EUROforia

Kamil Zatoński
opublikowano: 2010-05-11 00:00

Giełdy rosły wczoraj jak

Indeksy wystrzeliły w górę po przyjęciu planu stabilizacyjnego dla Europy.

Powtórki z falowania rynków po uchwaleniu amerykańskiego TARP-u ma nie być

Giełdy rosły wczoraj jak

szalone. Analitycy mówią:

europejski plan pomocy jest

konkretny i powinna

uspokoić nerwy inwestorów.

WIG20 rósł wczoraj nawet o 5 proc. (warto zauważyć, że przy niskich obrotach), a i tak był to jeden z najsłabszych wyników w Europie. Francuski CAC 40 zyskiwał 8 porc., DJ Euro Stoxx 50 rósł o 9 proc., indeksy giełd w Lizbonie i Atenach szły w górę po blisko 10 proc., a w dwucyfrowym tempie straty z ubiegłego tygodnia odrabiały węgierski BUX (+11,3 proc.) i hiszpański IBEX 35 (+14,4 proc.). W tym ostatnim indeksie prym wiedli przedstawiciele sektora finansowego, których akcje drożały średnio po blisko 20 proc.

Pożar ugaszony

Decyzjom unijnych włodarzy przyklasnęli nie tylko inwestorzy, ale też analitycy.

— Plan pomocy pokazuje, że Europejski Bank Centralny (ECB), Unia Europejska i MFW potrafią działać sprawnie i szybko, choć po ubiegłotygodniowej konferencji przedstawicieli ECB większość inwestorów w to zwątpiła — komentuje Andrew Garthwaite, strateg Credit Suisse.

Zdaniem Tomasza Czarneckiego, maklera CDM Pekao, zadeklarowana pomoc jest na tyle konkretna, że powinna ustabilizować sytuację na dłuższy czas.

— Można powiedzieć, że strefa euro przechodzi pozytywnie przez pierwszy poważny kryzys — mówi Tomasz Czarnecki.

Specjalista nie obawia się powtórki z sytuacji sprzed kilkunastu miesięcy, kiedy po chwilowej euforii po zatwierdzeniu programu TARP (amerykański program pomocy dla banków; przeznaczono na niego 700 mld USD — red.) inwestorzy znów zaczęli wyprzedawać akcje. Uświadomili sobie bowiem, że ogromna skala programu odzwierciedla rozmiar problemów amerykańskich instytucji finansowych.

— Obawy o skalę problemu i powagę sytuacji oczywiście mogą się pojawić, niemniej wydaje się, że o rozmiarach kłopotów wiadomo było nie od dziś. Według mnie obecnie dla inwestorów ważne może być to, że pojawiły się konkretne działania i rośnie zaangażowanie w chęć rozwiązania problemu ze strony organów europejskich i determinacja w dążeniu do zapobieżenia groźniejszym skutkom — ocenia Jacek Buczyński, analityk Deutsche Banku.

Potrzebna stabilizacja

Specjalista ostrzega, by nie popadać w hurraoptymizm.

— Skala wczorajszych wzrostów jest oczywiście odrębną kwestią i być może po tak mocnych zwyżkach znów nastąpi wyhamowanie, a nawet osłabienie. Można jednak przypuszczać, zę część inwestorów zdała sobie sprawę z roli, jaką w poprzedzających spadkach odegrał czynnik emocjonalny — mówi Jacek Buczyński.

Zgadza się z nim Tomasz Czarnecki z CDM Pekao.

— Reakcję rynku rzeczywiście można ocenić jako przesadną i zbyt optymistyczną. Dlatego do końca tygodnia szanse na dalsze wzrosty są niewielkie i sądzę, że po wczorajszym wyskoku rynki pozostaną w pobliżu bieżących wartości — uważa Tomasz Czarnecki z CDM Pekao.

— Odbicie jest naturalnym technicznym zjawiskiem po ostrej ubiegłotygodniowej wyprzedaży. Może ono potrwać dwie-trzy sesje. Jest jednak za wcześnie żeby wysuwać zdecydowane prognozy co do zachowania rynku w średnim terminie. Obecnie rynki będą pozytywnie dyskontowały weekendowe decyzje UE i EBC i dopiero druga połowa tygodnia, najpewniej po debiucie PZU, może odpowiedzieć na pytanie o trwałość odbicia — mówi Paweł Kubiak, makler DM BZ WBK.