Przełamanie weta w tym Sejmie jest niewykonalne

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-09-02 18:07

Przepis Konstytucji RP jest niedookreślony i nie wyznacza Sejmowi żadnego terminu rozpatrzenia weta, a przecież dopiero to głosowanie kończy ścieżkę legislacyjną danej ustawy.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Pierwsze posiedzenie Sejmu po jego powrocie z miesięcznej przerwy wakacyjnej przebiega w cieniu afery Zondacrypto. Strona rządowa ujawnia coraz więcej szczegółów obciążających za udział w gigantycznym przekręcie giełdy nie tylko opozycję, lecz przy okazji także środowisko prezydenta. Obwiniani przyjęli taktykę konsekwentnego odbijania argumentacji i przekierowywania odpowiedzialności na obecny rząd za zaniechania jego służb. Integralną częścią kryptopakietu będzie piątkowe głosowanie Sejmu w sprawie odbicia za trzecią próbą weta prezydenta wobec ustawy o rynku kryptoaktywów. Dosyć karkołomna jest podejmowana kolejny raz przez Donalda Tuska próba wizerunkowego sklejenia tej ustawy z aferą. Chłodne analizy prawne wskazują przecież, że nawet gdyby ustawa została podpisana przez Karola Nawrockiego za pierwszym razem i weszła w życie na początku roku, to i tak nie uchroniłaby naiwnych inwestorów od pochłonięcia ich milionów przez zarejestrowaną w UE, a konkretnie w Estonii, giełdę Zondacrypto. Najbardziej zdumiewa apelowanie przez premiera do posłów PiS i obu Konfederacji o wykrzesanie w głosowaniu nad prezydenckim wetem resztek honoru. Opozycja odbijając piłkę, proponuje szefowi rządu KO spojrzenie w lustro.

Przypomnę wyniki dwóch pierwszych setów kryptomeczu Donalda Tuska z Karolem Nawrockim. Pierwsza ustawa o rynku kryptoaktywów uchwalona została 7 listopada 2025 r., prezydent zawetował ją 1 grudnia, Sejm zaś podjął próbę kontrataku 5 grudnia z następującym efektem — próg trzech piątych głosów (liczony od 435 posłów obecnych) wynosił 261, wynik zaś brzmiał 243:192, czyli zabrakło 18. Drugie podejście to niemal kopia ustawy uchwalona 18 grudnia 2025 r., weto z identyczną argumentacją prezydenta pochodziło z 12 lutego 2026 r., a próba jego przełamania nastąpiła 17 kwietnia z takim efektem — próg trzech piątych (liczony tym razem od 437 posłów) wynosił 263, wynik zaś brzmiał 243:191, czyli zabrakło 20. Bilans głosów za/przeciw w politycznym drugim secie różnił się od pierwszego dosłownie o cyferkę. Stawiam każde pieniądze, że w piątek wynik trzeciego seta wyświetlony na tablicy Sejmu będzie bardzo podobny. Dla kalendarzowego porządku przypomnę, że trzecia kopia ustawy o kryptoaktywach pochodzi z 15 maja, weto z 11 czerwca, zaś Sejm ponownie zagłosuje 4 września.

Odmawiając podpisania jakiejś ustawy — bez kierowania jej do Trybunału Konstytucyjnego (TK) — prezydent RP absolutnie nie wyrzuca jej do kosza. Ogłaszając tzw. weto, zwraca ustawę Sejmowi z umotywowanym wnioskiem o ponowne jej rozpatrzenie, ale bez tykania choćby przecinka, i ewentualne uchwalenie większością trzech piątych głosów liczoną od stanu posłów obecnych, stąd te minimalne różnice w przypomnianych powyżej wynikach. Po ewentualnym sukcesie Sejmu pokonanemu prezydentowi nie przysługuje już kierowanie ustawy do TK, podpis składa przymusowo niezwłocznie i następuje jej publikacja w Dzienniku Ustaw.

Powszechne przekonanie, że weto równa się końcowi ustawy, wynika wyłącznie z relacji polityczno-arytmetycznych. Próg przełamania weta — teoretycznie to 276 głosów przy obecności 460 posłów, faktycznie zawsze potrzeba trochę mniej — przy Sejmie pękniętym na dwa zwalczające się bloki podobnej wielkości jest z definicji nieosiągalny. Notabene przepis Konstytucji RP jest niedookreślony i nie wyznacza Sejmowi żadnego terminu rozpatrzenia weta, a przecież dopiero to dodatkowe głosowanie kończy ścieżkę legislacyjną danej ustawy. Nie tylko dwie kadencje Andrzeja Dudy, lecz także kadencja Bronisława Komorowskiego ugruntowały społeczne oraz polityczne przekonanie, że dzięki pióru podpisowemu prezydent jest w stu procentach panem losów ustaw. Obaj wspomniani prezydenci mieli komfortowe warunki działalności, albowiem stery rządów trzymali ich partyjni pobratymcy. W epoce Aleksandra Kwaśniewskiego bywało różnie, ale podczas jego czteroletniej kohabitacji z rządem Jerzego Buzka w konfrontacjach podpisowych także wygrywał. W całych dziejach III RP od uchwalenia nowej konstytucji tylko kadencja Lecha Kaczyńskiego stała pod znakiem realnych starć wetowych, w których prezydent czasem z Sejmem wygrywał, ale również przegrywał w zależności od rodzaju ustawy. Karol Nawrocki od pierwszych godzin swojej kadencji wszedł w ostrą konfrontację z politycznym przeciwnikiem, ale arytmetycznie również może być pewien mocy swojego pióra. Reasumując — efekt piątkowego starcia w sprawie kryptoaktywów jest oczywisty i całe napięcie wobec tego głosowania Sejmu to sztucznie rozdymany balon.