Zdaniem Lesława Pagi, prezesa firmy doradczej Deloitte & Touche, wprowadzenie euro do powszechnego użytku zwróci wreszcie uwagę naszych przedsiębiorców na zmiany, jakie czekają ich po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Problem w tym, że na razie dostęp do takich informacji jest niezwykle trudny.
Debiut euro zwiększy zainteresowanie Unią Europejską
— Euro będzie na Starym Kontynencie rewolucją. Jest wiele niepewności co do zachowania wspólnej waluty w najbliższych miesiącach. Jednak ta decyzja ułatwi kontakty handlowe i życie mieszkańców Unii. Osobiście wybieram się w styczniu na narty i naprawdę cieszę się, że będę mógł już używać wspólnej waluty europejskiej — mówi Lesław Paga.
Tłumaczy, że dla jego firmy jedna waluta rozliczeniowa to żadne novum, ponieważ D&T „od zawsze” księguje operacje w USD.
— To bardzo pomaga, bo nasi pracownicy w różnych krajach mają świadomość istnienia jednej miary ich działań, niezależnej od wahań kursów walut lokalnych — tłumaczy prezes Paga.
Uchyla się od prognozowania, kiedy euro stanie się obowiązującą walutą także w Polsce.
— Za wcześnie na jakiekolwiek spekulacje. Pewne jest, że przystąpienie do unii monetarnej leży w interesie Polski. Tak samo jak przystąpienie do UE, które powinno być dziś naszym absolutnym priorytetem — dodaje prezes Paga.
Prezes D&T zwraca uwagę, że kluczowym problemem, nie tylko w kontekście euro, ale przystąpienia do UE, jest niski poziom świadomości Polaków.
— Założyliśmy kiedyś, że wejście do Unii jest w interesie wszystkich Polaków, ale przy kłopotach bytowych sporej części społeczeństwa pojawiają się lęki związane z UE, podsycane przez awanturników politycznych — mówi Lesław Paga.
Jego zdaniem, najwyższa już pora na rozpoczęcie oficjalnej kampanii uświadamiającej szanse stojące przed Polską.
— Do referendum w 2003 r. zostało niewiele czasu, a rząd koncentruje się jedynie na negocjacjach, a nie na edukowaniu społeczeństwa. Jeśli tego nie zrobi, nie znajdzie dość zwolenników dla naszej akcesji — ostrzega Lesław Paga.
Brak wiedzy o prawach rządzących Unią może być szczególnie groźny dla polskich firm. Tymczasem, według Lesława Pagi, dotychczas nasi przedsiębiorcy w ogóle o tym nie myśleli.
— Do tej pory popyt na takie informacje był w Polsce minimalny. Polski przedsiębiorca z reguły więc nie wie, na jakie uprawnienia może liczyć, o jakie certyfikaty powinien się postarać, co zmieni się w jego branży itd. Wprowadzenie euro i zbliżający się finał negocjacji zwiększą u przedsiębiorców świadomość czekających ich zmian. Euro powinno spowodować w sensie mentalnym „przyspieszenie” myślenia o UE. Ci, którzy nie przygotują się na czas, przegrają w konkurencji na rynku europejskim — uważa Lesław Paga.
W połowie grudnia „Wall Street Journal” opublikował wyniki badania, z którego wynikało, że Polacy — w odróżnieniu od Czechów i Węgrów — nie palą się do rezygnacji z własnej waluty.
— Nie jestem zdziwiony, że nastroje w Czechach i na Węgrzech są bardziej optymistyczne niż u nas. To jest szerszy problem, wynikający m.in. z poziomu sprywatyzowania gospodarki i opinii o inwestorach zagranicznych. Na Węgrzech, gdzie prywatyzacja poszła znacznie dalej, są oni postrzegani znacznie lepiej niż w Polsce — uważa Lesław Paga.
Co z tego wynika? Zdaniem naszego rozmówcy, choćby tyle, że w sprawie lokalizacji dla przyszłych wspólnych zakładów Toyoty i francuskiego PSA polscy decydenci byli mniej przekonujący niż ich konkurenci z południa. Ostatecznie fabryka stanie w czeskim Kolinie, a nie w Dąbrowie Górniczej.
— Kraj, w którym powstaje taki zakład, ma nie tylko pracę dla tysięcy ludzi, ale też dodatkowy atut w kontaktach z innymi koncernami. Dlaczego my, mając do czynienia z szybko rosnącym bezrobociem, robimy wrażenie, jakby nam nie zależało ani na tej fabryce, ani na żadnej innej — pyta z goryczą Lesław Paga.