Euro nie będzie bohaterem hossy

Od przynajmniej kilku lat zwyżkom na giełdach towarzyszył słabnący dolar. Ostatnie miesiące wystawiają tę zależność na poważną próbę

Przez blisko dekadę najlepsze zyski inwestorom przynosiły rynki wschodzące. Zakupy ryzykownych aktywów były zwykle finansowane dolarem, który był tani dzięki łagodnej przez większą część tego okresu polityce Fedu. Wzrostowi rynkowego apetytu na ryzyko (i zwyżkom na światowych rynkach akcji) towarzyszyło więc słabnięcie amerykańskiej waluty.

Dobra koniunktura w Ameryce oznaczała dobrą koniunkturę na świecie. To tylko zwiększało chęć do inwestowania tam, gdzie potencjał zwyżek był największy. Doszło do tego, że — paradoksalnie — na dobre dane z gospodarki amerykańskiej inwestorzy często reagowali wyprzedażą dolara. Ta era powoli mija.

Słabnąca zależność

Ostatnio takiego powiązania próżno już szukać. Od listopada korelacja między kursem EUR/USD a wskaźnikiem MSCI odzwierciedlającym zachowanie giełd z rynków dojrzałych wyniosła -0,44. To oznacza, że zwyżkom na rynkach akcji częściej towarzyszyło umocnienie niż osłabienie dolara.

To duża zmiana, bo w ciągu ostatnich 9 lat korelacja ta była dodatnia — sięgała 0,62 (to dość wysoka korelacja — współczynnik sięgający 1 oznacza bowiem pełną zależność, podczas gdy wynoszący 0 to zupełny brak powiązania).

— Ostatnio zachowanie rynku było zupełnie sprzeczne z tym, do czego byliśmy przyzwyczajeni. W tym wypadku było jednak zupełnie racjonalne — mówi Wojciech Białek, analityk CDM Pekao.

Jak wyjaśnia, inwestorzy sprzedawali euro w związku z faktycznym rozpoczęciem dodruku pieniądza przez Europejski Bank Centralny (EBC). W tym czasie doszło do wyraźnej poprawy na amerykańskim rynku pracy, a perspektywy największej gospodarki świata zaczęły się malować w bardziej korzystnych barwach. Dolar się więc wzmacniał, a Wall Street radziła sobie lepiej niż parkiety ze Starego Kontynentu. — To świetnie wpisało się w schemat przepływu kapitału do USA — twierdzi Wojciech Białek.

Łatwiejszy pieniądz

Rynek zaczął funkcjonować na opak wkrótce po objęciu stanowiska prezesa EBC przez Mario Draghiego. Włoch dwukrotnie obniżył stopy procentowe, stara się też zapewnić bankom nieograniczony dostęp do płynności. A to osłabia europejską walutę. Może sprawić wręcz, że globalni gracze, którzy do tej pory finansowali swoje inwestycje kredytami zaciągniętymi w dolarze lub jenie, przesiądą się do pociągu zwanego euro.

— Coraz częściej ryzykowne aktywa kupowane są za kredyty zaciągane we wspólnej walucie — mówi Ian Stannard, szef strategii rynku walutowego w banku Morgan Stanley. To wróży dobrze światowym giełdom, gorzej — notowaniom europejskiej waluty. Wciąż niżej oprocentowane są jednak dolar i jen. Skąd zatem popularność, jaką euro zdobywa jako waluta służąca do finansowania?

Słabsze perspektywy

— Perspektywy gospodarek USA i Japonii rysują się w nieco bardziej korzystnych barwach na tle strefy euro — wyjaśnia Tim Riddell, szef działu analiz w Australia and New Zealand Banking Group.

To zaś oznacza możliwość dalszych obniżek stóp procentowych EBC. Ekonomiści ankietowani przez agencję Bloomberg spodziewają się w tym roku jeszcze jednego takiego posunięcia. W grudniu koszt pieniądza w strefie powinien sięgnąć 0,75 proc. Mario Draghi będzie chciał w ten sposób wesprzeć zagrożony przez cięcia budżetowe wzrost gospodarczy krajów unii walutowej. Tymczasem w USA powoli zaczyna się odliczanie do podwyżki stóp (perspektywa jest wciąż bardzo odległa — rynek spodziewa się tego dopiero za 2,5 roku).

Efekty działań EBC już widać. Za euro płaci się poniżej 1,30 USD, a giełdy zdołały wreszcie odbić się od dna. Tym razem inwestorzy na zakupy akcji, surowców i walut z rynków wschodzących idą jednak z kieszeniami wypchanymi euro, a nie, jak to było przez długie lata, dolarami.

Jak wylicza agencja Bloomberg, od listopada kupno za euro oferujących wysoką rentowność walut (tzw. strategia carry trade) przyniosło zyski sięgające 7,8 proc. Jeżeli jednak inwestor taką strategię sfinansowałby jenem, poniósłby w tym czasie straty, a zyski z podobnej transakcji opłaconej dolarem byłyby jedynie symboliczne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Euro nie będzie bohaterem hossy