Europa pozbywała się akcji, bojąc się korekty w USA

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-08-21 00:00

Podziwiam odporność rynku amerykańskiego na złe informacje. Już atak terrorystów na siedzibę ONZ w Bagdadzie powinien przypomnieć inwestorom, że USA są oazą i kiedyś nawet tam może dojść do zamachu. Atak został jednak zlekceważony. Nawet cena ropy naftowej spadła w oczekiwaniu na dane o amerykańskich zapasach. Bykom pomagała za to spadająca rentowność obligacji. Kolejny bank inwestycyjny (tym razem Morgan Stanley) zarekomendował swoim klientom kupno obligacji.

Dane makro były bardzo słabe. Nie ma co ekscytować się tym, że liczba rozpoczętych budów domów była największa od 17 lat. Przecież skoro kilka tygodni temu Amerykanie rzucili się na kredyty hipoteczne, obawiając się wzrostu stóp procentowych, jasne było, że budowa domów ruszy. Ważne jest to, że liczba pozwoleń na budowę domów spadła bardziej niż prognozowano, a to więcej mówi o przyszłej koniunkturze niż rozpoczęte inwestycje. Oczekiwano, że indeks Uniwersytetu Michigan pokaże poprawę nastroju Amerykanów. Nic z tych rzeczy — indeks spadł w stosunku do lipca. Inwestorzy powinni bać się, że pogarszające się nastroje wyhamują popyt konsumencki, ale dane mówiące o tym, że w ostatnim tygodniu sprzedaż w sieciach sklepowych wzrosła o 4,5 proc. uspokoiły rynek. Nasdaq znowu zachowywał się dużo lepiej. Tym razem pomagały informacje ze spółek. Jeszcze raz okazało się, że rynek jest bardzo odporny na złe informacje, a to foruje obóz byków. Jednak po sesji wyniki podał Helwett-Packard. Były gorsze od prognoz analityków, a cena akcji po sesji spadła o 10 proc. Zawsze piszę, że jedna spółka nie zmienia trendu, więc tego nie oczekuję, ale wczoraj jakieś małe osunięcie było możliwe, a nawet pożądane.

Rynki europejskie w środę nie wydawały się bardzo przejęte wynikiem spółki Hewlett Packard, ale na wszelki wypadek inwestorzy mniej kupowali. A kiedy popyt nie jest agresywny, to indeksy mają tendencję do osuwania się. Przed otwarciem sesji w USA sytuacja pogorszyła się. Nie było jednak możliwości, by został wygenerowany sygnał sprzedaży.

Dziś na rynek trafią kolejne dane makro. Będą rozproszone po całym sesyjnym dniu, a najważniejsze dane rynki dostaną z USA już po zakończeniu naszej sesji. O 14.30 dowiemy się, jaka w ostatnim tygodniu była ilość nowo zarejestrowanych bezrobotnych (prognoza mówi o 395 tys., a dla byków ważne jest, by to była liczba mniejsza niż 400 tys.). O 16.00 zostanie podany lipcowy indeks wyprzedzających wskaźników gospodarczych (LEI). Prognozuje się wzrost o 0,4 proc. W końcu o 18.00 na rynek dotrze sierpniowy indeks opisujący aktywność gospodarki w rejonie Filadelfii (prognoza to wzrost z 8,3 do 10 pkt). Nasz rynek w pełni może zareagować tylko na pierwszą z nich, co nie jest zachętą do kupna akcji.

Polska giełda dla odmiany zachowywała się wczoraj nieco lepiej niż inne rynki europejskie. Doskonały był przede wszystkim BRE Bank, na drugim biegunie była Agora i BPH PBK. Rynek był bardzo zróżnicowany i nerwowy, obroty mniejsze niż ostatnio, a zamknięcie nic nie wniosło do technicznego obrazu sytuacji. Z tego wynika, że dzisiaj można po prostu rzucać monetą, by postawić prognozę. W obu przypadkach — zarówno, jeśli to jest akumulacja, jak i gdyby to była dystrybucja — bardzo kuszącym rozwiązaniem było utrzymanie rynku na zamknięcie w dobrej formie tak, by większość inwestorów nie wiedziała, w jakim punkcie jesteśmy.

Jedynym pozytywnym scenariuszem byłoby zakończenie sesji przez WIG20 powyżej 1479 pkt, a najlepiej powyżej 1485 pkt. Każde inne zamknięcie jest kolejnym ostrzeżeniem, że trend może się kończyć. Powrót pod 1464 pkt i rozpoczęcie korekty anulowałoby moją teorię o wyraźnym pokonaniu 1500 pkt przed większą korektą. Nie byłoby to rozwiązanie najlepsze dla byków, bo nie wygenerowałoby średnioterminowego sygnału kupna. Nie dziwi mnie więc ostra walka podaży z popytem.