Początek tygodnia na rynku walutowym był ospały, mimo że powodów do aktywnego handlu nie brakowało. Inwestorzy zaskakująco nie przywiązali większej uwagi do wyniku wyborów parlamentarnych w Niemczech, gdzie choć zwycięstwo partii CSU kanclerz Angeli Merkel było zgodne z oczekiwaniami, to jednak zabrakło głosów do uzyskania absolutnej większości. Niezależnie jak potoczą się negocjacje koalicyjne, polityka Niemiec wobec przyszłości strefy euro nie powinna ulec zmianie, jednak wnioski te nie przełożyły się na wsparcie notowań euro.
Sentyment wobec Eurolandu popsuły raczej rozczarowujące odczyty indeksów PMI. Inwestorzy najwyraźniej „przejęli” się spadkiem wskaźnika aktywności przemysłu do 51,1 pkt z 51,4 miesiąc wcześniej (przy prognozie 51,7), choć dla sektora usługowego indeks wzrósł mocniej od oczekiwań (52,1, prognozowano 51, poprzednio 50,7).
W rezultacie obserwowaliśmy osuwanie się EUR/USD poniżej 1,35, jednak tempo spadku było ślimacze, co świadczy o tym, że rynek nie ma dużego przekonania do rezygnacji z antydolarowych pozycji, jakie narosły w reakcji na zeszłotygodniową decyzję Fedu o odroczeniu redukcji QE3. Jest bardzo możliwe, że popyt na euro może znów się uaktywnić, o ile otrzyma stosowny impuls. Takim sygnałem może być dzisiejszy odczyt indeks Ifo z Niemiec (publikacja o godz. 10). Jeśli optymizm niemieckich przedsiębiorców okaże się powyżej oczekiwań (108,4), kurs EUR/USD może celować w ostatnie szczyty (1,3568).