Europejski imperializm regulacyjny

Janusz Lewandowski
09-11-2007, 00:00

Tusk z Pawlakiem uzgadniają ministrów i kierunek jazdy w rządzie, który ma wpływ na 40-45 proc. reguł gospodarczych w Polsce. Reszta, czyli większość, powstaje w Brukseli. Poprzedni rząd mało to obchodziło, albo zgoła niepokoiło. Nowy rząd powinien zadbać o kierunek tej regulacji. Jest to równie ważne jak wykorzystanie szansy modernizacyjnej, która kryje się w unijnych pieniądzach.

W istocie Unia Europejska jest regulacyjnym olbrzymem i finansowym karłem. Dyktuje normy nie tylko dla siebie, lecz także dla całego świata. Cała planeta — chcąc nie chcąc — musi je brać pod uwagę, jeśli chce być obecna na rynku 500 mln konsumentów. Drugiego takiego nie znajdzie, dopóki nie dojrzeją Chiny i Indie. Wszyscy narzekają na europejski imperializm regulacyjny, ale nie mają wyboru.

Europejski budżet, który właśnie kształtujemy na rok 2008, to zaledwie 1 proc. DNB wspólnoty 27 krajów. Niewiele, porównując z budżetem federalnym USA, który rokrocznie przekracza 20 proc. dochodu narodowego brutto (DNB) federacji Stanów Zjednoczonych. Wpływ regulacyjny Unii Europejskiej jest nieporównanie większy niż znaczenie budżetu, wartego 120 mld euro. Jest to prawda przesłonięta przez wielkie nadzieje, jakie — w kraju pozbawionym planu Marshalla — każde miasto i każda gmina łączy z Perspektywą 2007-13. Przypominam zatem, czuwając nad dostępnością tych środków poza horyzont roku 2013: mądrość rządzenia, jeśli chcemy powtórzyć „cud” irlandzki, to nie tylko fundusze, ale także wpływ na wspólne reguły gospodarowania.

Janusz Lewandowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Europejski imperializm regulacyjny