Era cyfrowej obsesji

Rewolucja spod znaku digital obejmuje coraz więcej branż i osób. Ale nie brakuje ostrzeżeń przed niekontrolowanym rozwojem nowych rozwiązań

Co chwila pojawiają się nowe wizje opisujące przyszłość, a zmiany dzieją się tak szybko i często, że granica między dziś a jutro zdaje się czasami zamazywać. Na porządku dziennym są hasła typu: globalizacja, zmiany klimatu, galopująca urbanizacja, zmiany demograficzne, a cyfryzacja kolejnych dziedzin ludzkiej aktywności nikogo nie dziwi. Ale w tej perspektywie ginie coś, co powinno być dla nas najważniejsze: człowiek. W 2017 r. nie trzeba nikogo przekonywać, jak wielki wpływ na ludzi ma technologia. Wystarczy spojrzeć na zmiany w życiu codziennym: rodzice z dziećmi komunikują się przez media społecznościowe, sklepy tradycyjne redukowane są do roli co najwyżej showroomów, bo handel przenosi się do sieci, a w podróżach coraz częściej używamy smartfonowych aplikacji.

Zobacz więcej

MASZYNY TO NIE WSZYSTKO: — Już niebawem wszystko, czego nie da się zautomatyzować czy zdigitalizować, stanie się o wiele bardziej wartościowe — mówi Gerd Leonhard, futurysta i autor wielu książek, m.in. „Technology vs. Humanity”. Fot. ARC

— Technologia ma o wiele większy wpływ na nas niż kiedykolwiek dotychczas, a zmiany, jakie wywołuje, są o wiele poważniejsze niż w poprzednich stuleciach, co różni je od konsekwencji wprowadzania maszyn parowych czy mechanizacji transportu. Dzięki dzisiejszej technologii realizacja naszych marzeń, które dotychczas wydawały się tylko snem, jest w zasięgu ręki. Nie tylko z powodu postępu technologicznego, ale też większej dostępności tychże nowinek dla ogółu społeczeństwa — mówi Martin Wezowski, dyrektor ds. technologii w firmie SAP.

Bądź smart, bo zostaniesz w tyle

Cyfrowe technologie, które jeszcze niedawno wydawały się domeną ludzi młodych, teraz są wszechobecne. Posiadanie smartfona to norma, najnowsze osiągnięcia technologiczne są od razu wdrażane w wymagających branżach, np. w usługach medycznych. Internet rewolucjonizuje kolejne sektory i dociera do kolejnych grup społecznych, w tym emerytów, którzy znajdują w sieci rozrywkę, szukają propozycji spędzania wolnego czasu jak również mają możliwości poznawania nowych obszarów wiedzy. Jednak każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony kolejne grupy stają się beneficjentami cyfrowej rewolucji, a z drugiej coraz częściej pojawiają się głosy ostrzegające przed niekontrolowanym rozwojem technologii.

— Generalnie ludzie cenią wygodę i chodzą na skróty zawsze, kiedy to możliwe. Jednakowoż rosnąca ilość cyfrowych interakcji oraz aplikacji wywołuje efekt przesytu ilością kontaktu z siecią, co ja nazywam „cyfrową obsesją”. Technologia staje się dosłownie wszechobecna i rośnie grono ludzi, którzy obawiają się tak rysującej się przyszłości. A takie głosy są równie ważne w publicznej debacie — twierdzi Gerd Leonhard, futurysta i autor wielu książek, m.in. „Technology vs. Humanity”. Przyszłość relacji człowieka z technologią zajmują coraz częściej głowy nie tylko wizjonerów i filozofów, ale również menedżerów i prawników. Pierwszy z brzegu przykład: autonomiczne samochody i wypadki z ich udziałem. Kogo powinno obciążyć się winą: osoby znajdujące się w aucie, producenta pojazdu, programistę, które stworzył kierujący algorytm, czy może konstruktora drogi, bo niewystarczająco zaplanował infrastrukturę transportową? Jak programować system sterujący — tak by dbać przede wszystkim o siedzących w autonomicznym pojeździe czy minimalizować straty u innych uczestników ruchu, nawet kosztem życia czy zdrowia własnych pasażerów? Wpływ najnowszych rozwiązań na nasze życie zaczyna wykraczać daleko poza świat materialny, a także znacząco dotykać stosunków społecznych i stawiać pytania, na które moraliści nigdy do obecnych czasów nie musieli odpowiadać.

— Technologia może mieć o wiele większy wpływ na nasze życie niż dotychczas, bo dopiero teraz mamy takie możliwości. Ale czy je wykorzystamy i jak, to zależy od nas i naszych chęci. Digitalizujemy po kolei praktycznie wszystkie aspekty naszego codziennego funkcjonowania i kolejne sektory gospodarki, a co za tym idzie — to wywołuje coraz głębsze zmiany społeczne. Według mnie diametralnie zmieni się nasze podejście do wielu dziedzin, jak choćby do dystrybucji energii, która — na co wygląda — będzie już niedługo darmowa i dostępna dla wszystkich mieszkańców globu, natomiast pojawią się inne poszukiwane kompetencje i inne media będą nośnikami wartości — stwierdza Martin Wezowski.

Internet jak na wojnie

Fakt połączenia z internetem to dzisiaj oczywistość, a możliwości 4G powodują, że nie jest problemem utrzymywanie sieci na terenach dotkniętych klęską żywiołową czy objętych działaniami wojennymi. Taką sytuację mamy w Somalii, gdzie trwający ponad dwie dekady chaos doprowadził do tego, że jedynym środkiem płatniczym akceptowalnym przez wszystkie strony konfliktu są płatności telefonem. Sieć daje również coś, co przez wieki było zastrzeżone dla wąskich grup społecznych — dostępność wiedzy.

— W powszechnym usieciowieniu widzę potencjał raczej na uporządkowanie nauki, upowszechnienie edukacji i bardziej efektywne wykorzystanie zasobów niż chaotyczne skoki jakości od jednego wynalazku do drugiego, jak to było do tej pory w historii. Sam fakt, że miliardy osób podłączone są do globalnej sieci internetowej, powoduje, że wieści o wydarzeniach na całym globie szybko się rozchodzą, a dotarcie do wiedzy jest dziś tańsze i zajmuje mniej czasu. Niedługo liczba osób podłączonych do internetu wzrośnie o kolejne miliardy — podkreśla Martin Wezowski.

Dotychczasowi dostawcy usług internetowych i energii muszą dodawać coś ekstra: dostęp do wiedzy, ekskluzywny portal z informacjami czy muzyką, specjalnie zaprojektowany dla klientów pakiet finansowy albo zdrowotny czy usługi uznawane do niedawna za czysto rzemieślnicze, jak wizyta hydraulika czy ślusarza. Dostawcy usług za wszelką cenę starają się przeciwstawić zjawisku zwanym „cyfrowym darwinizmem”, czyli sytuacji, w której technologia rozwija się tak szybko, że biznes nie nadąża ze swoimi rozwiązaniami i bardzo trudno jest wykorzystać wszystkie pojawiające się związanez nim szanse. Nie tylko przedsiębiorcy stają w obliczu ciągłych i głębokich zmian, także rynek pracy zostanie wywrócony do góry nogami.

— Z biegiem czasu maszyny przejmą stanowiska pracy, które będzie można zautomatyzować — nie tylko rutynowe czynności, ale prace, które można traktować zadaniowo, czyli zmierzyć łatwo efekt. Dla ludzi oznacza to zniknięcie takich stanowisk, jak kasjer, księgowy czy pracownik call center. Idąc dalej tym tropem, wszystko, czego nie da się zautomatyzować czy zdigitalizować, stanie się o wiele bardziej wartościowe — mówi Gerd Leonhard. Efekty tych zmian będą takie, że poziom edukacji, nie tylko dla pracowników, ale już dla ich dzieci, powinien być nie tylko bardziej płynny i elastyczny — czyli szybciej reagujący na zmiany na rynku pracy — ale będzie wymagał większych nakładów i więcej nauki, i to już teraz, w pokoleniu naszych dzieci. Ponieważ z jednej strony środowisko pracy staje się bardziej elastyczne, rozwijają się też różne, innowacyjne formy telepracy, ale z drugiej od pracownika wymaga się więcej, ponieważ może na własną rękę wzbogacać swoją wiedzę.

— Łatwa dostępność wiedzy w internecie i powstawanie każdego dnia kolejnych ogromnych ilości informacji powoduje nie to, że rywalizacja się zaostrza, tylko wręcz odwrotnie — ludzie mają skłonność do łączenia danych i wynikającej z nich wiedzy. Doszkalanie się, rozwijanie pasji czy zdobywanie nowych umiejętności nigdy nie było tak łatwe. Możemy praktycznie zaprojektować samych siebie i modelować karierę jak projektant, korzystając właśnie z nowych technologii — mówi Martin Wezowski.

Etyka po nowemu

W ciągu 5-7 lat dostęp do internetu może mieć blisko 6,5 miliarda osób. Eksperci zgodnie uważają to za pozytyw, jednak zwracają uwagę na kilka wyzwań, którym będą musieli stawić czoła nowi użytkownicy. Będą oni musieli nauczyć się równoważyć życie online i poza siecią, być w stanie funkcjonować offline oraz być odpornym na wszelkie formy wyłudzenia, manipulacji i podobnych przestępstw. To rola państwa — ono powinno przeprowadzić obywateli przez czas hyperdigitalizacji i zaproponować coś na kształt cyfrowej etyki.

— Technologia to tylko narzędzie, które stworzył człowiek. Pozwala rozwiązywać takie problemy, jak globalne ocieplenie czy problemy z transportem, ale nie rozwiąże problemów społecznych czy politycznych. Powiem więcej: może je nawet uczynić trudniejszymi albo spowodować, że potrzeba rozwiązania tego czy innego problemu stanie się pilniejsza. Tak więc technologia sama w sobie jest martwym narzędziem, a ożywić je mogą politycy i liderzy społeczni, którzy to rozumieją i są w stanie zaprzęgnąć ją do służby ludzkości — podkreśla Gerd Leonhard.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Gozdowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Era cyfrowej obsesji