Czytasz dzięki

Europa jest taka, jaką ją tworzymy

opublikowano: 16-09-2020, 22:00

Coroczne orędzie o stanie Unii Europejskiej (UE), wygłaszane przez przewodniczącego Komisji Europejskiej (KE) przed Parlamentem Europejskim (PE), wzorowane jest na amerykańskim orędziu prezydenta o stanie państwa.

Ursula von der Leyen wczoraj wygłosiła je pierwszy raz. Wyborczy rok 2019 był nietypowy, wtedy dwukrotnie prezentowała exposé, skonstruowane bardziej pod wyniki głosowań PE. Najpierw w lipcu przewodnicząca KE została wybrana z niewielką przewagą 383:327, przy 22 europosłach wstrzymujących się i 19 nieuczestniczących. Potem w listopadzie skompletowaną z trudem KE zatwierdzono zbiorowo już znacznie pewniej 461:157, przy 89 europosłach wstrzymujących się i 44 nieuczestniczących.

Europoseł Ryszard Legutko z PiS skrytykował przejmowanie przez instytucje UE uprawnień państw członkowskich.
Zobacz więcej

Europoseł Ryszard Legutko z PiS skrytykował przejmowanie przez instytucje UE uprawnień państw członkowskich. Philippe BUISSIN

Na początku kadencji zadaniem nowej KE i całej wspólnoty było uzgodnienie wieloletnich ram finansowych (WRF) 2021-27. Jeszcze w lutym 2020 r. brak kompromisu na szczycie Rady Europejskiej (RE) uznano za zwyczajowe niepowodzenie pierwszej próby i odejście budżetu na drugi krąg. Jednak kilka tygodni później epidemia COVID-19 wszystko przewartościowała i standardy się rozsypały. W tym kontekście osiągnięcie przez RE w lipcu 2020 r. kompromisu, ułatwionego dzięki stopieniu zwyczajnych WRF oraz nadzwyczajnego koronafunduszu NGEU (Next Generation European Union), było naprawdę osiągnięciem. Wczoraj Ursula von der Leyen ważną część wystąpienia poświęciła właśnie NGEU, m.in. rysując perspektywę tzw. zielonego ładu (czytaj obok).

Parlamentarne orędzia o stanie UE rządzą się swoimi prawami. Przewodniczący KE zawsze podkreślają konieczność jedności wspólnoty, dzięki której jest ona zdolna do pokonywania wszelkich przeszkód, również takich jak zdradliwa epidemia COVID-19. Ursula von der Leyen potwierdziła zamiar zorganizowania konferencji na temat przyszłości Europy. Zapewne chodzi o tzw. konferencję międzyrządową, której następstwem będzie nowelizacja traktatów. Chyba już dojrzały, wszak ostatnia nowelizacja lizbońska została wynegocjowana i podpisana w 2007 r., zaś w życie weszła w 2009 r. Bezdyskusyjnie nastąpi jednak otwarcie puszki Pandory, co wynikało m.in. z debaty PE towarzyszącej orędziu.

Rządowi polskiemu nie mogło spodobać się zaakcentowanie kwestii praworządności. To kategoria niedoprecyzowana traktatowo, ale w unijnej praktyce krystalizują się trzy jej filary: wolność mediów, niezawisłość sądów oraz akceptacja LGBT. W Polsce tzw. dobrej zmiany wciąż najmocniejszy pozostaje pierwszy filar, mimo dosypywania przez władców miliardów z publicznej kasy do monopartyjnej TVP. W drugim postępuje przejmowanie sądownictwa, które ma przyspieszyć po planowanym rozsypaniu struktury organizacyjnej sądów. Natomiast trzeci filar LGBT już stał się przedmiotem konfliktu, przy czym nadal nie zdajemy sobie w kraju sprawy z jego ostrości na poziomie unijnym. KE przygotowuje mechanizm powiązania praworządności — tak jak postrzega ją wspólnota — z wypłatami budżetowych pieniędzy. Rozporządzenie zostanie w zwykłym trybie przyjęte przez dwie izby prawodawcze, czyli PE oraz ministerialną Radę UE. Obowiązuje w niej większość kwalifikowana, zatem mrzonką jest zablokowanie przepisów przez rządy np. Polski i Węgier, bo żadnych innych pomocników nie znajdą, nawet w Wyszehradzie. Przewodnicząca KE zapowiedziała, że wspólnotowe pieniądze będą chronione przed nieprawidłowościami, cokolwiek to znaczy. Orędzie zakończyła przytoczoną w tytule frazą, pod którą podpisać się może każdy — jest równie oczywista, co wieloznaczna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane