Piątkowa sesja w Stanach wyglądała o wiele lepiej niż można było tego oczekiwać. Zazwyczaj sesja kończąca tydzień charakteryzuje się zmniejszoną aktywnością i ostatnia, jeśli mierzyć ją wolumenem obrotów, a nie skalą zwyżki, nie była wyjątkiem. Inwestorzy liczyli na wyjaśnienie sytuacji w Nadżafie i dlatego kupowali akcje, a cena ropy spadała. Właściwie zależność była odwrotna: spadająca cena ropy zwiększyła popyt na akcję. Nawiasem mówiąc, ponieważ wszystkie media twierdziły, że cena ropy musi przekroczyć 50 USD, to było więcej niż pewne, że zawróci spod tego poziomu, o ile oczywiście nie zdarzy się coś absolutnie nadzwyczajnego. I rzeczywiście tak było. Nastąpił bardzo gwałtowny zwrot ceny z uformowaniem, zapowiadającej korektę formacji objęcia bessy.
Można postawić prognozę, że na rynku ropy będą chwilowe zwyżki (na przykład wczoraj do południa drożała), ale w krótkim terminie dużo większe jest prawdopodobieństwo rozpoczęcia korekty. W czasie weekendu sytuacja w Iraku nie zmieniła się, a południowy rurociąg nadal jest zamknięty, ale inwestorzy już się do tego przyzwyczaili. Co innego, gdyby na przykład zginął Muktada as Sadr, a szyici ogłosili ogólnokrajowe powstanie, ale to jeszcze nie ten etap. Wczoraj nadal prawdopodobny był kolejny wzrost indeksów. Gdyby jednak coś w trakcie dnia zepsuło humor inwestorom, to i tak nie oczekiwałbym wielkiej reakcji. Byki kontrolują sytuację.
Tak to również czuli wczoraj inwestorzy w Europie — indeksy rosły, a wolumen też wyraźnie wzrastał. Nie przeszkadzała stabilizująca się cena ropy. Może nawet wręcz przeciwnie — ponieważ ruchy były nieznaczne, to uspakajało inwestorów. Dzisiaj nadal nie będzie ważnych danych makro. Trudno uwierzyć, by dane o czerwcowych zamówieniach w przemyśle Eurolandu wpłynęły na rynek akcji. Mogą jedynie lekko wpłynąć na rynki walutowe. Z ciekawością będziemy czekali na dane z rynku nieruchomości w USA, ale dla kierunku indeksów te dane też nie będą miały żadnego znaczenia. Pozostaje ropa i geopolityka.
W Polsce w czasie weekendu nic wielkiego się nie wydarzyło, ale w nadchodzących dniach można znaleźć zagrożenia dla obozu byków. Pierwsze jest najmniej ważne. To polityka, czyli niedzielna konferencją SdPl z wnioskiem: gdyby dzisiaj było głosowanie nad wotum zaufania, to byśmy go nie udzielili. Namawiam ponownie, by o naszej polityce zapomnieć. Istotna wydawała się też zmiana premiera na Węgrzech. Nastrój wynikający z węgierskich problemów politycznych często na chwilę przenosi się na cały region, ale to też nie jest dla nas najważniejsze. Drugie zagrożenie to dwie spółki. Przede wszystkim PKN Orlen. Zaczęły się przesłuchania przed komisją i nie wiadomo, co podczas nich wyjdzie. Poza tym, gdyby taniała ropa, to zyski PKN będą się zmniejszać. Wczorajszy kurs spółki zachowywał się jednak dobrze, co oznacza, że inwestorzy zagrożenia lekceważą, przynajmniej na razie.
Zwróciłbym uwagę również na KGHM, bo jeśli cena miedzi wyjdzie dołem z wznoszącego się klina, to może być nieciekawie. Trzecie zagrożenie to rozpoczynające się dzisiaj posiedzenie RPP. Niby wiadomo, jaka będzie decyzja (podwyżka o 25 pkt baz.), ale rynek często czeka na to, co się wydarzy.
Wreszcie czwarte zagrożenie to wczorajsze dane makro. Bezrobociem nikt się nie przejmuje, a sprzedaż detaliczna rośnie, ale właśnie to, że rośnie może zwiększyć chęć RPP do podnoszenia stóp, a to nie jest dobra informacja. Widać, że gdyby rynek chciał wczoraj zachować się gorzej niż można było przed sesją oczekiwać, to powody ku temu były. I tak też się stało. Sesja była nudna, a dobra atmosfera na świecie nie dała rynkowi impulsu. Linia trendu na WIG20 została naruszona, ale bardziej istotny jest poziom 24050 pkt na WIG. Dopiero przełamanie tego poziomu (z rosnącym obrotem) uznałbym za ostateczny sygnał kupna. Pamiętajmy jednak, że oscylatory taki sygnał już dały, więc, nie zrażając się zachowaniem rynku, należy spokojnie czekać na kolejne sesje.