Euro bez optymalnego obszaru walutowego

Stanisław Albinowski
25-01-2002, 00:00

Na marginesie komentarza sprzed dwóch tygodni zapytano mnie (nie bez uszczypliwości), jakiego to — moim zdaniem — potwierdzenia euro jeszcze wymaga. Czy nie wystarcza, że zostało bezawaryjnie wprowadzone i przez 300 milionów ludzi z miejsca akceptowane? Tak, była to operacja bez precedensu w dziejach — zarówno pod względem skali przedsięwzięcia, jak imponującej perfekcji logistycznej. Ale do najtrudniejszego i decydującego sprawdzianu euro dopiero przystąpi — na polu ekonomicznym.

Zacznijmy od prostego pytania: jakie następstwa przyniesie wzmocnienie pozycji (kursu) euro wobec dolara? Pierwszy, natychmiastowy wręcz skutek to pogorszenie warunków tej części unijnego eksportu, która jest rozliczana w dolarach. W interesy państw Eurolandu ugodzi to w sposób zróżnicowany, wymuszając poprawę konkurencyjności innymi środkami niż kurs walutowy. W krótkim okresie oznacza to mniej lub bardziej drastyczną redukcję kosztów, głównie drogą obniżenia płac lub (i) zatrudnienia. Między poszczególnymi państwami powstaną napięcia społeczne, i to w skali ponadproporcjonalej do siły realnych bodźców rynkowych, co oczywiście wpłynie ujemnie na integrację polityczną UE. Podobnie ma się rzecz z polityką koniunkturalną. Europejski Bank Centralny ustala jedną stopę procentową, ale dla kraju w stanie recesji może ona być za wysoka, a dla kraju w fazie przegrzanej prosperity — za niska. O tym zaś, jak wielkie różnice wystąpiły w krajach eurostrefy pod względem wzrostu PKB, osiągniętego w latach 1992-2001 — świadczy najlepiej poniższy diagram.

Naszkicowany scenariusz ukazuje oczywiście sytuację krańcową, ale praktycznie — możliwą. Możliwość ta bierze się stąd, że — co zauważa nawet „Wirtschaftswoche” — eurostrefa nie stanowi bynajmniej optymalnego obszaru walutowego. A jego istnienie — w myśl teorii Roberta Mundella z roku 1961 (Nobel dopiero 2002) — jest przesłanką funkcjonowania wspólnoty walutowej. Odstraszającym przykładem pochopnej integracji walutowej w całkowicie odmiennych warunkach ekonomiczno-socjalnych jest aktualny kryzys argentyński.

Obszar walutowy jest optymalny tylko w dwóch konfiguracjach: albo wówczas, gdy wszystkie warunki działalności gospodarczej są do siebie zbliżone, albo wtedy gdy rynki towarowe, finansowe i pracy oraz czynniki produkcji (kapitał i praca) są tak elastyczne i mobilne, że kurs walutowy przestaje być konieczny dla amortyzowania zmian w realnej sferze gospodarki. W Eurolandzie żadna z tych konfiguracji nie występuje.

Między poszczególnymi krajami rosną natomiast różnice w tempie wzrostu gospodarczego, w poziomie inflacji, w wysokości salda budżetów (te ostatnie sięgają od plus 3,7 proc. w Finlandii do minus 2,5 proc. w Niemczech). Okazuje się ponadto, że osławione kryteria konwergencji z Maastricht przymierzono na dobrą koniunkturę. Gdyby dziś tworzono Europejską Unię Monetarną, to — według ówczesnych kryteriów — nie weszłyby do niej Hiszpania, Portugalia, Holandia, a nawet Irlandia — unijny idol naszych telewizyjnych krasomówców.

Warunki działalności gospodarczej w UE miały się do siebie zbliżać na skutek postępu procesów integracyjnych. W praktyce jednak dochodzi również do pogłębienia rozpiętości. Szczególnie istotne są dwa obszary problemu: ceny i rozwój regionalny. Prezentacją tych zagadnień zajmę uwagę Czytelników w najbliższych komentarzach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław Albinowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Euro bez optymalnego obszaru walutowego