Eureko łatwo nie wygra w sądzie
Zdaniem prawników, konsorcjum Eureko/BIG BG będzie miało trudności z odzyskaniem kontroli nad PZU przed polskim sądem. Równie trudne może okazać się uzyskanie odszkodowania, którego inwestorzy domagać się będą od Skarbu Państwa.
Odsunięte od władzy w PZU konsorcjum Eureko/BIG BG, które posiada 30 proc. akcji towarzystwa, zamierza przed sadem dążyć do odzyskania wpływów we władzach towarzystwa. W wyniku głosowania grupami, odbywającego się w nocy z poniedziałku na wtorek, w radzie nadzorczej PZU nie znaleźli się przedstawiciele inwestorów. Tymczasem, zgodnie z umową prywatyzacyjną podpisaną przez Skarb Państwa i konsorcjum Eureko/BIG BG, w radzie tej powinni znaleźć się czterej przedstawiciele inwestorów, czterej przedstawiciele SP i niezależny przewodniczący.
Trudno podważyć
— Przepis nowego kodeksu spó- łek o głosowaniu grupami jest nadrzędny nad zapisami statutu i nad innymi postanowieniami umownymi. Nie może być on zatem ograniczony zapisami statutu ani umowy prywatyzacyjnej — twierdzi Leszek Koziorowski, prawnik z kancelarii prawnej Beata Gessel i Wspólnicy.
SP i konsorcjum mogły co prawda zastrzec w umowie, że nie będą zgłaszać wniosku o głosowanie grupami, lecz nie znalazł się on w dokumencie. Nawet jednak taki zapis nie mógłby ograniczyć ważności głosowania grupami. Aby wszechstronnie się zabezpieczyć, wniosek o głosowanie grupami został zresztą zgłoszony przez osobę trzecią — emerytowaną pracownicę PZU Alinę Świderską, reprezentowaną przez mecenasa Andrzeja Wyglądałę.
— Osoba trzecia miała pełne prawo zgłosić taki wniosek, wybór uskutecznił się. Tak wybrana rada nadzorcza może działać w spółce — twierdzi Leszek Koziorowski.
Konsorcjum może wiązać jeszcze nadzieje z pozwem o uznanie całego walnego zgromadzenia za nieważne. Jego termin wyznaczony był bowiem na 8 stycznia, a faktycznie odbyło się ono w nocy 9 stycznia. Formalnie co prawda zostało ono otwarte jeszcze w wyznaczonym dniu, ale nie o oznaczonej godzinie i z naruszeniem porządku obrad.
Niepoliczalne straty
Konsorcjum będzie też dochodzić odszkodowania od Skarbu Państwa z powodu przeszłych i przyszłych strat spowodowanych niemożnością kontroli nad PZU i realizowania zapisów umowy prywatyzacyjnej. Ministerstwo będzie jednak starannie się bronić.
— Podejrzewam, że minister Andrzej Chronowski będzie się starał o zawieszenie postępowania do czasu rozstrzygnięcia procesu o unieważnienie umowy, czego przecież sam się domaga — twierdzi Radosław Drozd z kancelarii prawnej T. Górski i J. Jawdosiuk.
Odszkodowania Eureko może żądać jednak niezależnie od tego, czy sąd stwierdzi ważność czy nieważność umowy prywatyzacyjnej.
— Roszczenie z umowy może wynikać nie tylko z jej zapisów, ale także być oparte na tym, co zostało zapisane na etapie negocjacji. Istotny jest tzw. zgodny zamiar stron — twierdzi Leopold Komornik, wspólnik kancelarii prawniczej Leopold Komornik i Partnerzy.
Sprawa o odszkodowanie jest jednak szczególnie trudna. Zwłaszcza jeżeli dotyczy nie uzyskanych korzyści, a takie m.in. roszczenie zamierza wysunąć Eureko.
— Bardzo trudno jest przedstawić przekonujące wyliczenie takich utraconych korzyści i poprzeć je dowodami. Sądy z rezerwą podchodzą do takich żądań — dodaje Leszek Koziorowski.