Czwartkowe głosowanie Parlamentu Europejskiego nad Energetyczną Mapą Drogową 2050, a zwłaszcza jej fragmentem dotyczącym systemu handlu prawami do emisji CO 2, nie wróży dobrze polskim firmom. Dokument proponuje reformę, która w praktyce oznacza wycofanie 900 mln uprawnień. Miałoby to zmniejszyć nadpodaż i zaowocować wzrostem cen. Obecne, oscylujące wokół 4 EUR, są uważane za zbyt niskie i niezachęcające do inwestycji. Jednocześnie cieszą wysokoemisyjny przemysł (głównie energetykę), który kupuje uprawnienia na rynku. Propozycja interwencji przeszła. Dla polskiego przemysłu to zła wiadomość.

— To podważa konkurencyjność naszej gospodarki i obciąża ją wysokimi kosztami, w tym także energii elektrycznej dla obywateli — alarmuje Jacek Saryusz-Wolski, europoseł PO, stały sprawozdawca ds. bezpieczeństwa energetycznego w Parlamencie Europejskim. Przypomina przy tym niedawne szacunki Ministerstwa Środowiska, które oszacowało, że wycofanie 900 mln pozwoleń może Polskę kosztować utratę około 1 mld EUR przychodów budżetowych. Zwraca też uwagę na fakt, że stracą także inne uboższe państwa UE, zyskają zaś bogate (patrz — tabela).
— Interwencja zakłóca mechanizm rynkowy. Przełoży się bezpośrednio na wzrost kosztów wytwarzania w sektorze energetycznym, czego skutki najbardziej odczuwalne będą dla finalnych odbiorców energii — dodaje Krzysztof Zawadzki, wiceprezes Tauronu. Ceny uprawnień zareagowały na wynik głosowania lekkim wzrostem — z 3,3 do 3,7 EUR za uprawnienie.
— Niewielka skala wzrostu cen oznacza, że rynek pogodził się z myślą o interwencji. Nie rozwiąże ona jednak problemu nadpodaży, którą szacuje się na ponad 1,5 mld uprawnień — uważa Maciej Wiśniewski, prezes Domu Maklerskiego Consus, który specjalizuje się w rynku CO 2.
Interwencja nie jest jednak jeszcze przesądzona. W kwietniu Parlament Europejski będzie nad nią ponownie głosować. W czwartkowym głosowaniu wynik był bardzo wyrównany (za interwencją było m.in. pięciu polskich posłów z SLD i Europa Plus).