Europa chce sięgać po imigrantów

Janusz Lewandowski
opublikowano: 2008-11-14 00:00

Starzejąca się Europa obliczyła swoje przyszłe potrzeby i okazało się, że zabraknie około 20 mln rąk do pracy w okolicach roku 2050. Gdyby udało się zwiększyć poziom aktywizacji zawodowej do standardów Skandynawii, nie byłoby problemu. Ale się nie uda. Polska — jako kraj młodych emerytów i tysięcy udawanych rencistów — wydaje się bliższa europejskim normom, niż Skandynawia.

Dlatego Unia Europejska wymyśliła tzw. niebieską kartę, by w kontrolowany i selektywny sposób sięgnąć po zasoby pracy z innych kontynentów. Ściślej biorąc, skopiowała amerykańską Green Card, dodając parę rygorów (europejska wersja daje dwuletnie prawo pracy, gdy amerykańska stały pobyt). Europa chciałaby ukrócić nielegalną imigrację, a legalną przesiewać przez sito kwalifikacji. Stąd wymóg trzyletniego doświadczenia zawodowego i dyplomu ukończenia studiów, o ile jest on w Unii honorowany. Dotychczasowa imigracja była zaprzeczeniem tych kryteriów. Za to Australia, Kanada i USA stawiały warunki i brały, co chciały.

Polska — tradycyjny dostawca gastarbaiterów — patrzy na niebieską kartę z mieszanymi uczuciami. Sięganie po fachowców spoza Unii ma sens tylko wtedy, gdy nie można ich znaleźć we wspólnocie 27 krajów. Logicznym wymogiem jest uprzywilejowanie unijnych obywateli, a przecież natrafiają oni w Niemczech czy w Austrii na formalne bariery. Wspólna polityka imigracyjna jest potrzebna, ale uzupełniona przez wewnętrzną swobodę rynku pracy, która pozostaje niespełnionym ideałem.

Janusz Lewandowski

europoseł Platformy Obywatelskiej