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Equity crowdfunding dla początkujących