W tym roku Eurogeddon, nastawiony na rozpad strefy euro, zarobił prawie 9 proc., a przez ostatni miesiąc zyskał ponad 4 proc. W tym czasie WIG20 zanurkował o odpowiednio — 6 i 5,5 proc. To pokazuje, że fundusz, który gra na spadki polskiego WIG20, niemieckiego DAX, francuskiego CAC40 i europejskiego Stoxx, a także obstawia wzrost cen złota i spadek cen obligacji krajów peryferyjnych, może udzielić schronienia inwestorom, gdyby Wielka Brytania opowiedziała się za opuszczeniem Unii Europejskiej.
Na złe czasy fundusz czeka od lutego 2012 r. Co prawda, w tym okresie kilkakrotnie wypływał na fali np. greckich problemów, ale ostatecznie od tego czasu stracił ponad 50 proc. Teraz znów ma szansę na odrobienie części strat. Eksperci nie mają wątpliwości, że gdy zrealizuje się pesymistyczny scenariusz, to na giełdach europejskich poleje się krew, a to idealne warunki dla Eurogeddonu.
— Funt się osłabi, a jen, dolar i frank się umocnią. Nastąpi również wzmocnienie obligacji krajów bazowych, mimo że już są na bardzo niskich poziomach. Na peryferiach będziemy mieli wyprzedaż obligacji 10-letnich takich krajów, jak Portugalia, Włochy, Grecja, Hiszpania. Wyprzedaż nastąpi również na rynku akcji, szczególnie w krajach wschodzących — prognozuje Zbigniew Jakubowski, wiceprezes Union Investment TFI.
Eurogeddon nie jest jednak funduszem na każdą kieszeń — na wejściu trzeba mieć równowartość 40 tys. EUR. Podobnie jest jednak również u rywali. Na polskim rynku dostępne są trzy rozwiązania typu short, których celem jest zarabianie, gdy indeksy nurkują. Próg wejścia do Quercusa i Ipopemy wynosi odpowiednio 200 i 160 tys. zł. Altus do zarabiania na spadkach WIG20 zaprasza od 1 tys. zł. Wszystkie trzy funduszezyskały od początku roku od 1,5 do 4,3 proc.